Facebook Google+ Twitter

Talenty politycznych "psujów"

Nową ustawę refundacyjną pisali nie polscy politycy, a Marsjanie, na odległej od nas planecie. Wybitny brytyjski filozof, logik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, Bertrand Russell, mawiał, że kiedy naukowcy usiłują przekształcić to, co niemożliwe, w możliwe, to politycy często chcą przekształcić to, co możliwe, w niemożliwe. Zapewne znał polskie talenty politycznych psujów.

 / Fot. w24Nieszczęsna ustawa refundacyjna, która przez kilkanaście dni napsuła wiele krwi Polakom, zwłaszcza ludziom starszym i chorym, ma być, według ministra zdrowia, nowelizowana. I powinno to nastąpić, panie ministrze, jak najszybciej. Bo licho nie śpi i w każdej chwili może odezwać się groźnym echem protestu od nowa. Od echa, jak wiadomo, nie pękają mury, ale od protestu, mogą popękać. Póki co, wyrosły między lekarzami i aptekarzami a stroną rządową.

Niby już mamy porozumienie tych dwóch stron, a jednak sprawa nie wygląda aż tak przyjemnie, bo jest jedynie ugłaskana. Ugłaskana słowami, zwłaszcza wymęczonego do granic wytrzymałości psychicznej, ministra zdrowia. Tylko za co on wypija to kukułcze jajo? Za czyje błędy i za czyj spokój? Za błędy poprzedników – to nie budzi wątpliwości. A za spokój, zapewne prezesa NFZ i premiera. Zostawmy tę sprawę innym.

Dzisiejszy wątły spokój w refundacjach leków, do którego wciąż jeszcze nie chcą się dołączyć niektórzy buntownicy-lekarze i aptekarze, trzeba zawdzięczać premierowi i ministrowi. Tymczasem prezes NFZ wciąż stawia warunki lekarzom i aptekarzom. Jeżeli można zawdzięczać cokolwiek w tych sporach premierowi, to jedynie chyba to, że za protest lekarzy mają zapłacić pracodawcy, a czasem też chorzy pracownicy, którym wypadło pójść do apteki po leki.

Wspaniałomyślny i dobroduszny gest premiera sprowadza się, mówiąc najkrócej, do uproszczenia karania odpowiedzialnych za receptę z refundacją wystawioną pacjentowi, który nie jest ubezpieczony. Tak więc nie lekarze, ale pracodawcy i ich pracownicy mają być karani, jeżeli okaże się, że lekarz wypisał receptę pacjentowi, który nie jest ubezpieczony lub jego zakład pracy nie płaci składek zdrowotnych. A NFZ jak nie miał, tak nie ma nic do zarzucenia sobie. Nie czuje się odpowiedzialny za nic, bo nie. NFZ ma tylko przygotować (podobno już w pocie czoła szykuje) propozycję zmian w obecnym prawie, które obciążają lekarzy kosztami błędnej refundacji, jeśli zgodnie z ustawą nie dopełnią obowiązków związanych w wyrejestrowaniem nieubezpieczonych, z ZUS.

Jeżeli 4 stycznia 2012 roku premier Donald Tusk skutecznie rozbroił zaledwie jedną minę w sprawie odstąpienia od karania lekarzy, to nie znaczy, że rozbroił całe pole minowe związane z refundacją. Premier zapewnił w czasie rozmów lekarzy, że nie będą karani za wystawienie recepty ludziom nieubezpieczonym do tej pory, dopóki nie będzie Centralnego Wykazu Ubezpieczonych. I oczywiście, dopóki oni nie będą mieli dostępu do Centralnego Wykazu Ubezpieczonych. Za ten Centralny Wykaz, o ile dobrze wiemy, ponosi odpowiedzialność nie kto inny jak prezes NFZ. Na domiar złego, podobno dzisiejszy system wykazu ubezpieczonych NFZ, nie jest wiarygodny. Wykazuje bowiem nie wszystkich ubezpieczonych i nie wszystkie dane, a jedynie 85 proc. uznanych za prawidłowe dane. Czy to wylazło na wierzch dopiero teraz?

Kiedy i w jakich okolicznościach wyszło to na jaw – niech zbadają kompetentne instytucje. A dlaczego tak jest, że dane są niepełne i nieprawidłowe? Na te pytania NFZ ma uzasadnienia. Bo niektórzy pacjenci w wykazie ubezpieczonych już nie pracują; bo pracodawca ich nie wyrejestrował; bo jeśli nawet pracują to zakład pracy nie uiszcza za nich składek. Stąd wniosek NFZ, że za te kwiatki powinni płacić kary pracodawcy. Z tego wynika, że oni ponoszą winę za dziury i błędy w bazie danych NFZ. A, zatem wystawienie recepty nieuprawnionemu oznacza, iż NFZ obciąży kosztami tego błędu nie lekarza, lecz zakład pracy lub pracownika, bo on skorzystał na błędach w ewidencji. Taki galimatias urzędniczy i papierkowy (rejestrowy) jest możliwy i dopuszczalny w sposób bezkarny, jedynie w Polsce.

Przy okazji ogólnokrajowego protestu medycznego wyszedł jeszcze jeden newralgiczny problem. Okazuje się, że jest poważnie zagrożona budowa kosztem 712 mln zł unijnych, komputerowego (elektronicznego) systemu gromadzenia danych medycznych. Ten system, od kilku lat projektowany, miał być w przyszłości mózgiem rejestrowym do rozwiązywania podobnych jak dzisiejsze problemy, które wynikają z nowej bałaganiarskiej ustawy refundacyjnej. Gdy opóźnienie budowy elektronicznego systemu gromadzenia danych medycznych ujrzało światło dzienne, Komisja Europejska natychmiast zażądała od naszych władz, niezbędnych wyjaśnień w sprawie realizacji programu i przyczyn opóźnienia.

Centralny System Ubezpieczonych, ulokowany w Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, miałby zawierać pełne informacje o każdym pacjencie, bo każdy z nas ma mieć w nim własne konto, z historią choroby, lekami przypisanymi i każdy z nas będzie mógł z domu (jeśli ma komputer) umawiać się z lekarzem na wizyty. Wtedy też znikną problemy z receptami, bo mądry system elektroniczny, dostosuje automatycznie zarówno poziom odpłatności za leki, jak i wykluczy odpowiedzialność w tym lekarzy, wstawi na recepcie nasz PESEL, adres i oddział NFZ, a przede wszystkim pokaże, czy jesteśmy ubezpieczeni.

Można śmiało powiedzieć, że nową ustawę refundacyjną pisali nie polscy politycy, a Marsjanie, na mocno odległej od nas planecie. Wybitny brytyjski filozof, logik, działacz społeczny i laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury - Bertrand Russell mawiał, że kiedy naukowcy usiłują przekształcić to, co niemożliwe – w możliwe – to politycy często chcą przekształcić to co możliwe – w niemożliwe. Zapewne dobrze znał polskie talenty politycznych psujów, zmarł bowiem w 1970 roku.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Pani Beato - najlepiej całe to zamieszanie podsumowała jedna wypowiedź pana ministra:
"to jest ogromny rynek i nie możemy tego zostawić bez kontroli" czy jakoś tak...
Dla tych ludzi refundacja leków to nie jest robienie dobrze pacjentom, tylko jeszcze jeden biznes. Nic dziwnego, że wszystko wygląda tak jak wygląda. Oni mają albo gotówkę na prywatne leczenie, albo zapewnione z urzędu, więc są tak jak by na Marsie.
Nic z tej ustawy ich nie dotyczy, więc zamiast po prostu sprawdzić jakich leków chorujący ludzie najczęściej używają, jakie są najdroższe i jakie niezbędne do życia, po czym wyciągnąć proste wnioski i zrobić listę - oni "organizują rynek"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Staszku, przede wszystkim gratuluję awansu!

Jednego nie moge zrozumieć: wszystkie kraje Unii wypracowały przez lata jakiś efektywny system ochrony zdrowia. Dlaczego nie możemy od nich wziąć przykładu, zamiast eksperymentowac na Narodzie??!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Teraz NFZ ma inny problem. Podobno wczoraj urzędnicy musieli odpowiadać przez telefony około tysiącowi zdesperowanych i zdezorientowanych pacjentów. Myślę sobie że ta liczba dzwoniących do oddziałów NFZ jest mocno zaniżona.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.