Facebook Google+ Twitter

Tako rzecze komunikacja miejska - cz. 2. Warszawa trąci Darwinem

Prawdziwą batalią jest podróżowanie zimą w wielkim mieście. Co słabsi zawodnicy zaszywają się w domu, ukrywając za zwolnieniem lekarskim swój wstyd z powodu niedołęstwa, a waleczne serca, uzbrojone w wielkie czapki, ruszają w świat niepewne tego, co im zgotuje dzień.

Przynależąc do tej drugiej grupy, za swoją pierwszą czynność po przebudzeniu uważam zerknięcie za okno, jak tam się sprawy mają. Z dachu nadal wiszą wielkie sople. Wszystko gra. Poszukuję w szafie najgrubszych rajstop świata i do boju. Po wyjściu z klatki zapominam na cały dzień, co znaczy rozkoszować się ciepłem i spokojem. Na skrzyżowaniu jeszcze zastanawiam się, czy nie wrócić. Co tam, braveheart!

Czekając na zielone światło dostrzegam, że podjeżdża mój autobus. Na litość! Mimo takich warunków pojawia się przed czasem! ZTM nigdy nie przestanie mnie zdumiewać. W związku z zaistniałą sytuacją szykuję się do startu niczym koń wyścigowy. Ułamek przed zielonym ruszam, nikt na szczęście nie zauważa falstartu. Przede mną przeszkody, których nie powstydziłby się żaden tor wyścigowy. Na początku wypada przeskoczyć wielką zaspę. Tylko super czujni zręcznie wyminą znajdującą się od razu za nią wielką kałużę. Dalej, z gracją łyżwiarki figurowej (chciałabym tak myśleć), pokonuję ulicę. Potem kolejny skok bijący rekord skoków w dal i już mam połowę drogi za sobą. Do wyboru dwie trasy – zaspy i rozległe wody. Po podciągnięciu spodni do samych ud (już rozumiem modę na szorty zimą), wybieram tę pierwszą. Przeprawa nie jest łatwa, ale kierowca wyrozumiale czeka, widząc moje dramatyczne zmagania. Wyszłam z domu 10 min temu, a już czuję strużkę potu na plecach. Pierwsza przeszkoda pokonana.

W ulubionym 107 tłok. Nic dziwnego, wielkie czapy, kilometrowe szaliki i sanki chyba też zasługują na swoje miejsce, prawda? Nagle poczułam spływające na mnie ciepło. Celebryta! (według niego samego). Tak, grzeję się w blasku sławy. Tuż obok mnie stoi niejaki Adrian z Big Brothera, rozmawia najwidoczniej z koleżanką dziennikarką.

Ona: Wiesz, to naprawdę niesamowite, bo po rozmowie z Tobą mam zapisanych 5-6 stron, jesteś ewenementem, po innych wywiadach nie mam tyle materiału. (Czy ona naprawdę nie wie, że im więcej ktoś mówi, tym mniej prawdopodobnie ma do powiedzenia?)
On: Po prostu nie wstydzę się tego, kim jestem, niech sobie ludzie myślą, co chcą. Lubię autentyczność, więc przyznam otwarcie, że moją ulubioną gwiazdą jest Doda! O, telefon.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 21.01.2010 20:27

Dobre, Luśtyk, dobre!!! Uśmiałam się :D Ale nie oszukuj, ja wiem, że Twoją pierwszą czynnością po przebudzeniu jest włączenie komputera i sprawdzenie pogody wyświetlanej na pulpicie, a nie wyjrzenie przez okno...

Komentarz został ukrytyrozwiń

I ja się tu rodziłem.
Też się lubię powałęsać - ale nie wiem kto zacz Doda!
Podoba mi się.
Można poznać życie w 107, choć to nie marynarka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za tak pozytywne komentarze:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale się obśmiałam! Cudny tekścik i jakże trafny. Prawdopodobnie ma Pani w sobie sporo autoironii i wielkie pokłady poczucia humoru. Czułam się czytając teks - jakbym z Panią jechała tym autobusem. Należy się 5*! eł

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.01.2010 19:51

Podpisuję się pod Łukaszem...... 5* :-)) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja nie będę się rozwodził i napiszę krótko - najlepszy tekst ze wszystkich Twoich, które dotychczas czytałem:) Demaskujący polską rzeczywistość z przymrużeniem oka:) 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prześwietne.
Z jednej strony nie życzę Ci już takich doznań, z drugiej chętnie bym przeczytał następną część :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.