Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3629 miejsce

Taneczne podróże Alisy Makarenko

Rozmowa z Alisą Makarenko tancerką i choreografką, współpracującą z wieloma polskimi teatrami i uczestniczącą w licznych projektach taneczno-teatralnych, z „podróżniczką” ciekawą świata i pełną twórczych pomysłów.

Performans "Ożywić Golema" z udziałem Alisy Makarenko. / Fot. Andrzej HajdaszOstatni raz udzieliłaś mi wywiadu w lutym 2015 r. po Twoim spektaklu „His... est caritas" dla Warszawskiego Teatru Tańca i przygotowywanej przez Ciebie choreografii do „Wesela Figara”. Co wydarzyło się w Twoim życiu artystycznym od tego czasu?
- Bardzo wiele. Prowadzę zajęcia i warsztaty z improwizacji, układam ruch sceniczny do spektakli, sama tańczę na scenie. Niezmiernie się cieszę, że jako aktorka gościnna występuję we Wrocławskim Teatrze Współczesnym w spektaklu „Nie trzeba” w reż. Kamili Michalak. Z ciekawych multimedialnych wydarzeń był performans „Family Affair" z włoskim kolektywem Zimmerfrei w ramach Warszawskiej Sceny Tańca oraz widowisko „Ksenofonia. Symfonia dla Innego” Jana Komasy i Mikołaja Mikołajczyka na zakończenie Malta Festival Poznań. Teraz wiem, jak to jest jednego dnia mieć próby rano w Warszawie a wieczorem w Poznaniu, albo jak w dwa dni pracować w trzech miastach. Jednak myślę, że grudzień 2016 będę pamiętać jeszcze długo. Nie wiem, czy się da pobić ten rekord.

... a ten pamiętny grudzień, jak wyglądał?
- W grudniu miałam aż siedem premier. 2 i 17 grudnia dyplomy młodych reżyserów z Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie, tam była konsultacja choreograficzna. Kolejna rzecz 17 grudnia - występ w spektaklu Romana Woźniaka „dobrze dobrze/będzie dobrze” w Teatrze Academia w Warszawie. 18 grudnia byłam w Poznaniu na spektaklu „Lalki” w reż. Doroty Abbe z moją choreografią dla III roku Studia Aktorskiego STA. 28 grudnia tańczyłam w spektaklu „Backup” Teatra Tańca Zawirowania. I dwa spektakle z moim ruchem scenicznym: 29 grudnia w Teatrze Nowym w Poznaniu „Mosdorf. Rekonstrukcja” w reż. Beniamina Bukowskiego i 30 grudnia w Teatrze WARSawy pokaz premierowy „Hollywood” w reż. Michała Siegoczyńskiego.

Podczas premiery spektaklu LALKI w reż. Doroty Abbe, Teatr Nowy w Poznaniu, grudzień 2016 r. / Fot. Andrzej HajdaszWidzę, że współpracujesz z wieloma teatrami w Polsce, między innymi w Poznaniu, Wrocławiu czy Warszawie. Czy takie coś Ci odpowiada? Ciągła podróż?
- Na początku to jest fajnie, takie sobie życie artystyczne. Później przychodzi zmęczenie i staje się to coraz bardziej uciążliwe, szczególnie gdy jest wszystkiego za dużo, wszystkiego poza snem. Nie narzekam, że co najmniej 20 godzin w tygodniu jestem w podróżach. Ważne pomagać innym, przekazywać wiedzę, korzystać ze swoich umiejętności. Co z tego, że umiałabym tańczyć i od czasu do czasu występowałabym na scenie w jakichś konkursach czy zawodach tanecznych. Dla mnie nie jest problemem, że dziś jestem w Poznaniu, a jutro już w Warszawie, a pojutrze dajmy na to we Wrocławiu. Tak układam swoje życie, że jestem tam, gdzie mnie potrzebują.

Czy bardziej pochłania Cię fakt pracowania niż to, że są trudności z przemieszczaniem się?
- Tak. Jestem szczęśliwa, że to się rozwija, że to idzie dalej. Że nie dzwonię i nie wysyłam CV, bo u mnie to nie działa. Wszystko się dzieje tak, że ktoś mnie widzi na scenie albo moją pracę, ktoś mnie rekomenduje albo szuka kontaktu ze mną. Jestem wdzięczna, że od początku osoby same zapraszają mnie do współpracy. Czasem są to telefony pełne rozpaczy, „...Aliso pomóż za tydzień premiera”. Słyszałam takie plotki o sobie, że Makarenko to taka choreografka, która w krótkim czasie potrafi zrobić coś, co będzie super. Nadal wierzę, że jeżeli jesteś w czymś dobry, to świat obowiązkowo to zauważy, a praca sama się znajdzie. Ważne jest pracować nad sobą, nieustannie się rozwijać a taki moment przyjdzie.

... czyli zaczyna się szczęśliwie wszystko układać . Najpierw uczestniczyłaś w warsztatach, przygotowywałaś choreografie, starałaś się zaistnieć na „rynku tanecznym” i nagle to się udało. Czy wolałabyś pracować w jakimś jednym teatrze czy to byłoby „artystycznym ograniczeniem” dla Ciebie? Czy wolisz różne projekty, w różnych teatrach u różnych reżyserów?
- Chcę zrobić jak najwięcej. Z jednej strony to dobrze, że jestem freelancerką, może dzięki temu zrealizowałam mnóstwo różnych projektów. Chociaż wiadomo, że nie jest to proste. Czasem może być siedem spektakli w miesiącu, a niekiedy żaden. Jestem jednak dobrej myśli, na razie daję rady. Z drugiej strony nie raz słyszę od aktorów, że mogłabym zostać etatowym pracownikiem w teatrze. Nie chodzi im tylko o typowo taneczne rzeczy, ale mówią o ruchu scenicznym i o wsparciu psychologicznym, co jest potrzebne w każdym spektaklu. Szczególnie dobrze czuję się w Teatrze Nowym w Poznaniu. Tam był mój debiut choreograficzny w teatrze dramatycznym - „Sophie” w lutym 2015. W ciągu dwóch lat miałam szczęście pracować nad 6 przedstawieniami, w tym nad 4 spektaklami repertuarowymi i po jednym spektaklu dla STA i Sceny Debiutów. Z każdym kolejnym projektem poznaję coraz więcej aktorów. Bardzo dobrze znam ekipę od ochroniarza po garderobianych i panów technicznych. Oglądałam prawie wszystkie spektakle, niektóre kilkanaście razy. Mam ogromny sentyment do tego miejsca, czuję się tam jak u siebie w domu. Muszę przyznać, że panuje w tym teatrze naprawdę wyjątkowa atmosfera. Gdybym chciała mieć etat, to pewnie właśnie tam.

Tworzysz, między innymi choreografię i ruch sceniczny Na spektaklu MINUS 2 w chor. Ohada Naharina, marzec 2015 r. / Fot. Andrzej Hajdaszna potrzeby innych spektakli. Czy bywa tak, że musisz zmieniać choreografię, bo jest za trudna dla aktorów, mało czytelna lub reżyser zwyczajnie powie „... to mi się nie podoba. Proszę o inne pomysły”?
- Nigdy nie staram się nastawiać na jakieś rozwiązanie. Wszystko jest jakby „tu i teraz” i od razu na miejscu sprawdzam, czy „to działa czy nie”. Oceniam, czy aktor potrafi coś zrobić i czy ja mogę daną sytuację jakoś zmodyfikować. Szanuje aktora, dbam o jego komfort. Wiem, kiedy do kogo podejść, co i jak powiedzieć, a kiedy coś przemilczeć. Jest to bardzo indywidualne podejście. Przecież ruch to nie tylko element tańca. To też ekspresja ciała w gestach, chodzie i postawie. Czasem to tylko mały detal, który ma wielkie znaczenie. Bardzo wiele korzystam z mojego wykształcenia psychologicznego. Z komunikacji niewerbalnej, o której pisałam pracę dyplomową na UMFC. Uważam, że jest to podstawa dla choreografa, jego alfabet i gramatyka. Przecież nawet proksemika, odległość między osobami, ma znaczenie. Każdy niuans wpływa na odbiór, dlatego mocno skupiam uwagę na wszystkich elementach. Nie mogę powiedzieć, że jestem uciążliwa w pracy, ale jestem wymagająca. Nie mogę wymagać od aktorów, mogę ich prosić, aby zrobili to czy to. Natomiast od siebie bardzo dużo wymagam, aby doprowadzić to do takiego poziomu, żeby to było po prostu dobre. Wiem, na jakie rzeczy mogę sobie pozwolić a na jakie nie, podpowiada mi to „krytyk wewnętrzny”.

Czy aktorzy cieszą się, że przygotujesz im coś takiego, co podniesie spektakl na wyższy poziom?
- Nieprawdopodobnie, nawet nie wiem, z czego to wynika. Często mi mówią o tym, że dla nich to bardzo ważne spotkanie. Że jestem reżyserem ruchu, że bardzo pomagam przy pracy nad postacią. Że nawet w innych spektaklach zaczynają grać inaczej, bo zmieniło się ich podejście do tekstu, ruchu i bycia na scenie.

Performans OŻYWIĆ GOLEMA z udziałem Alisy Makarenko / Fot. Andrzej HajdaszCzy reżyser naświetla ci poszczególne postaci, kim one są, i ich powiązania z innymi bohaterami spektaklu?
- Dostaję tekst, rozmawiam z reżyserem, zadaję pytania. Zanim zacznę próbę, proszę, abym mogła zobaczyć całość, albo wybrane sceny. Robię to dlatego, aby nie przychodzić wyłącznie ze swoimi pomysłami i narzucać swoją stylistykę. Sprawdzam, co już jest zrobione, na jakim jesteśmy etapie. Wtedy mówię: „OK. Teraz pokażę mój pomysł i jeżeli się nie spodoba, to wrócimy do twojej wersji albo będziemy szukać jakiegoś kompromisu”.

I jak się kończą takie „konfrontacje”?
- Czasem już po pierwszej minucie mówi, że moja propozycja jest lepsza. Czasem długo szukamy razem, bo konkretną scenę można pokazać na wiele sposobów. Czasem reżyser ma wszystko przemyślane i ma dobrą wizję plastyczną, ale nie potrafi ani pokazać, ani powiedzieć, o co mu chodzi. Ma swój obraz, ale jak to zrobić, tego nie wie. I tu jest zadanie dla choreografa, który niestety bardzo często jest niedoceniany. Błędne jest myślenie, że choreograf jest potrzebny tylko w układach tanecznych. Zazwyczaj widz myśli, że aktor sam wszystko potrafi. Intonacja, teksty, ruch na scenie, że wszystko jest jego kreacją. Jednak czasem aktor ma z tym kłopot, czuje sie niezgrabnie. Zawsze uważnie obserwuję, czy gra aktora jest świadoma czy ma charakter przypadkowy. Jestem na sali takim „trzecim okiem”. Z boku łatwiej zobaczyć, czy coś pasuje do spektaklu czy nie. Wychwytuje najlepsze momenty. Po odegraniu danej sceny, idę do aktora i mówię mu, co zauważyłam. Podpowiadam mu, że tutaj można to zastąpić czymś innym i pokazuję mu to. I wtedy aktor na przykład mówi: „O, to było takie fajne, jak tą nogą tak zrobiłaś. Dzięki, Aliso…”. To też praca, ale taka zakulisowa.

Jaki spektakl, nad którym do tej pory pracowałaś, był dla Ciebie najtrudniejszy?
- Odpowiem tak. Każdy nowy projekt to nowe wyzwanie, nowe zadanie, nowy temat, nowe osoby, nowe rozwiązania. Uwielbiam swoją pracę za rozmaitość, za to, że nie jest ciągle taka sama, bo niby się zajmuje ruchem, ale zawsze to jest jakby mieszanka różnych środków artystycznych. Uwielbiam proces tworzenia. To tak, jakbym miałam dużą walizkę i wybierała z niej narzędzie, które jest mi potrzebne w danym momencie. Widzę, że tutaj bawimy się „tempem” i „kierunkiem”, a w innej sytuacji bardziej mi zależy na „amplitudzie” i „artykulacji”. Nie mogę zatem powiedzieć, że jakiś spektakl był trudniejszy od innego.

A czy czerpiesz z własnych doświadczeń Podczas spektaklu Polskiego Teatru Tańca, marzec 2015 / Fot. Andrzej Hajdaszprzy realizacji kolejnych projektów?
- Korzystam z intuicji, wiedzy i zdobytych doświadczeń. Staram się nie powtarzać ruchu, wierzę, że moja wyobraźnia pozwoli mi wymyślić coś nowego. Staram się stwarzać takie warunki pracy, aby aktorzy zechcieli się otworzyć. Staram się wydobyć z nich tylko najlepsze rzeczy.

Widzę, że bardzo dużo czerpiesz ze swojego wykształcenia nietanecznego, czyli z psychologii. A jaka jest według ciebie rola tańca w komunikacji z innym człowiekiem? Jest tylko czysto estetyczna? Czy jest odpowiedzią na potrzebę piękna? Czy niesie też jakiś inny przekaz?
- Jest mi smutno, kiedy taniec postrzegany tylko i wyłącznie jako rozrywka. Dla mnie to jest bardzo ważny sposób komunikacji. Najistotniejsze rzeczy nigdy nie zostają powiedziane, bo tego nie można wyrazić tekstem. To jest ukryte głęboko w nas. W ciele, w spojrzeniu, w uśmiechu, w dotyku. Tak na przykład od razu widzę, kiedy w jakieś scenie jest coś niespójnego. Aktor wypowiada coś, a jego ciało mówi coś innego. Chyba, że było takie założenie, aby „kłamać”.

Ale czy każdy widz potrafi to dostrzec? Czasem może to być przecież kwestia interpretacji...
- Tak, oczywiście, wszystko przecież interpretujemy. Nawet w życiu możesz nie wiedzieć, czy dana osoba mówi prawdę czy też nie. Ale możesz wyczuwać, że coś jest nie tak. Niby dobrze mówię, ale jakoś bez przekonania. I tak samo na scenie. Nigdy nie zakładam, że widz będzie rozumiał wszystko od początku do końca. Ale uważam, że jest coś, co dla wszystkich widzów jest jasne, i potem jeszcze coś, co zrozumiałe jest tylko dla widza z większym doświadczeniem w dziedzinie kultury, sztuki czy historii, który potrafi rozpoznać pewne symbole, metafory, który potrafi zrozumieć pewne cytaty. I wtedy to są takie „smaczki dla koneserów”. Myślę, że nie ma w tym nic złego, aby przygotowywać materiał dla jednych i drugich.

Performans OŻYWIĆ GOLEMA z udziałem Alisy Makarenko / Fot. Andrzej HajdaszWspółpracowałaś ze mną w moich projektach fotograficznych. Tworzyliśmy razem rodzaj performansu. Czy było to dla Ciebie trudniejsze, bo efektem pracy było zamykanie ruchu w obrazach a nie tańczenie przed publicznością?
- Kolejne pytanie „czy coś jest trudne”. Teraz zaczynam sobie zdawać sprawę, że w moim słownictwie nie ma czegoś takiego jako „problemy” czy „trudności”. Każdą sytuację traktuję jako następną możliwość rozwoju. W moim rozumieniu to nowe doświadczenie, nie wiem, co z tego wyniknie, ale chcę znaleźć rozwiązanie i chcę zrobić to jak najlepiej.

To było trochę podchwytliwe pytanie, bo wiem, że lubisz interesujące nietypowe projekty z różnych dziedzin. Z tego powodu właśnie lubię z Tobą współpracować, ponieważ moja wstępna propozycja jest zawsze przez Ciebie kreatywnie modyfikowana i zwykle dochodzimy do znacznie ciekawszych rozwiązań niż wstępne ustalenia.
- Dziękuję, bardzo mi miło, że tak to odebrałeś. Bo gdybym podeszła do tego w ten sposób, „to bardzo trudne”, „nigdy tego nie robiłam” i nie wiadomo, czy nam się to uda, to od razu miałabym niezbyt pozytywne nastawienie. A nasz ostatni projekt fotograficzny „Ożywić Golema” to była raczej taka „kreacja spektaklu na żywo”. Miasto było naturalną scenografią, widzami byli przypadkowi przechodnie i jeden „widz” stały, czyli fotograf. No a ja byłam partnerem do tej „rozmowy” z pomnikiem.

Jakie to uczucie, gdy pojawiasz się na wystawie, gdzieAlisa Makarenko z autorem wywiadu na wystawie Master Class, listopad 2016. / Fot. ze zbiorów prywatnych autora są pokazywane zdjęcia z Twoim udziałem i gdy oglądasz reakcję innych widzów niż publiczność w teatrze i możesz „podsłuchać” jak ludzie odbierają Ciebie „zatrzymaną w kadrze”?
- Zawsze interesuje mnie feedback od ludzi, bo tak naprawdę tworzymy przede wszystkim dla nich. Czasem oni widzą więcej, niż my zakładamy, a ich interpretacja jest tym, co mnie zachwyca. Na wystawie słyszałam, jak odwiedzający wymieniali między sobą uwagi, że to bardzo ciekawe połączenie miejsca i ruchu, i że to nowy sposób postrzegania miasta.

Dużo podróżujesz w związku ze swoją pracą… a gdzie jest Twój dom? Co jest potrzebne, abyś czuła się „u siebie”? Ludzie, praca, język? Co decyduje, Twoim zdaniem, „o byciu u siebie”?
- W tym roku było przedziwnie. Wynajmując mieszkanie w Warszawie, byłam więcej w Poznaniu albo w pociągach i autobusach. Na to wychodzi, że „mieszkam w podróży”. Tak naprawdę dom jest tam, gdzie jest moje serce i ciało. Wiem, że jestem w stanie sama zatroszczyć się o siebie i stworzyć takie warunki, aby czuć się dobrze.

Czy tęsknisz za swoim faktycznym domem, za Chersoniem, czy teraz twoim domem jest Warszawa i wszystkie inne miasta, gdzie tworzysz?
- Urodziłam się na Ukrainie i tam spędziłam 20 lat. Teraz rozpoczyna się czwarty rok, odkąd mieszkam w Polsce. Dla mnie Polska stała się drugim domem, pozwala mi się rozwijać tanecznie i daje mi możliwość realizacji siebie, swoich marzeń. Niestety w swoim kraju nie mogłabym czegoś takiego robić, bo teraz są tam inne priorytety niż sztuka czy taniec.

... ale u nas też bywało, że kultura i sztuka nie były na pierwszym miejscu.
- ...wiem, u nas jest wszystko z pewnym opóźnieniem, bo kraje nasze podążają podobną drogą. Tęsknię oczywiście za domem rodzinnym, potrzebuję kontaktu z moimi rodzicami, dzwonię do nich lub piszę codziennie, szczególnie do mamy, aby wiedziała, co u mnie się dzieje. Nie wyobrażam sobie nie mieć z nią kontaktu na bieżąco. Rodzina ma dla mnie wielką wartość. To jest moje wsparcie, pomoc, wiedza. Oni dali mi wychowanie. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Potrzebne są mi powroty do domu tak ze dwa razy w roku, aby pobyć tam, naładować baterie. I potem mogę działać nawet pół roku bez przerwy na bardzo wysokich obrotach.

Wcale mnie nie dziwi, że chcesz tutaj być i dalej tworzyć, a sercem zawsze będziesz związana z domem rodzinnym.
- Już dawno wiedziałam, że po skończeniu studiów zostanę w Polsce, choć bardzo wiele osób pyta mnie, dlaczego nie jadę dalej, spróbować czegoś innego w Europie. Chciałam zostać tu wtedy i teraz chcę nadal tu być. Chcę w ten sposób podziękować za swoje wykształcenie i za nagrodę, jaką dostałam od pani Ewy Wycichowskiej. Dla mnie to jest jak dotąd najważniejsza nagroda, jaką dostałam w życiu. A skoro ją dostałam, to chcę jeszcze coś zrobić dla polskiej sztuki, w teatrach.

Kiedy odbierałaś tę nagrodę po Dancing Poznań, to przeczuwałem, że to duże wyróżnienie i możliwość dalszego kształcenia.
- Dla mnie pani Ewa Wycichowska to prawdziwa "mama artystyczna". Ona wskazała mi drogę, zauważyła, wyciągnęła z Ukrainy i dała mi możliwość studiowania. Teraz bardzo żałuję, że nie widujemy się tak często, jakbym tego chciała. Tego mi bardzo brakuje. Pewnie nie wie o tych wszystkich moich projektach, nad którymi pracuję. Z Ewą Wycichowską na premierze ELVISA w Teatrze Nowym w Poznaniu, marzec 2016 r. / Fot. ze zbiorów prywatnych Alisy MakarenkoNiekiedy dowiaduje się już po wszystkim, jak na przykład, kiedy dzwoniłam do niej z informacją, że zapraszam na „Elvisa” (reż. Michał Siegoczyński) do Teatru Nowego (w Poznaniu). A ona mówi „Ooo Alisa, ty też będziesz?”. Na co odpowiedziałam: „Pani Ewo, to ja robiłam tam choreografię”. I chyba była mile zaskoczona tą informacją.
Powiem tak, nie każdy wie o mojej nagrodzie, ale ja zawsze o tym mówię i piszę. Dla mnie, tak jak wspomniałam we wcześniejszym wywiadzie (Kim jesteś? Reżyserem...), było to prawdziwe błogosławieństwo. To coś, co daje mi siłę, bo skoro jedna osoba uwierzyła we mnie, a jest to osoba niezwykle ważna dla tańca współczesnego, to warto to kontynuować, a nie załamywać ręce, jeżeli pójdzie coś nie tak, jak sobie planowałam.

Czy myślałaś o powrocie na Ukrainę i stworzeniu tam czegoś podobnego do zespołu Teatru Tańca? Czy wolisz przekazywać swoją wiedzę taneczną i umiejętności w spektaklach innych reżyserów?
- Myślę, że to jest jeszcze za wcześnie. Na razie mam tutaj więcej rzeczy do zrobienia. Nie wiem, czy Ukraina jest na to gotowa? Mnie się wydaje, że nie. Nie wiem, czy ja jestem już gotowa. Mnie się wydaje, że nie. Bardzo mi się podoba, to co się teraz dzieje. Uczestniczę w rozmaitych projektach. Tak naprawdę gram trzy role. Albo jestem choreografem i tworzę ruch sceniczny na potrzeby spektakli. Albo jestem tancerką, wtedy współtworzę jakiś spektakl, wtedy pracuję nad swoim wykonaniem. A trzecia rola to prowadzenie zajęć i warsztatów. I dla mnie słowo „taniec” ma takie różne funkcje. A przecież w każdej z tych ról robię coś innego. Bywają miesiące, że częściej jestem pedagogiem, niekiedy tworzę więcej choreografii i to mi się nigdy chyba nie znudzi. Zobaczymy, co przyniesie nowy rok. Może będę robiła jeszcze zupełnie inne rzeczy. Nie ukrywam, że bardzo bym chciała pracować przy spektaklach. Praca w teatrze to mój żywioł, czuję się przy tym jak ryba w wodzie. I to jest coś, czego mi czasem brakuje, jeżeli trafi się taki czas, że prowadzę tylko zajęcia.

Dziękuję Ci za rozmowę i piękną opowieść o tańcu i wrażliwości na świat...
- Dziękuję również.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Dziękuję. Z pewnością będzie można jeszcze o niej usłyszeć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Interesujący wywiad - gratuluję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.