Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24099 miejsce

Teatr nie gryzie.

Słów kilka o teatrze życia codziennego, albo lepiej - o teatrze w codziennym życiu.

Całkiem niedawno obchodziliśmy 250 – lecie Teatru Publicznego w Polsce. Po raz pierwszy, chciałoby się rzec - w końcu.
Z tej okazji bilety na przedstawienia sprzedawano
za symboliczne 250 groszy. SZAŁ. Polska na jeden dzień zakochała się w teatrze.
We wszystkich miastach naszego kraju, tego dnia ich budynki na chwilę przestawały być dla społeczeństwa miejscem z aurą raczej artystyczną, a stawały się ogromnymi galeriami handlowymi z napisem: sale minus dziewięćdziesiąt procent. Zaznaczam od razu – to nie jest złe. Teatr musi wychodzić do ludzi, jeżeli oni wolą go omijać. Tylko nie za często, bo w nadmiarze wszystko szkodzi. A aktorzy też by chcieli czasem coś zjeść.
Najistotniejszym problemem polskiego teatru jest frekwencja. Mówiąc krótko – ludzie
w większości przypadków mają sztukę wyższą w głębokim poważaniu. A wszystko dlatego, że mało o niej wiedzą. Nie będziemy się jednak temu dziwić, bo niektórzy dziennikarze nie mają pojęcia o co chodzi z Laboratorium Grotowskiego, w ogóle miewam wrażenie, że z ich pojmowaniem ciężko. Reakcja stacji telewizyjnej, w której owe faux pas miało miejsce, zwaliła mnie z nóg. I do tej pory leżę. I jak tak sobie leżę, to często rozmyślam o granicach absurdu. Wracając. Wspomniana stacja zamiast powiedzieć: przepraszamy najmocniej Państwa, że zatrudniamy idiotów, zrobiła coś zupełnie odwrotnego, coś na kształt : zobaczcie Państwo jakich zatrudniamy idiotów i nie jest nam z tego powodu wstyd. Nie bez celu wspominam to wydarzenie. Wiedza jest kluczem do zrozumienia. A kto ma tę wiedzę przekazywać, jeśli nie media? To pierwsza przyczyna upadku. Druga leży już wyłącznie po stronie społeczeństwa. Czytelnictwo. Polacy oprócz książki kucharskiej i poradników typu - jak mieć wszystko płaskie, a miejscami wypukłe w tydzień najlepiej, nie czytają niczego innego. W tym właśnie momencie dochodzimy do sedna. Słyszę. Nie chodzę do teatru bo mnie nie stać. Zamiast. Nie chodzę do teatru, bo niczego nie rozumiem. Albo. Nie chodzę bo się boje, że nie zrozumiem. Pytam. Przeczytałeś/-łaś tekst sztuki przed spektaklem? NIE. Kto by się spodziewał, że nie zrozumiesz? Przedstawienie teatralne jest swobodną, czasami bardzo swobodną interpretacją oryginalnego tekstu, a nie opowiadaniem książki tym, którym
się przeczytać nie chciało.
Teatr nie gryzie choć kagańca nie nosi. I nie zakładajmy mu go nigdy. To byłaby nasza największa porażka. Teatr wymaga uwagi nie tylko na scenie. Przede wszystkim poza nią.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.