Facebook Google+ Twitter

Teczki nie kłamią, przynoszą światło...

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-05-28 18:26

– Musimy mieć wiedzę o naszej przeszłości, o naszych luminarzach, bo inaczej będziemy żyli w półprawdzie – mówi pisarz Marek Nowakowski w rozmowie z Anną Pawłowską.

Marek Nowakowski / Fot. Paweł Nowak/Dziennik ŁódzkiAnna Pawłowska : Jest pan zwolennikiem lustracji. Dlaczego należy ją przeprowadzić?
Marek Nowakowski : – Dla oczyszczenia życia politycznego, dla moralności społeczeństwa, dla prawdy. To są rzeczy oczywiste.

Jest pan zwolennikiem ustawy lustracyjnej w takim kształcie, w jakim została zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny?
– Nie będę mówił o ustawach. Powiem pani co innego. Czytałem ostatnio swoje teczki i odkryłem to, co jest istotą rzeczy. Że trzeba je pokazać, bo to jest przeszłość, pouczająca dla teraźniejszości i przyszłości. Nie będę tu dywagował nad formalną konstrukcją ustawy, nie będę mówił o zarzutach wobec niej, o grze w trójkącie Sejm-rząd-trybunał. Nie jestem prawnikiem, nie jestem konstytucjonalistą, jestem człowiekiem, który zna życie, pisze i ma swoje zdanie. Lustracja jest konieczna dla higieny życia społecznego – po pierwsze. A po drugie, lustracja jest niezbędna dla przyszłości. Żeby przyszło światło i dało nam jakiś kierunek. Trzeba także wziąć pod uwagę, że ludzie, którzy byli zaangażowani we współpracę, powiedzmy najogólniej, ze Służbą Bezpieczeństwa, i spełniali rolę dla niej użyteczną, funkcjonują dziś w życiu publicznym. Warto zatem zapytać: czy ci ludzie dają nam zdrowie, czy chorobę? Oni są przecież zarażeni uległością, konformizmem, oportunizmem i zdradą po prostu. Czy oni są godni, żeby w życiu publicznym cokolwiek lub kogokolwiek reprezentować? Może byliby godni, gdyby mieli odwagę powiedzieć: robiliśmy to z takich czy innych powodów, przepraszamy. Powstałaby jakaś sfera czystości moralnej, wróciłoby to, co jest zupełnie zapomniane: etyka. A tu ciągle słyszymy głosy: ja nic nie robiłem, to wszystko jest zafałszowane, to jest konfabulacja bezpieki, albo coś tam mówiłem, ale nikomu nie szkodziłem.

– Pana zdaniem, nie ma takich przypadków?
– Mogą być. Zawsze są wyjątki. Ale czy można żyć w godności, mając taką przeszłość? Ja nie mówię o tym, żeby ich skazywać, rugować. Uważam jednak, że tacy ludzie nie mogą dominować w społeczeństwie ani decydować o sprawach, które wpływają na życie nas wszystkich. Wielu z nich przepłynęło bardzo łagodnie do naszej obecnej, wolnej Polski, często zabiera głos decydujący w wielu sprawach. Stali się autorytetami, uznali, że ich przeszłość jest absolutnie bezpieczna. Szczególnie groźne jest to w przypadku środowiska dziennikarskiego. Wielu starszych dziennikarzy, moim zdaniem, musiało być uwikłanych w usługi dla tych służb. I ponieważ nic się nie działo w ich branży, oni rośli w fawory, dostojeństwo i poczucie pewności.

– Co z takimi ludźmi zrobić? Czy ich przyznanie się do winy załatwi sprawę?
– Po pierwsze, nie mogą sprawować ważnych funkcji publicznych, bo są słabi i marni. Nie zdali egzaminu w trudnych czasach – to jest oczywiste. Po drugie, jeśli uprawiają jakiś zawód neutralny, to niech uprawiają, ich sprawa. Ale absolutnie nie funkcje publiczne i edukacyjne, czy objaśniające cokolwiek społeczeństwu. Myślę tu o dziennikarzach, wśród których tacy ludzie nie powinni się znaleźć. Nie powinni się w mediach wypowiadać, nie powinni niczego oceniać.

Czy, pana zdaniem, jest na to szansa?
– Widzę przede wszystkim, że okopała się twierdza lustracyjna. Największym zagrożeniem dla lustracji są ludzie, którzy próbują ją z każdej strony paraliżować, przeszkadzać w jej realizacji. Robią to ze strony pozornie etycznej, mówiąc, że prawa jednostki są zagrożone, że to gwałt na sumieniu, na wolności ludzkiej. Ale też próbują paraliżować lustrację od strony formalno-prawnej. Ja to zagrożenie odczuwam.

– Myśli pan, że sparaliżowanie lustracji od strony formalno-prawnej już nastąpiło?
– Widzę wzmożone nasilenie działań antylustracyjnych. Jakby się cementował front antylustracyjny.

– Tak pan odbiera wyrok Trybunału Konstytucyjnego?
– Tak. Moim zdaniem, trzeba mimo wszystko wykorzystać fakt, że teczki są w dużej mierze zachowane. Ciągle bowiem funkcjonuje mitologia, że większość została zniszczona. To nieprawda. Ja swoje przeczytałem. Jest w nich opisane całe moje życie pod kontrolą bezpieki. W taki sposób, że ja to potwierdzam, pamiętam te sytuacje. Od 1975 roku byłem obiektem operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Nowy”. I zajmowano się mną z różnych stron – poprzez donosy, pracę tajnych współpracowników. Naliczyłem ich ze dwudziestu.

– Rozpoznał pan wśród nich swoich znajomych?
– Rozpoznałem trzech, czterech. Za każdym razem było to przykre rozczarowanie. Kiedyś bliscy ludzie okazali się płatnymi konfidentami.

– Poda pan jakieś nazwiska?
– Jedno podam w mojej książce. Bo właśnie piszę książkę pod roboczym tytułem „Ja, figurant Nowy”.

– Spotkał się pan z nimi po przeczytaniu zawartości swoich teczek?
– Nie, nie spotkałem się. Nie, nie mam ochoty.

Nasuwa mi się pytanie związane z głośną ostatnio sprawą Ryszarda Kapuścińskiego. Czy ma sens lustrowanie ludzi, którzy nie mogą się bronić, ponieważ nie żyją?
– To nie jest lustrowanie. Po prostu są dokumenty, więc należy je upublicznić. Musimy mieć wiedzę o naszej przeszłości, o naszych luminarzach, bo inaczej będziemy żyli w półprawdzie, w ciemności. Jakie to lustrowanie... Są teczki, a ponieważ jest ciągły napór jednych na antylustrację, to inni w rewanżu dokonują takich odkryć. To jest działanie zwrotne.

– Mówi się, że Kapuściński nigdy nikomu nie zaszkodził...
– Odpowiem pani teoretycznie, bo nie znam jego sprawy. Chcę powiedzieć ze swojego doświadczenia z lektury teczek, że większość raportów jednak w jakiś sposób ludziom szkodziła. W każdej informacji pozornie błahej było coś dla bezpieki cennego. To jak ze składaniem puzzli. Na przykład czytałem w mojej teczce, że pewnego dnia TW pseudonim Marian przychodzi do mnie do domu i rozmawiamy. On wszystko opisuje i w pewnym momencie pisze tak: „do Marka przyszła młoda kobieta, lat około trzydziestu, mówiąca z wyraźnie cudzoziemskim akcentem. Marek bardzo się ożywił. Wyszedł z nią do drugiego pokoju, rozmawiali o czymś, ale nie mogłem niczego usłyszeć. Po jakimś czasie kobieta wyszła, ale nasza rozmowa już się nie kleiła. Marek mówił, że musi gdzieś wyjść, bo chce dokądś jechać. Odprowadził mnie do autobusu. Tam dopiero zauważyłem auto, do którego Marek wsiadł. W aucie była ta kobieta”. Pozornie to nic nie znaczy. Taki magiel opisujący wszystko. A jak to cenne było dla bezpieki: W tym czasie oni wiedzieli, ale nie mieli namacalnych dowodów, że mam świetny kanał przerzutowy przez ambasadę francuską, przez zaprzyjaźnioną attache kulturalną. Kobieta zabierała za granicę to, co napisałem, i przywoziła od Jerzego Giedroycia wszystko, co trzeba było. Oni wiedzieli, że taki kontakt istnieje. Bardzo chcieli zrobić z niej personę non grata. Z tej informacji mogli wyciągnąć proste wnioski: „Acha, ona przychodzi do niego. Trzeba inwigilować dom i czekać”. Czyż nie jest to cenna informacja?


Marek Nowakowski (ur. 2 marca 1935 r. w Warszawie) – pisarz i dziennikarz. Studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim. W swojej twórczości zajmował się oficjalnie przemilczanymi obszarami życia, ludźmi z tzw. marginesu społecznego i z peryferii wielkomiejskich. Bohaterowie wielu jego utworów to ludzie skłóceni z prawem, złodzieje i przestępcy. W latach 50. i 60. wydał m in. zbiory opowiadań „Ten stary złodziej”, „Benek Kwiaciarz”, „Silna gorączka”, „Zapis”, „Mizerykordia”, „Książę Nocy”. Był współzałożycielem podziemnego pisma literackiego „Zapis” w 1977 roku. Jest także autorem „Raportu o stanie wojennym” (1982-83) i trzech zbiorów wspomnień o życiu w dawnej Warszawie – „Powidoki” – wydanych w latach 90. W czasach przełomu demokratycznego napisał kilka książek w satyryczny sposób ukazujących rzeczywistość społeczną Polski z okresu transformacji ustrojowej: „Homo Polonicus”, „Grecki bożek”. We wrześniu 2006 r. został odznaczony przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

obiecałem sobie, że więcej nie napiszę nawet słówka na w24, a jednak, haha. Czy jak Zaranek mówi, że nie kłamie, to mówi prawdę?
A to co chcę napisać brzmi: czemu ten tekst wrócił właśnie teraz? Jaka idea przyświeca pomysłodawcy przywrócenia tego wywiadu 26 pażdziernika? Nie ma w redakcji nic nowego? Nie wierzę w żadne spiskowe teorie, muszę zatem wierzyć w brak rozumu....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Macieklew, - a kto ma byc wyrocznią tego co jest moralne, a co nie? Obecnie również grupy opozycyjne są inwigilowane przez państwo, przy pomocy konfidentów. Jeżeli nie robią tego dla pieniędzy, tylko z poczucia obowiązku patriotycznego szpiegują swoich kolegów, to czy postępują moralnie?. A jeśli do władzy za 40 lat dojdzie zwalczana obecnie opcja, to wtedy okażą się niemoralnymi świniami, nieprawdaż? Nikt nie lubi konfidentów, ale bez nich państwo nie może istnieć. Może wreszcie dotrze do większości ten prosty fakt. Pozdrawiam i życzę pięknej pogody w Szkocji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

macieklew - odpowiedź nie nalezy do wygodnych, ale do najblizszych prawdy. Sprawiedliwość obiektywna nie istnieje, tak jak nie istnieje obiektywna prawda. Każdy ma swój punkt widzenia zarówno na prawdę jak i na sprawiedliwośc.
Czyli - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zawsze tak było i będzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ zkamera - "Żniwo ofiar kilku dni krwawych rozrachunków było ogromne" - czy rzeczywiście można tak powiedzieć? w sumie ok. 400 ofiar śmiertelnych... a gdyby doszło do regularnej wojny domowej?

Komentarz został ukrytyrozwiń

A i owszem. Jak lustracji nie będzie to rzeczywiście opcja wybrana przez Jadwigę stanie się realną...

Maciek nie będzie to nietaktem jak spytam kiedy wyemigrowałeś? Czyżby w latach '80?

Komentarz został ukrytyrozwiń

macieklew - opcja b.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.05.2007 20:48

A propos dokładnej wiedzy o przeszłości Rzeczpospolitej zapraszam na premierę mojego filmu dokumentalnego o zamachu majowym. To sens prawdy o naszych przodkach i ujawniającym się w walce charakterze Polaków.

ZAMACH MAJOWY

Premiera na antenie TV Polonia

Emisja: Wtorek, 29 maja, godz. 22.55
powt. Środa, 30 maja, godz. 14.50


Scenariusz i reżyseria: Zbigniew Wacław Kowalewski
Rok produkcji: 2007 na zlecenie TV Polonia

informacje tekstowe i link z projekcją filmu znajdują się w sieci na stronach:

http://ww6.tvp.pl/7212,20070516498949.strona
http://www.war zawa.pl/Wiadomosci/3,1407,0,1,0,0-Zamach_Majowy.html
http://video.google.pl/videoplay?docid=1354149665085414814


W świetle ostatnich wydarzeń i napięć politycznych powraca jak bumerang wątek krwawych starć zbrojnych na ulicach Warszawy w maju 1926 roku. Wojska rządowe usiłowały przeszkodzić wiernym Józefowi Piłsudskiemu oddziałom w przejęciu kontroli nad kluczowymi urzędami w Stolicy.

To niezwykle rzadko i wstydliwie podejmowany temat bratobójczych walk w Stolicy przed 80 laty może i powinien wreszcie być poddany rzetelnej analizie historycznej.

Szczególnie ważnym elementem rozważań programowych są fakty z dziedziny wojskowości: plany i działania operacyjne, raporty, które obecnie można przywołać przed oczy współczesnych posłów i działaczy politycznych, w najważniejszych merytorycznie fragmentach, ku rozwadze, może nawet i przestrodze...

Nie formułując nachalnych recept odnośnie zachowania się w określonej sytuacji przywołamy fakty, zaprezentujemy opinie historyków, przemyślenia ludzi w mundurach wojskowych, zacytujemy dokumenty z gorących dni majowych 1926 roku...

Suchy, rzeczowy język wojskowych raportów dzień po dniu oddaje atmosferę tragicznego w skutkach starcia sił rządu rzeczpospolitej z uzbrojonymi, gotowymi na wszystko spiskowcami pod rzeczywistym i duchowym przywództwem "Komendanta" - Józefa Piłsudskiego.

Ludzie wplątani w uczestnictwo w przewrocie majowym ginęli przypadkowo na ulicy, jako zwykli przechodnie, obserwatorzy czy nawet sympatycy stron, z której padły do nich skierowane, śmiertelne strzały. Żniwo ofiar kilku dni krwawych rozrachunków było ogromne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No tak. Ale wiesz też o co mi chodziło. Z autopsji ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

macieklew - sam sobie odpowiedziałeś - nic nie jest całkiem czarne, lub całkiem białe. Moralność nie ma wpływu na twórczość , a donosicielstwo na fachowość w jakiejkolwiek dziedzinie. Sprawy nie kompatybilne. Można być genialną świnią lub świętym kretynem. Poprostu człowiekiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Pytanie do Jadwigi, Andrzeja: istnieją takie pojęcia, jak: sprawiedliwość, odpowiedzialność, moralność? Istnieją? "

Niechże sprawy kryminalne rozpatrują sądy. Moralne - każdy wedle własnego boga czy sumienia.
Wybaczcie - IPN kojarzy mi się ze śmietnikiem za stara rzeźnią z którego stado bezpańskich psów wyszarpuje kęsy. Każdy łapie w zęby co lepszy kawałek i niesie z odstraszającym warkotem do swej nory.
Mam osobiste obserwacje i doswiadczenia i mogę tylko stwierdzic, że komu nie wystarcza Dekalog, temu nie wystarczą żadne ustawy, przepisy, lustracje i inne ....acje. Bo jesteśmy, jacy jesteśmy. Bez względu na ilośc sankcji czy pacierzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.