Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

51923 miejsce

Tandetne gadki o byciu

Skąd masz wiedzieć jak żyć, skoro żyjesz po raz pierwszy? Ludzie lubują się w różnego rodzaju poradnikach, które tłumaczą im jak być dobrym hydraulikiem, programistą, mężem, mamą, ogrodnikiem…

Nikt jednak nie napisał jeszcze poprawnego i uniwersalnego zbioru rad, mówiących o tym, jak żyć, żeby być szczęśliwym człowiekiem. Od czego owe szeroko pojęte szczęście zależy, jak się na nie zasługuje i czy w ogóle trzeba.

Niektórzy z tych „dojrzałych” i „doświadczonych przez życie” (czyli, w moim mniemaniu, najnormalniej w świecie życiem zmęczonych) twierdzą, że szczęście to kwestia pracy nad sobą, nauki w różnego rodzaju szkołach, dzięki której (abstrahując oczywiście od Polski i realiów tutaj panujących) osiąga się satysfakcję. Oczywiście głównie finansową, która to satysfakcja prowadzi w późniejszym czasie do bogactwa, szczęścia rodzinnego itp. Ogólnie, idylla spowodowana papierkami z cudownie zmodyfikowanymi znakami wodnymi.
Ale co z bezdomnymi? Co z tymi, którzy z radością znajdują nadgryzioną bułkę w pojemniku na odpadki i proszą, spoglądających na nich z obrzydzeniem przechodniów, o papierosa?

Co w odniesieniu do tego powiedziałyby kobiety, które poświęcają
cały swój czas potomstwu, odrzucając niejednokrotnie karierę zawodową na potrzeby obserwacji rozwoju oseska stawiającego pierwsze kroki, śliniącego się i mówiącego bezrefleksyjnie „mama”? Że zmarnowały swoje życie? Że są nieszczęśliwe?

Inni zaś mędrcy sugerują, że to siła miłości jest sensem jestestwa, że tylko znajdując i kochając swoją „drugą połówkę” można zaznać pełnię euforii. Co jednak z tymi, którym ból, po starcie bliskiej osoby (odejściu, śmierci) odbiera siły, żeby samodzielnie żyć? Co z tymi, którzy kochając zostaną zranieni tak mocno, że modlą się o to, aby ktoś dał im siłę na wyrwanie sobie części składających się w połamane serce, żeby tylko już nigdy nie musieli zaznać tak ogromnego bólu duszy i wspomnień?

Są jeszcze głosy mówiące o zdrowiu – przecież „W zdrowym ciele, zdrowy duch!”. Co jednak z osobami, ulegającymi wypadkom, skutkiem, których jest trwałe kalectwo, bądź więzienie skrzętnie ulepione przez zły los z ich własnego ciała? Co z tymi, którzy rodzą się chorzy? Co z tymi, którzy żyją ze świadomością śmierci, która ma być następstwem bolesnej i wyczerpującej choroby?

Czy więc, sugerując się ów radami, można wyciągnąć wnioski, iż wszyscy ludzie, których udziałem jest pech, nieszczęście, fatum, czy też nieszczęśliwy przypadek (terminologia zdaje się być tutaj dowolna) nie zasłużyli sobie na szczęśliwe życie?

Jeśli tak, to dlaczego? Jak niepełnosprawne dziecko mogło zdążyć zasłużyć sobie na chorobę? Co tak bardzo złego trzeba zrobić, żeby żyć bez nadziei na lepszą przyszłość do końca swoich dni i jak bardzo człowiek musiałby być podły, żeby go skazano na brak chęci gonienia wiatru i wdychania słońca, żeby dostał wyrok odebrania sobie świata, albo światu siebie samego?

W swym marnym doświadczeniu dwudziestu trzech lat delektowania się stokrotkami – „Wiem, że nic nie wiem” i mam pełną świadomość faktu, iż jest to jedyna wiedza, którą zdobyłam, bądź, która została mi dana.
Następstwem tego jest fakt, iż przeraża mnie moment, w którym „ktoś nauczy mnie żyć”, w którym wpadnę w nierozerwalne szpony jakiegoś potwora (społeczeństwa, szefa, pieniądza), który powie, jak mają wyglądać moje reakcje, a ja nieświadoma, bądź zapatrzona w niego do szaleństwa będę go słuchała i z niewypowiedziana radością wypełniała jego polecenia.

To chyba chodzi o to, żeby kochać ludzi i czerpać z nich energię, żeby być dobrym człowiekiem – i to nie dla nieba, czy strachu przed piekłem – tylko dlatego, że tak czuje się w samym sobie, w środku i o to jeszcze chodzi, żeby mieć siłę na to, żeby owy środek człowieka (i bynajmniej nie mam tutaj na myśli flaków), niejednokrotnie podeptany i potargany siłą obcych rąk, potrafić posklejać, wygłaskać i pieścić tak długo, żeby przerósł ludzkie ciało i chlubił się, że do owego należy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 25.03.2009 15:15

yo aga nie komentuje bo nie trzeba jest dobre szukalem tylko mozliwosci kontaktu z Toba i z Kasia odezwij sie jak mozesz pa i pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zgodzę się, że nikt nie pisze jak po prostu być szczęśliwym. Chociażby dośc znany Anthony de Mello w "Przebudzeniu" tłumaczy prostym ludziom, że nie pieniądze, ludzie, praca dają szczęście. Albo się dobrze czujesz sam ze sobą, albo się uzależniasz od innych, i jak oni Ci szcześcia nie dają to i sam go nie znajdziesz.

Teraz jest tyle grup wsparcia, "szukania szczęścia" i innych, które w sporej części przybyły z USA że naprawde można się uszczęśliwić. Szczerze, albo nie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

pewien pisarz powiedział "cóż można wiedzieć o szczęściu oprócz tego jak to się pisze"... Wiadomo że to kwestia bardzo subiektywna... Czy jestem dziś szczęśliwy? Jestem zadowolony z tego jaki jestem :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Osobiście uważam, że jedynym wyznacznikiem szczęścia jest nasza świadomość. Sam mam 23 wiosny i szczerze licze na to, ze w tym wieku niepewność jest naturalna jak zmienność pór roku czy godzina emisji dobranocki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miło się ciebie czyta Agnieszko. Co do szczęścia to dla mnie ono ma wymiar duchowy a jest stanem ducha polegającym na miłości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uwierz mi (wiem że to dla Ciebie może być tylko czcze gadanie „doświadczonego przez życie” ) Największym dla mnie szczęściem jest możliwość leżenia na plaży w moim kochanym Świnoujściu i kontemplacji przepływających nademną chmur, ze świadomością że obok w piasku bawi się mój syn:)Aby zdać sobie z tego sprawę musiałem daleko wyjechać, ale już teraz wiem to na pewno.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.