Facebook Google+ Twitter

Taki był Heineken Open'er Festival 2009

Przyszedł czas na podsumowania i refleksje dotyczące Festiwalu. Co było dobre, a co złe? Co się udało w stu procentach, a co mogłoby być lepiej zorganizowane?

Pod scenami każdy Open'erowicz mógł czuć się bezpiecznie / Fot. materiały organizatoraHeineken Open'er Festival 2009 już za nami. Impreza ta, która śmiało konkuruje z innymi, europejskimi, zgromadziła 60 tysięcy osób. Za 4 dni muzyki, doskonałą zabawę, trzeba było zapłacić ok. 300 zł. Czy było warto?

Dzień pierwszy, zdaje się, był dniem na rozruszanie. Scena World Stage była zamknięta, a bilety na ten konkretny dzień kosztowały najmniej. Na Main Stage wystąpił -pożal się Boże - Renton, następnie Arctic Monkeys i zdecydowanie najlepsi Basement Jaxx. Dobry występ dali także Sorry, Ghettoblaster na scenie Burn Beat Stage. Był to trochę dzień rozczarowań, dający jedynie nadzieję, że kolejne dni będą bardziej "skoczne".

Dzień drugi rzeczywiście okazał się o niebo lepszy. Na Main Stage wystąpiła genialna Maria Peszek, następnie kontrowersyjny zespół Gossip, potem The Kooks, który za dwie godziny ustąpił Moby'emu. Pierwsze dwa występy uważam za najlepsze tego dnia - oczywiście na scenie Main Stage, bo co innego działo się np. na Tent Stage. Tam o 17 pojawili się Partistetris, świetna Pati Yang, trochę zagubiona Gaba Kulka, Duffy i Crystal Castles. Ten ostatni zespół i jego występ uznałem za jeden z najlepszych podczas całego festiwalu.

Dzień trzeci był dniem zamieszań. Odwołano koncert Buraka Som Sistema, a Madness wystąpił godzinę na scenie World Stage później niż planowano . Tak więc o 18 na Main Stage wystąpił Izrael i dopiero o 22 na tej samej scenie pojawili się Faith No More. O północy wystąpili Pendulum. O 21 na World Stage pojawili się starsi panowie, Madness. Mimo że jest to już zespół kultowy, zdawałoby się zapomniany, to właśnie on zebrał największą publikę dnia trzeciego. W występie nie przeszkodził nawet padający deszcz.

The Prodigy dało najlepszy koncert Heineken Open'er Festival 2009 / Fot. materiały organizatoraDzień czwarty to ostatni dzień festiwalu. Należałoby się spodziewać czegoś naprawdę ekscytującego. I rzeczywiście tak się stało. O.S.T.R rozpoczynający występy na Main Stage dał beznadziejny popis swoich wątpliwych możliwości. Skoro on uchodzi za jednego z bardziej inteligentnych hip-hopowców, to ja nie chcę wiedzieć jak "bardzo" inteligentni są pozostali z jego branży. Na szczęście o 20 pojawiła się Lily Allen. Jej "Smile" rozgrzał publikę do czerwoności. Potem weszli Kings of Leon.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Kasia
  • Kasia
  • 30.08.2010 11:40

Na Burnie było szaleństwo. Było super!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.