Facebook Google+ Twitter

"Telewizja to nie mój target" - rozmowa ze Zgasem

Rozmowa ze Zgasem, jedynym dwukrotnym mistrzem Polski w beatboxie.

- Czym właściwie jest beatbox?
- Naśladowaniem ustami różnych instrumentów muzycznych i odgłosów. Bardzo ważne jest robienie z tego muzyki poprzez tworzenie różnych dźwięków.

- Poświęciłeś, się pasji w stu procentach, rzuciłeś nawet studia. Nie żałujesz tej decyzji?
- Mój kierunek wcale nie był pokrewnym z tym, co czułem, że chcę robić. Do tej pory uważam, iż bardzo dobrze wybrałem, bo idę sobie swoją dróżką przez życie i żadna pani w urzędzie mi nie mówi kim mam być. Po socjologii w Zielonej Górze mógłbym wyjechać do Anglii zmywać naczynia, albo tak jak większość moich znajomych dalej kombinować po swojemu w życiu. Wtedy był odpowiedni moment, by postawić wszystko na jedną kartę. Działem z Kanałem Audytywnym dużo, jeździłem na koncerty. Teraz są inne czasy, o wiele ciężej jest się przebić.
- Jak oceniasz poziom polskiego beatboxu?

- To zależy do jakiego kraju miałbym się odnieść. Na Węgrzech np. działa niewielu profesjonalnych beatboxerów, a w Czechach albo Niemczech jest full ciekawych muzyków mających swój indywidualny styl, więc ciężko porównać. W Polsce na pierwszych Wielkich Bitwach Warszawskich wszystko strasznie raczkowało jeszcze. Teraz często spotykam młodych ludzi, którzy się zajawili słysząc empetrójki moje i innych ludzi właśnie z tych zawodów. Beatbox cały czas się rozwija, ja też pracuję nad tym, by docierał do coraz większej liczby osób i rósł w siłę. Trzy lata temu prowadząc warsztaty musiałem
tłumaczyć przez pół godziny co to jest, skąd się wzięło. W tej chwili dzięki mediom przechodzę od razu do nauki.

- Niedawno dzięki programowi „Mam talent” wylansował się Blady Kris. Nie kusiło cię, by wypromować się w podobny sposób?
- Telewizja to nie jest tak do końca mój target. Byłem na pierwszej edycji ze składem Fpat Wypat, ale niestety obostrzenia, które były w umowach nam się nie spodobały i zrezygnowaliśmy, a drogę do finału mieliśmy już pewną. Cały czas dzwonią do mnie, żebym znów tam poszedł. Chyba nie wytrzymam i pójdę w końcu, bo Blady teraz nie ma problemów takich jak jakieś 90 proc. muzyków, czyli opłaty za jedzenie, spanie, mieszkanie itd. Ma pełno koncertów, gdziekolwiek się pojawi na plakacie, tam przychodzi tysiąc ludzi, każdy chce w niego inwestować. Jak my wczoraj graliśmy z L.U.C.-iem w Warszawie, przyszło maksymalnie sześćdziesiąt osób. Gdybym poszedł do telewizji byłoby z sześćset. Mnie to szczególnie nie obchodzi, ale zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach bez telewizji mogę tak ciułać przez kolejne dwadzieścia lat i nic z tego nie będę miał.

- Aktualnie jesteś w stanie wyżyć z samego beatboxu?
- Gdybym miał utrzymać rodzinę, dom i żyć z tego co robię, nie ma takiej możliwości, nawet jeżeli gram sam.

- Czy nagrania z Jamalem, czy L.U.C.-iem, którzy są dość znani w Polsce, pomagają w wybiciu się?
- Nie wiem. Jeżeli ktoś ma jakąś konkretną wizję, a nie dzwoni mówiąc: „ej, to nagraj mi jakiś beatbox”, wchodzę w to. Średnio mnie interesuje czy piosenka wyjdzie na podziemnej płycie i przez internet dostanie ją czterdzieści osób, czy legalnie na cały kraj. Byle dotarło do ludzi, nie ważne jaką drogą.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.