Facebook Google+ Twitter

Tauron Nowa Muzyka. Wyliczanek ciąg dalszy

Dobrych występów w tym roku nie brakowało - wracamy na teren Kopalni w Katowicach i wspominamy, co było warto, a co niekoniecznie, zobaczyć w tym roku.

 / Fot. N. SkoczylasNajtrudniejszym wyborem był ten pomiędzy Boxcutterem i Mount Kimbie w pierwszej piątce i chyba najlepiej byłoby je umieścić na liście ex aequo. Tym, którym nie zabrakło energii na niedzielne pląsy w katowickiej Hipnozie, czyli jednym z najlepszych klubów koncertowych (i nie tylko) w Polsce, nie mogli żałować. To był jeden z najlepszych i najbardziej dubstepowych występów całego festiwalu, na którym przecież dubstepów nie brakowało. Fantastyczne, gęste bity, odpowiednia ilość basów, świetnie pocięte i zmiksowane sample, przede wszystkim z "Crooks and Lovers" i "Carbonated", doprowadziły salę do wrzenia.

Nic dziwnego, że koncert przyciągnął nie tylko festiwalową publiczność - niektórzy tańcowali obok Jamiego Woona, ja niedaleko swojej prawicy miałam uśmiechniętego Forda. Występ był dowodem DJskiego talentu, kunsztu wręcz, młodzieńców spod szyldu Mount Kimbie, budujący eteryczno-taneczną atmosferę w Hipnozie. Rewelacja.

 / Fot. N.SkoczylasOkazało się z resztą, że ten wieczór od początku do końca należał do udanych. Co prawda po Jamie Woonie spodziewałam się czegoś odrobinę bliższego koncertowi Jamesa Blake'a na Openerze, który trudno będzie zapomnieć, niemniej jednak był to świetny występ. Gospelowo-soulowa maniera wokalisty fenomenalnie wpasowała się w sakralną przestrzeń pierwszego ponoć murowanego kościoła w Katowicach. Jamie zaczął spokojnie, a capella, nagrywając kolejne wokalizy i loopując je w coraz bardziej naszpikowany bit, do którego zaśpiewał "Wayfaring Stranger".

Później sięgnął po gitarę, a już przy trzecim utworze dosiedli się doń perkusista, basista i klawiszowiec. W ten sposób z minuty na minutę koncert nabierał rozpędu i rozwijał się, aż do ostatniego w pierwszej części utworu "Lady Luck", któremu publiczność nie mogła się oprzeć i rozbujała się na stojąco w ławkach. Nie pomnę już kolejności - ale zagrał właściwie wszystko, co do tej pory spłodził, wykazując się rzecz jasna fenomenalnym poczuciem rytmu, (bez)obłędnym głosem oraz otwartością na eksperymenty z dźwiękiem. W tym wydaniu, z gitarą, basem i perkusją na żywo, dubstep Jamiego nabrał cieplejszego, bardziej ludzkiego wymiaru. Publiczność spisała się fantastycznie, mam wrażenie, że gdyby miał dość materiału, mógłby dla niej grać do białego rana.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.