Facebook Google+ Twitter

Tara - jedyne miejsce, gdzie daruje się życie chorym koniom

Schronisko dla koni Tara powstało w 1995 roku z prywatnych środków Scarlett Szyłgolis. Tara to jedyne miejsce, gdzie daruje się życie koniom, które miały iść pod nóż.

 / Fot. Paweł KrymarysPierwszym miejscem gdzie “zadomowiła" się Tara były obrzeża Wrocławia, lecz po powodzi w 1997 roku trzeba było szukać nowego, suchego i bezpiecznego miejsca. Znaleziono je w okolicach Poręby koło Twardogóry. Jednak i tu konie nie zostały zbyt długo. Schronisko przeniosło się do Nieszkowic. Od trzech lat Tara mieści się w Piskorzynie. Miejmy nadzieję, że tu schronisko zostanie już na stałe.

Jak zostałem wolontariuszem Tary?

Moja przygoda z Tarą rozpoczęła się trzy lata temu od akcji wykupu konia w Kaliszu. Zbieranie pieniędzy na konia zorganizowała Kasia, która dowiedziała się, że jeden z koni, którego znała miał iść do rzeźni. Udało nam się tego konika jednak uratować.

Na początku czerwca 2007 roku ruszyliśmy z Armadą do fundacji. Po około dwóch godzinach jazdy dotarliśmy do Nieszkowic, tam wtedy mieściło się schronisko. Po przywitaniu się ze Scarlett i Piotrem (partner Scarlett od 1997 roku, gdy pomógł uratować konie z zalanego Wrocławia, współprowadzący Tarę) zwiedziliśmy folwark.

W mojej pamięci utkwiła jedna wypowiedź Scarlett: "Polska to kraj z tradycjami końskimi, nasi dziadkowie walczyli na koniach przeciwko czołgom w 1939 roku, a my pozwalamy tym zwierzętom umierać w cierpieniach". Rozmyślałem nad tymi słowami.

Po powrocie do domu biłem się z myślami i zastanawiałem się czy tam wrócić. We wrześniu tegoż samego roku pojechałem tam drugi raz, już jako wolontariusz. Trafiłem na czas dość burzliwy, schronisko było w trakcie przeprowadzki z Nieszkowic do Piskorzyny. Zwierzęta już były przetransportowane do Piskorzyny, lecz w Nieszkowicach pozostały jeszcze do rozebrania ogrodzenia i boksy, które były na wolnym powietrzu.

Przywitałem się z wolontariuszkami (imion nie pamiętam), które zostały w Nieszkowicach, zacząłem im pomagać w rozbiórce ogrodzenia i boksów. Po krótkiej wizycie w Nieszkowicach przyjechałem do Piskorzyny. Po przywitaniu się z Piotrem i Scarlett, ruszyłem do witania się z wolontariuszami i do pomocy przy pracach, które były na ten dzień zaplanowane. Wieczorem była wspólna kolacja i rozmowy. W ten sposób zostałem wolontariuszem Tary.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Oby jak najwiecej bylo osob wrazliwych na los zwierzat i gotowych zaangazowac sie w sprawy braci naszych mniejszych. Gwiazdka za temat i twoj wklad pracy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ratując zwierzęta, ratujemy przy okazji jakąś cząstkę człowieczeństwa w sobie. Wybaczcie, że tak patetycznie, ale miałam trochę do czynienia z psiakami skrzywdzonymi przez ludzi. Mój własny został jako szczeniak przywieziony do schroniska "z interwencji" i nawet teraz, po pięciu latach, czasem zaszywa się w jakimś kąciku i trzęsie ze strachu.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.06.2009 10:14

Uznanie dla ludzi, którzy pomagają zwierzętom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Koń ma specjalne miejsce w historii cywilizacji, wojen, sportu i kultury człowieka. Dobrze, że sa ludzie, którzy to szanują i zapewniaja przynajmniej jakiejś części tych zwierząt spokojne dozycie ich dni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.