Facebook Google+ Twitter

Teatralny produkt z górnej półki

"Produkt" Marka Ravenhilla w olsztyńskim Teatrze im. Stefana Jaracza to oryginalna teatralna opowieść o współczesności, będąca aktorskim popisem Grzegorza Gromka. To też jedno z najlepszych przedstawień sezonu.

 / Fot. Teatr im. Stefana Jaracza w OlsztynieLudzie piszący o teatrze wcale nie tak rzadko uciekają się do tworzonego przez lata zbioru przydatnych dyżurnych mądrości, swego rodzaju wytrychów recenzenta. Jeden z najpopularniejszych tego typu szlagwortów głosi, że "teatr powinien odpowiadać na wyzwania współczesności". No to w olsztyńskim teatrze mamy spektakl, który odpowiada i to jak.

Fabuła brzmi banalnie: wcale nie najważniejszy w swojej wytwórni producent usiłuje namówić gwiazdę ekranu, by zagrała w jego najnowszym filmie. Scenariusz nie jest - najdelikatniej mówiąc - najwybitniejszy. Opowiada historię miłości młodej kobiety do przypadkowo poznanego w samolocie Araba, który okazuje się islamskim terrorystą-samobójcą szykującym zamachy na ważne cele w Stanach Zjednoczonych i Europie. Spod tego banału wyziera momentami coś prawdziwego, ale od razu masakrowane jest przez hollywoodzkie upodobanie do efekciarstwa i ckliwości - najlepszą tego ilustracją jest zakończenie scenariusza, w którym bohaterka opowieści Jamesa (tak nazywa się producent) zamienia się w jednoosobowe komando śmierci ratujące zdradzonego przez siebie wcześniej ukochanego z obozu w Guantanamo. Sama historia jest "produktem" naszych czasów, czyli popkulturową papką miłości, seksu, polityki i przemocy.

 / Fot. Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie"Produktem" jest również sam James - jego zawód to z pewnością nieprzypadkowa zbieżność brzmieniowa. James jest dziecięciem swego wieku i środowiska, w jakim się obraca. Więzień politycznej poprawności, który za wszelką cenę stara się pokazać, że od tej poprawności ucieka. Może nie cyniczny, ale jednak konformista - na zmianę to dystansuje się od opowiadanej historii, to z zachwytem zachwala zalety scenariusza, wszystko po to, by słuchająca go bez słowa aktorka zgodziła się zagrać w filmie. Sięga raz po racjonalne argumenty, innym razem odwołuje się do uczuć, by co jakiś czas okrasić rozmowę tanim, tandetnym pochlebstwem dotyczącym aktorstwa Olivii.

Z takiego materiału literackiego można zrobić prostą satyrę na Amerykę, media i traumę po wydarzeniach 11 września 2001 roku. Ale można też - jak pokazuje spektakl Michała Kotańskiego - zrobić fascynujące, wielopłaszczyznowe przedstawienie, przykuwające widza na godzinę do fotela. To teatr w najlepszym tego słowa znaczeniu współczesny - sięgający po aktualne tematy, ale oferujący zdecydowanie więcej niż publicystykę (w ostatnich czasach przekleństwo zabijające np. Teatr Telewizji), bo intelektualną refleksję, bystrą obserwację rzeczywistości, także w sferze języka, wreszcie atrakcyjną formę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Wspaniale napisana recenzja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.