Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

141639 miejsce

Ten ułamek sekundy, tuż przed...

Podobno, niektórzy w jednej chwili widzą przegląd swego życia, inni nic nie pamiętają. Każdy reaguje inaczej na wypadek, nagłe zdarzenie, po którym świat już nigdy nie będzie taki sam.

Listopadowy wieczór, w samochodzie cieplutko, radio przygrywa. Przed nami jeszcze niecałe 60 km drogą krajową, dosyć już pustawą i czarną. Tylko na poboczach leży cienka warstwa śniegu Myślami jesteśmy już w domu. Syn śpi na tylnym siedzeniu, żona czuwa obok mnie. Wszyscy przypięci pasami.

Rutynowa trasa. Prosty odcinek drogi, ciemno, ale widoczność w świetle reflektorów dobra. Przed sobą widzę skrzyżowanie z lokalną podporządkowaną drogą, podjeżdżający z prawej strony i zatrzymujący się biały samochód. Jednak, gdy jestem już bardzo blisko on nagle wyjeżdża prostopadle przed moje auto.

W ułamku sekundy, gdy rozpaczliwie hamuję, przez mój mózg przechodzi ogromna fala
oburzenia „Jak on może coś takiego robić!” a zaraz potem kolejna błyskawiczna i smutna myśl: „A więc tak to się wszystko kończy" i jakiś wewnętrzny spokój oczekiwania.

Szczęśliwie dla tamtego kierowcy, nie uderzam w jego drzwi, ale przed tylnym kołem. Uderzenie jest moce, ale tępe i chyba ciche. Jak na zwolnionym filmie, widzę otwierające się powoli obie poduszki powietrzne. Ten moment trwa i trwa, jakby w zawieszeniu. Na chwilę przed uderzeniem w poduszkę, powoli zamykam oczy, a gdy je znowu otwieram widzę sflaczałe poduszki i czuję smród ich gazu oraz dym z wystrzelonych pirotechnicznych napinaczy pasów. Panuje przeraźliwa cisza.

Dzięki Bogu, wychodzimy z wypadku bez szwanku, chociaż karetka wiezie żonę do szpitala, ale na szczęście podejrzenia o pęknięciu kręgów szyjnych nie potwierdzają się. Sprawca wypadku - trzeźwy 19-latek też wychodzi cało, chociaż wygląd jego auta wskazywałby na coś odmiennego. Nasze też zostaje zakwalifikowane do szkody całkowitej.

Pomimo upływu czterech lat od tego wydarzenia, potrafię na bieżąco odtworzyć w pamięci każdą sekundę tego zdarzenia. Odczuwam takie same oburzenie i ten sam lęk, połączony z rezygnacją, że to już. Równocześnie nabrałem dystansu do spraw codziennych. Inaczej patrzę na świat, zwracam większą uwagę na jakość życia, dystansując się od jego materialistycznego wymiaru.

Teraz jeszcze bardziej wierzę w przeznaczenie, którego nie sposób zmienić. Spokojniej podchodzę do życia i jego zagrożeń, będąc przekonany, że jak coś ma się zdarzyć to i tak się zdarzy. Przysłowiowa cegła spadnie na głowę nawet w drewnianym kościele. W ciągu kilku
niespodziewanych sekund nasze życie może się drastycznie zmienić lub zakończyć. Zamartwianie się „na zapas” niczego jednak nie zmieni. I dlatego warto z optymizmem patrzeć na świat i w przyszłość, wierząc, że los wciąż przewiduje dla nas wspaniałe perspektywy. Ciekawe, Czy Wy też przeżyliście coś na kształt „zawieszenia czasu”?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Dlatego warto żyć chwilą...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lukaszu, masz racje.Zasada ograniczonego zaufania przede wszystkim, ale czasami ona nie wystarcza.Oprocz przeznaczenia jest jeszcze tak zwany szosty zmysl, a raczej zdolnosc przewidywania i wieksza wyobraznia-efekt wieloletniej praktyki za kolkiem.
Dzieki temu udalo mi sie uniknac, co najmniej kilku groznych wypadkow. Niestety, to nie gwarantuje 100% ochrony.
PS Po tym wypadku, przez kilka miesiecy zamieralem na widok kazdego auta nadjezdzajacego z drogi podporzadkowanej z prawej strony.Zona walczy z tym do dzisiaj.
Kiedys rozbilem malucha na szklance na wiadukcie kolejowym.Bylem kierowca 6 miesiecy.Dzieki tej nauczce do dzis bardzo uwazam w miejscach, gdzie ryzyko zlodowacenie jest duze.Ale czy inni tez ? A wiec chyba jednak przeznaczenie albo slepy los: na kogo wypadnie na tego BEC (sorry pisze ten post z kompa bez polskich znakow)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak na początku (takie zboczenie) odniosę się do skutków wypadku. Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało. Szkoda całkowita, nie ma się, czemu dziwić, uderzył Pan w jego drzwi i zapewne częściowo w oś pojazdu, który wymusił na Panu pierwszeństwo przejazdu. Z oceną sytuacji na drodze wielu niestety ma problemy.
A do reszty się ustosunkowując to nie da się ukryć, że takich zdarzeń się nie zapomina i pamięta się je ze wszystkimi szczegółami. Podobnie, ja pamiętam pierwszą w życiu kolizję, kiedy to pani wymusiła na mnie pierwszeństwo przejazdu skręcając w lewo. Nie pomogło gwałtowne hamowanie i ucieczka na przeciwległy pas. Na łopatki rozłożyło mnie dumne stwierdzenie owej kierującej, że to moja wina, bo ona była na ruchu okrężnym... Chyba sugerowała się tym, że kościół był okrągły, a skrzyżowanie jak najbardziej równorzędne.
W moim przypadku, owszem mam dystans, ale do kierowców i jeszcze bardziej doceniłem zasadę ograniczonego zaufania, wpajaną podczas kursu prawa jazdy. Przeznaczenie? Hm, co ma być to będzie.
Śmierci spojrzałem w oczy, raz jeden jedyny, kiedy to na jednej z tras poruszałem się z prędkością ok. 100 km/h i w pewnym momencie z naprzeciwka dostrzegłem wyprzedzającego kolumnę pojazdów Forda Escorta. Nieubłaganie zbliżał się do mojego pojazdu włączając długie światła... A ja jak dziś, pamiętam, kiedy szukałem miejsca na poboczu i przepust betonowy, w który zamierzałem odbić? Sytuację uratował kierowca, który widząc, co się dzieje gwałtownie przyhamował, aby wpuścić wariata przed siebie.

Pani Elżbieto poślizg, o jakim Pani wspomina, to nic innego, jak aquaplaning. Zgromadzona woda w koleinach jezdni i opony nie nadążają z odprowadzaniem wody. Jeden gwałtowny ruch kierownicą i auto "płynie"
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

podobnie Wojtku jak ty, potrafię odtworzyć kolejne sekundy , kiedy nagle i niespodziewanie w mokrej koleinie moje auto wpadło w poślizg. Irracjonalne, ale zobaczyłam zakręcający tył mojego samochodu, nastąpiło kilka obrotów i zatrzymałam się 15 cm od latarni.
Akurat wtedy jechałam niezbyt szybko- a jednak się stało. Żadnych strat, żadnych uszkodzeń- nawet silnik mi nie zgasł...i tylko taka myśl- czy to miało dać mi do myślenia?Beatka masz rację- nic juz nie jest tak samo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak wygląda ta "Pani z kosą" ? Też miałam takie przeżycia - jednak to była choroba... I mi się udało... Tekst napisany bardzo ciekawie...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.10.2009 17:03

w takich chwilach czas ma inny wymiar

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dokładnie, zbliża się okres wyjątkowy licznych wypadków:/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za 2 dni cała Polska ruszy w drogę. Okres Wszystkich Świątych to chyba czas najwększej ruchliwości na drogach i wzmożonego przemiszczania się wszystkich mieszkańców , wszystkimiśrodkami komunikacji i transportu.

Szczególna ostrożność i wzmożona uwaga za kierownicą jest w tym czasie konieczna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

oczywiście "nie ma" . przepraszam nie zauważyłam , że spację- odstęp za lekko w klawisz uderzam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prawda. Martwmy się gdy jest kłopot, a nie gdy jeszcze go niema , bo sam do nas przyleci zachęcony tym myśleniem o nim.
Przeżyłam podobne chwile w samolocie miesiąc temu. Dolecieliśmy na jednym na jednym silniku.
Lot trwał wieczność. gdy zaptyałam męża. : Dolecimy? jak sądzisz?
odpowiedział mi po raz pierwszy od ponad 3 dziesiątków lat : - Nie wiem.
No i ogarnął mnie dreszcz. Rany, ileż ja spraw niezakończonych zostawilłam, ile kłopotów narobię.
Godzina, w której myśli biegały w szalonej gonitwie, albo w ogóle sparaliżowane spływały czernią pod powiekami.
Tak, od chwili gdy wylądowaliśmy, a jak się okazało lot był pestką wobec trudności lądowania z taką awarią, życie nabrało innego "czasowymiaru".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.