Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

33426 miejsce

"Ten Inny"-książka Ryszarda Kapuścińskiego z kontrowersyjnym przesłaniem

Czy książka R. Kapuścińskiego "Ten Inny" mogłaby być podręcznikiem tolerancji wobec innych kultur? A właściwie ich reprezentanta, "Innego"? Spełnia wszelkie zasady poprawności politycznej, to prawda, ale wydaje się, że to stanowczo za mało.

Autor: Daryona (Praca własna) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) lub CC-BY-SA-3.0-2.5-2.0-1.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], undefined / Fot. DaryonaNie znajdziemy w niej czegoś, co mogłoby być poczytane za myśl ksenofobiczną, szowinistyczną czy rasistowską. Wręcz przeciwnie, jest oparta na zgrabnych idealistycznych zasadach internacjonalizmu. Ten fakt jednak sprawia, że książka jest pięknym katalogiem pobożnych życzeń, których przełożenie na mechanizmy działające w rzeczywistości jest praktycznie niemożliwe.

Fakty historyczne pokazują, że dwie cywilizacje mogą istnieć równolegle bezkonfliktowo tylko w izolacji. Wszędzie tam, gdzie dochodziło między nimi do nasilonych kontaktów, początkowo inspirowanych tylko wymianą handlową, wkrótce zaczęły się coraz to nowe problemy.

Psychika człowieka funkcjonuje w taki sposób, że zmusza go do poszukiwania akceptacji wśród najbliżej znajdujących się osobników podobnie myślących i postępujących jak on sam, bo dopiero wtedy taka przynależność do wspólnoty daje mu - choćby pozory - poczucia bezpieczeństwa i możliwość pełnej samorealizacji.

Modne ostatnio hasła, takie jak "globalna wioska" czy "multi-kulti" przedstawiane są dzisiaj w sposób, jak gdyby wynikały one wprost z prawa naturalnego ewoluującej ludzkości, a co za tym idzie nie są one do zatrzymania lub choćby tylko dokonania jakiejś korekty.

Nakaz zrozumienia drugiego człowieka, akceptowanie jego inności i tolerowanie wszystkiego co się z tym wiąże - to główne zalecenia zwolenników głoszących tę filozofię. Praktycznie nie ma tutaj miejsca na nie zgadzanie się z "innością", ponieważ możemy być nazwani ostoją ciemnogrodu i anty-humanistami. Musimy po prostu tę inność zaakceptować, albo najlepiej polubić. Pojęcie tolerancji dzisiaj utożsamia się z akceptacją.

Poglądy Kapuścińskiego, Europejczyka, z natury rzeczy są przesycone europocentryzmem. Wmawia on czytelnikowi, że Europa jest wyjątkowa, jeśli chodzi o ciekawość świata. Prezentuje stanowisko, iż cywilizacje poza europejskie penetrujące świat miały tylko podbój i zniewolenie innych na względzie.
Z kolei w innym miejscu twierdzi, że uczestniczenie w wielokulturowym świecie wymaga silnego i dojrzałego poczucia tożsamości. Czyż nie jest to następne pobożne życzenie? Przecież globalizacja temu zupełnie nie sprzyja. W wiosce wszyscy się dość dobrze znają, tymczasem ta „globalna” prowadzi do coraz większej alienacji jednostki.

Biały człowiek stanowi zaledwie 20 procent ludności świata, ale w swoim wyobrażeniu ma głęboko zakorzenione mniemanie, że jest dominującą częścią tego świata. Czy ponad pięćsetletnie panowanie Europy nad światem może być dostatecznym powodem dającym nam prawo do takiego postrzegania wkładu wniesionego w rozwój cywilizacji? Czy jest to wystarczające?

Kapuściński mocno złagodził swój idealizm wobec problemów z "Innym" następującą myślą, którą odnalazłem w książce:

(...) relacja między człowiekiem - jednostką, indywidualnością i osobowością, a człowiekiem - nosicielem kultury i rasy, nie jest w nim samym nieruchoma, sztywna, statyczna, dana raz na zawsze, ale przeciwnie - cechuje ją dynamika, ruchliwość, zmienność, różnice natężenia, czy rasizm. w zależności od kontekstu zewnętrznego, wymogów chwili bieżącej, oczekiwań otoczenia, a nawet - naszego własnego nastroju i wieku (...).

Takie stanowisko daje pewną furtkę, by postawić inną tezę opartą na najświeższych obserwacjach tego, co dzieje się we współczesnym światowym tyglu wielokulturowości, a która jest w opozycji do obowiązującego trendu, że mieszanie kultur jest darem niosącym same pozytywne skutki. Przenikanie dobra i zła działa w obie strony i najczęściej jednak prowadzi do dominacji jednej kultury nad drugą.

Kapuściński podpiera się filozofią Levinasa (później również Tischnera), która swoją nadmierną poprawnością prowadzi do absurdu, bo według niej w kontakcie z Innym mamy wziąć za niego całkowitą odpowiedzialność (?)... To raczej tylko potwierdza nasz paternalizm oraz mentorstwo wobec "Innego".

Dlaczego tak się dzieje?

Człowiek kontaktując się z innym wymienia informacje różnymi kanałami, poprzez wszystkie zmysły. Na początku, zwłaszcza gdy jest wyraźna bariera językowa, o wiele większe znaczenie ma przekaz niewerbalny. Kapuściński korzystając ze swojego wieloletniego doświadczenia podróżniczego wskazuje na pewną powtarzalną zależność podczas interakcji z Innym.

Każdy człowiek np. składa się niejako z dwóch części - fizycznej i kulturowej, których nie można rozdzielić. Komponenta fizyczna, odpowiada za cechy wynikające z biologii organizmu ludzkiego. U każdego człowieka funkcjonują podobnie doznania emocjonalne i procesy fizjologiczne. Kolor skóry, odgrywający ważną rolę, również należy do tej części fizycznej.
Natomiast komponentę kulturową stanowią wierzenia religijne, przekonania, stan wiedzy o świecie i doświadczenia (zbiorowe i indywidualne), a to z kolei związane jest z przynależnością do konkretnej grupy społecznej, etnicznej, narodowej.

Co zrobić w sytuacji, gdy "inność" wynika z zasad religijnych?

Przykład. Islam nie przewiduje apostazji, lecz - zgodnie z zasadami tej religii - odejście z grupy winno być karane śmiercią. Czy mamy na coś takiego się godzić? Czy w imię poprawności ekumenicznej należy przemilczeć nakazy świętych ksiąg? A przecież nie rozwiąże to kwestii zasadniczej.

Inny przykład. Co zrobić z problemem postrzegania kobiety w islamie jako kogoś gorszego od mężczyzny? Z tego przecież wynikają bardzo poważne konsekwencje. W tygodniku amerykańskim Time z 09.08.2010 roku pokazano okaleczoną kobietę przez swojego męża i szwagra za to, że była nieposłuszna wobec rodziny męża.

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Bibi_Aisha_Cover_of_Time.jpg

Tak postąpiono z tą kobietą na podstawie prawa, wynikającego z nakazów religijnych islamu. Czy mamy coś takiego akceptować?

Podobnych przykładów można znaleźć znacznie więcej.

Reasumując

Na naszych oczach wyrasta zagrożenie ze strony kultury islamskiej dla reszty świata, a my narzucając sobie tzw. poprawność polityczną udajemy, że nic złego się nie dzieje, a orkierstra multi-kulti gra dalej. Tymczasem konkwista islamska trwa i bezwzględnie wykorzystuje naszą nieroztropność, żeby nie powiedzieć głupotę. Odbywa się ona dwutorowo: poprzez migrację oraz stosowanie terroru.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (40):

Sortuj komentarze:

Lekcja? To była raczej prośba, sugestia. Szkoda, po Pana tekście liczyłam na wypowiedzi innych DO!!!
Cały czas czuje się na portalu "nowa". Wielu rzeczy nadal nie rozumiem. Pomyślałam, że poprzez taką listę lektur dane byłoby mi lepiej poznać innych użytkowników(?) Może wtedy lepiej rozumiałabym niektóre ich wypowiedzi. Taka droga na skróty. Wielu DO funkcjonuje w wiadomościach24 od iluś tam lat. Komentarz napisałam spontanicznie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przykro mi, Pani Małgorzato, ale zadanej przez Panią lekcji - nie odrobię... Teraz jestem zajęty innymi tematami. Może kiedyś...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku, zacznę od końca, ostatni akapit w Pana tekście to PROROCZE SŁOWA. Niestety!
Bardzo dziękuję za wskazanie mi książki Kapuścińskiego, zakodowałam, że jest to, od tego momentu, moja lektura obowiązkowa.
A może pokusi się Pan o tekst: dziesięć najważniejszych książek mojego życia? Może inni DO też się wypowiedzą?

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Całkowite niezabijanie nie jest możliwe, bo nawet rośliny zabijamy, aby je zjeść, ale można wyrządzać jak najmniej szkody, prawda?/

1. Szkody komu? Czy też sobie? Tutaj akurat przydaje się nauka z jej metodologią, pomimo przewałów stulecia w swej historii. Wegetarianin szkodzi sobie, na wiele sposobów, swojemu układowi nerwowemu w szczególności. A czy powinien? Choćby tylko dlatego warto się zastanowić nad "sprawnością umysłową" "mistrza". Nie obrażając nikogo, tylko pytając jeszcze raz: how do you know for sure?
Mozna być niebywale życzliwym, pełnym pogody ducha człowiekiem i pleść bzdury, tak w ogóle, nieprawdaż ?

2. Czy szkody innym stworzeniom? Czy zna Pan skutki wielko hektarowych upraw roslinnych na mniejszą faunę? Nie te wielkie, które można sfilmować w drodze do rzeźni, którymi epatują media, ale te małe, których giną setki milionów, bo człowiek zdecydował się coś uprawiać, przeorując przeogromne połacie ziemi, niszcząc lub przecinając naturalne środowiska, traktując ją bezpośrednio, i posrednio wieksze jeszcze obszary pestycydami , herbicydami i całą masą dodatkowych środków? Ze skutkami.

Widział Pan kiedyś armię kombajnów w akcji na filmie?

Dopierio zastanawiając się nad wszystkim i biorąc wszystko pod uwagę, można mówić o jakimkolwiek optymalizowaniu, nieprawdaż?

Co do mistrzów, zen w tym przypadku, cóż, to kwestia dłuższej rozmowy. Generalnie podtrzymuję pytania Marka, dodając tylko pytanie, o jakiej psychologii "społecznej" mowa, mówiąc o "wybranych" ?
Ja rozumiem na przykład to, że nauczyciel może przekazać w danej chwili tylko to, co uczeń jest w stanie "przyjąć" ze zrozumieniem, ale "wybrańcy" - to nie moja bajka.
Tu, Panie, praca u podstaw jest potrzebna ! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Errata. Powinno być:

Czyż w historii ludzkości, nad jakąś unikalną osobowością, ludzie tylko w obszarze buddyzmu przeżywają bądź przeżywali?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kilka luźnych uwag do wpisu b.ojca z 12:03

Skąd wynika bądź skąd się wzięła taka gradacja, im mniej robimy szkody, tym lepiej?

Ziemię poddaną człowiek ma czynić zgodnie z nakazem innej świętej księgi, która zawiera te wspaniałe myśli.

Klastyczny wykręt - kto nie jest oświecony ten tego nie zrozumie! Ależ oczywiście, bioenergoterapeuci energię czerpią z Kosmosu. Nie wierzycie? Bo nie jesteście uzdrowicielami stosującymi bioenergię...

Czyż w historii ludzkości nad jakąś unikalną osobowością tylko w obszarze buddyzmu ludzie przeżywają?

Mistrz "o niczym innym nie myślał"... Jest to wspaniałe wrażenie, wyrażające pełną fascynację, tyle że niemożliwe do udowodnienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Artur Wojnowski
Z tym komarem to nie jest głupie pytanie, bo różni mistrzowie różnie postępowali. Jedni po prostu "klepali się w tyłek", a inni pozwalali się komarowi napić. Ale zawsze nie było w tym fałszu: zrobię tak, bo jestem oświeconym mistrzem zen. Po prostu robił to.

Całkowite niezabijanie nie jest możliwe, bo nawet rośliny zabijamy, aby je zjeść, ale można wyrządzać jak najmniej szkody, prawda? Obecna dominująca cywilizacja techniczna "czyni sobie Ziemię poddaną"(parafrazując) bez względu na koszty.
Oświecenie to stan mistyczny a jednak bardzo konkretny, którego każdy doświadcza na swój sposób. Powiem tak: ci, którzy o nim dyskutują nie są oświeceni, a oświeceni nie dyskutują o oświeceniu. Miałem możliwość spotkać kilka razy oświeconego mistrza zen Soen Sa Nima, jednego z siedmiu największych mistrzów zen XX w. - niski, okrągły, wiecznie życzliwie uśmiechnięty Koreańczyk. Ta życzliwość z niego wprost promieniowała. W jego postawie nie wyczuwałem żadnego fałszu. Kiedy ze mną rozmawiał, to czułem, że w tym czasie cała jego uwaga była dla mnie, że niczym innym się nie zajmował i o niczym innym nie myślał.
Zen to psychologia praktyczna doskonalona od 1500 lat i przekazywana przez mistrza wybranym uczniom. Soen Sa Nim był 74 patriarchą począwszy od Buddy.
Soen Sa Nim mówił tak: "jeżeli tego, co tu zdobyłeś (w czasie sesji medytacyjnej) nie będziesz stosował w swoim codziennym życiu, to zmarnowałeś ten czas".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście, że wysuwam hipotezy, tylko hipotezy przewidujące nadejście potwornych wojen. Nie jestem wszechwiedzący ani nawet coś około tego ;). Tylko że moje ponure przewidywania co rusz się sprawdzają. Napisałem, że Ukrainę czeka wojna domowa na skutek złamania równowagi między jej dwoma głównymi narodami, że po wydarzeniach 20 i 21 lutego w Kijowie stała się tylko sprawą czasu i niestety... Po jej rozpoczęciu podkreśliłem, że żaden ukraiński przywódca nie będzie w stanie przeforsować politycznego, kompromisowego zakończenia tego konfliktu i znowu wychodzi na moje... Boleję nad tym, ale to nie ja to przecież spowodowałem swymi przewidywaniami!

Będę przy tym trochę złośliwy i przypomnę jeden z komentarzy:

"Umysł ludzki jest elastyczny, a radykalne zmiany granic państw nie wchodzą w rachubę. Dlatego wojny nie będzie. Niestety nasili się terroryzm." (Iwgula)

link

Inna rzecz, że w jednym z komentarzy tego trójczęściowego artykułu przewidywałem zupełny brak zagrożenia ze strony Rosji. Inna rzecz, że ja to zagrożenie obecnie jednoznacznie widzę jako zagrożenie użycia Ukrainy w roli narzędzia do odwrócenia uwagi Rosji Putina od Bliskiego Wschodu, które zostanie porzucone po tym jak się zniszczy od mieszania w kwasie solnym Eurazji, po czym przyjdzie pora na następne, podobne narzędzia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Dlaczego mam wziąć odpowiedzialność w tym przypadku za buddystę i za jego myślenie w kontakcie z nim, zgodnie z założeniami Levinasa czy Tischnera?/

Marku, tu też są potrzebne uściślenia. Co to znaczy "całkowita odpowiedzialność"?
Mogę na przykład wskazać "całkowitość" w moim rozumieniu, jako podanie wędki w danym miejscu, danym czasie, w sposób adekwatny do sytuacji. ( też subiektywnie według mnie).To może być w danym kontekście tylko jednozdaniowa odpowiedź lub pytanie.
To zresztą działa w obie strony bo może się per saldo okazać, że to własnie ten ktoś wziął w tym momencie odpowiedzialność za mnie.
To może też być zignorowanie i wbrew pozorom to też może być w danym kontekście przyjęcie odpowiedzialności.
W pewnym sensie tę odpowiedzialność ponosimy non stop w kontaktach ze wszystkimi.
Brak odpowiedzialności natomiast zupełny - to całkowicie bezrefleksyjne działanie.

Pewnie bardzo mętnie mówię, ale z zastrzeżeniem, że nie czas i miejsce tu na elaboraty ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

/społeczeństwo jest zbyt skomplikowane by poddać je badaniom naukowym w znaczeniu tzw. nauk ścisłych i osiągnąć niepodważalne wyniki./

Właśnie o tym pisaliśmy.

/ Cokolwiek można przewidzieć na podstawie sprawdzalnych faktów, analogii oraz intuicji./

1. Fakt jest tylko faktem. Reszta to interpretacja.
2. "Cokolwiek" można przewidzieć i nie neguję bynajmniej potrzeby analiz. Przeciwnie. Prosze się jednak wczytać we własny język, kóry posłużył napisaniu tylko tego komentarza. Tam nie ma cienia wątpliwości...
Zresztą to nie jest zarzut dyskwalifikujuący, ot, według mnie, poprawnie byłoby używać w przewidywaniach trybu przypuszczajacego. To szczegół jednak.
Czytam uważnie Pana artykuły i komentarze. Nie jestem w stanie dziś ich części zweryfikować, odkładam zatem na półkę. Są przywoływane z mojej pamięci wtedy, gdy spotykam się z innymi opiniami. Albo jeszcze inaczej: sam nie wiem, ale wiem, że jest ktoś, kto uważa, że wie... a to się zawsze może przydać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.