Facebook Google+ Twitter

Teatralny melanż już niedługo w Zamościu

Za tydzień, 20 czerwca, rusza 35. Zamojskie Lato Teatralne. Do 4 lipca renesansowe miasto zamieni się w centrum scenicznej różnorodności. Zapowiada się nader atrakcyjnie!

Plakat 35 Zamojskiego Lata Teatralnego / Fot. Darek ŁukasikZamojskie Lato Teatralne jest już imprezą dojrzałą. Przez co też wykształciło sobie wyjątkowy charakter. Jako kilkuletni bywalec, mam wręcz wrażenie, że ten teatralny przegląd, jest jedynym w swoim rodzaju na skalę Polski. Z jednej strony mamy bowiem eklektyczność repertuaru. Teatry uliczne spotykają się tutaj ze studyjnymi, klasyka z awangardą, przystępność z hermetyzmem, zabawa z edukacją... Każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie i to nie na zasadzie "worka z zabawkami" lecz według dobrze przemyślanej formuły, porządkującej ten pozorny galimatias.

Zazwyczaj owym formalnym spoiwem jest twórczość Williama Szekspira. Dramaturg z Stratford jest bowiem cichym patronem ZLT już od początków jego działania (de facto w plakat tegorocznej edycji wpleciono jego wizerunek). I to właśnie jego dramaty, a także inspiracje i impresje na ich temat, stanowią substancję, która spaja ten specyficzny teatralny melanż. Melanż, który idąc za słowami Franka Herberta - "jest jak życie: ilekroć go kosztujesz, ukazuję inną twarz"... Do tego dochodzi konkurs publiczności, która swoimi głosami przyznaje Buławę Hetmańską najlepszemu przedstawieniu, by za rok powitać laureata w nowej odsłonie.

Z drugiej zaś strony większość spektaklów osadzonych jest w zamojskich plenerach, które mimo tego, że ostatnio przeżywają czas brutalnych rewitalizacji, same w sobie stanowią atrakcję i nadają klimatu niepowtarzalności scenicznym pokazom. A wszystko to w cenach, których nie powstydziłaby się zupa z burków (w tym pokazy otwarte dla wszystkich).

Teatr Woskresinnia na 34 ZLT / Fot. Andrzej PogudzŻeby nie być gołosłownym pozwolę sobie napisać słów kilka, o moich osobistych faworytach tegorocznego ZLT. Na pewno będzie nim otwierający imprezę lwowski Teatr Woskresinnia ze swoim "Misterium Pinsla". Gdy widziałem ich po raz pierwszy, kilka lat temu (na ZLT właśnie), ze spektaklem "Hiob", było to przeżycie (nie boję się użyć tego określenia) wręcz mistyczne. Ten uliczny teatr, to nie tylko akrobatyczne arcymistrzostwo w "tańcu na szczudłach", ale także zakodowana w każdym ruchu, geście, wolcie, pełna zadumy historia nad ludzką kondycją. Przy tym z każdą następną odsłoną (widziałem ich jeszcze dwa razy) jest to powalające inscenizacyjnie zjawisko, czasami wręcz show, okraszone równie niepowtarzalną, odgrywaną na żywo muzyką. Zawsze inaczej, zawsze magicznie i w jakiś niepowtarzalny sposób rytualnie - mówiąc krótko Woskrasinnie nie tylko trzeba zobaczyć, ale i przeżyć.

Smakowitym cymesem dla młodszej widowni (choć zapewne nie tylko) wydaje się mi spektakl "Mały Chopin" Teatru Konserwatywnego z Warszawy. Dobry pomysł na inscenizację zaczerpnięty z książki Macieja Rusinka, plus interakcja aktora z małą publicznością z zabawy czyniąca naukę, to chyba to, co tygryski lubią najbardziej. Ja bez zastanowienia zabiorę swoją 6-letnią siostrzenicę na ten spektakl.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.