Facebook Google+ Twitter

Teczki Wałęsy: zabrakło etatów dla Walentynowicz i Gwiazdów

Opublikowanie przez Wałęsę pełnej dokumentacji z IPN rozgrzało atmosferę, lecz niczego nie zmieni. Zarówno bowiem państwo Gwiazdowie jak i pani Walentynowicz wiedzą swoje: "Wałesa zdrajcą był" i basta.

Jakaś inna, podejrzewam iż niezbyt liczna grup, zasiądzie do mozolnego czytania kwitów na ekranie swych komputerów tracąc czas i wzrok. Osoby które to wszystko powinny przeczytać, na czym byłemu prezydentowi tak zależy, nie przeczytają na pewno. O czym natychmiast dobitnie zawiadomili publiczność.

Zarówno bowiem państwo Gwiazdowie jak i pani Walentynowicz wiedzą swoje: "Wałesa zdrajcą był" i basta. Przecież to oni powinni być prezydentami, to oni powinni sprawować władzę w kraju, to oni powinni kręcić o sobie filmy i to oni powinni nagradzać uznanych, a potępiać potępionych. Dostawać tytuły, odznaczenia, reprezentować kraj, a w kraju rządzić z powodu osobistych zasług. Ale stało się inaczej.

W czasach kiedy w solidarnościowym tyglu formowana była postać Wałęsy, symbol i ikona znana całemu światu, świat ten z Reaganem na czele popełnił błąd nie do naprawienia: nie wyniósł na cokoły równie wysokie ani pana Gwiazdy, ani pani Walentynowicz. Etat na prezydenta był tylko jeden, a pozycja pierwszej damy przypadła Danucie.

Nic nie rodzi tak zapiekłej nienawiści jak zawiedzione nadzieje. Tak też się stało. I tak się dziwnie składa, że spektakularne wyrazy uznania zyskali oboje dopiero za rządów panów Kaczyńskich, którzy mają na pieńku z Wałęsą.

Nie jest moją rolą przeprowadzanie analizy tych zaszłości. Do faktów może sięgnąć każdy. Po najnowszych wystąpieniach pani Walentynowicz, która wykrzykuje publicznie jakże zbożną myśl o skalpowaniu oraz że niczego czytać nie będzie, sprawa wydaje się być jasna: o ile normalna jest zapiekła nienawiść starej, niereformowalnej kobiety, o tyle eksponowanie takich pokrzykiwań w prasie jest podbijaniem bębenka.

Rzecz jasna, pani Walentynowicz kolejnym wicepremierem już z przyczyn - rzekłabym - naturalnych nie zostanie, niemniej jednak pozostaje spektakularnym narzędziem szarpania opinii Wałęsy. Jemu to raczej nie zaszkodzi, ale staje się kolejnym kamieniem wrzucanym publicznie do własnego ogródka. Ku zdumieniu i uciesze publiczności stojącej za płotem.

Wygląda to na niestosowany dotychczas na masową skalę sposób podnoszenia autorytetu państwa. Mam co do tego sposobu niejakie wątpliwości, a nawet niesmak. Nie zawsze rozumiałam Wałęsę. Z biegiem lat przyszło większe zrozumienie. Może większa jasność w jego postępowaniu i słowach, a może to ja dojrzałam, aby Wałęsę rozumieć. Dlatego zdziwiłam się słysząc o publikacji dokumentów. Stary wyga mógł się spodziewać, że ten gest niczego nie zmieni. No, może tylko uświadomi stan umysłowy jego zapieklych adwersarzy, zagranicznym felietonistom pozwoli zarobić na kawałek chleba, a analitykom sceny politycznej podsunie kolejnego puzzla w układance pt. IV Rzeczpospolita.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

"...bezgraniczne..." zmieniłabym raczej na "umiarkowane" - tak sadzę

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pełna czystość formy i niezwykła jasność myśli, które w pełni podzielam. Jak rzadko ulgę sprawia mi deprecjonowanie czegokolwiek, ale w tym przypadku jest to ratowanie etosu państwa. Konflikt o Wałęsę to tak naprawdę jedna z przyczyn dlaczego nie wykorzystaliśmy - tak jak Niemcy - prawa do miejsca Polski w legendzie o nowożytnej wolności. Każdego dnia napawa mnie smutkiem szarganie imienia Lecha Wałęsy, choć tak jak autorka, ten poziom aprobaty dla jego osoby osiągnąłem dopiero teraz. Żal mi tego człowieka, ale pozostaje nadzieja, że te budzące odrazę brunatne czasy szybko się skończą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Takie wysnuwam wnioski na podstawie tego co widzę i słyszę. Gdyby pp. Gwiazdowie i p. Walentynowicz mieli co do Wałęsy racje, wiedzielibyśmy o tym o wiele wczesniej z prasy, nie koniecznie polskiej. Rzecz rozgrywa sie publicznie i w długim przedziale czasu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Nie jest moją rolą przeprowadzanie analizy tych zaszłości." --- więc lepiej nie osądzać również p. Walentynowicz i małżeństwa Gwiazdów.
Po drugie, nikt z nas "szaraków", do których m.in. ja oraz myślę, że i Szanowna Autorka należy, nie zna wszystkich dokumentów i faktów (media dają nam tyle, ile uważają, że powinniśmy wiedzieć). Zatem lepiej w ogóle nie pisać TAKICH tekstów, jak ten pt "Teczki Wałęsy: zabrakło etatów dla Walentynowicz i Gwiazdów", nie znając całego obrazu i owych "zaszłości".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.