Facebook Google+ Twitter

Tenis. Djoković wkrótce zostanie numerem jeden?

Po niedzielnym zwycięstwie w finale turnieju z serii Masters w Rzymie serbski tenisista jest o krok od wyprzedzenia Rafaela Nadala w rankingu ATP.

Pasjonująca rywalizacja Hiszpana z Rogerem Federerem na wiele lat zepchnęła na drugi plan pozostałą stawkę męskiego touru. Od Rolanda Garrosa 2005 tylko w dwóch finałach Wielkiego Szlema brakowało któregoś z nich. W obu triumfował właśnie Djoković.

Dotarcie do finału US Open i półfinałów w Paryżu i Londynie w 2007 r., które klasyfikowano jako te z gatunku sensacyjnych, przyspawały Serba do szerokiej czołówki. Mało kto jednak liczył, że tenisista stosujący tak proste, by nie powiedzieć prymitywne środki, z roli pretendenta do tytułu niebawem stanie się jego dysponentem. Tymczasem Djoković zwyciężył już w kolejnym Australian Open, jego łupem padły prestiżowe turnieje w Indian Wells i Rzymie, a najlepszy sezon w karierze zakończył jedyną w swoim dorobku wiktorią w Masters Cup.

W turniejach wielkoszlemowych Djokoviciowi nie szło jednak tak dobrze. Na kolejny finał czekał ponad dwa lata, ale na Arthur Ashe Stadium w Nowym Jorku nie sprostał Nadalowi.

Karta odwróciła się dopiero w styczniu tego roku, gdy po raz drugi wzniósł do góry mistrzowską paterę na centralnym korcie w Melbourne. W ostatnim meczu turnieju zdemolował niespełnioną nadzieję brytyjskiego tenisa Andy'ego Murraya, wcześniej w półfinale dość gładko rozprawił się z Federerem.

Występ w Australian Open był preludium do wielkiej formy Djokovicia. Sześć turniejów, sześć zwycięstw, w sumie 39 meczów wygranych z rzędu (do wyrównania rekordu Guillermo Vilasa brakuje mu 7 spotkań). Cztery zwycięstwa nad Nadalem w czterech finałach, w tym ten najbardziej wymowny w Madrycie - Hiszpan broniący tytułu sprzed roku, grający przed własną publicznością, na ulubionej przez siebie mączce, będący murowanym faworytem nie potrafił urwać rywalowi seta.

Serb ma świadomość, że mimo pasma sukcesów nie jest tak wszechstronny jak jego najgroźniejsi rywale, nie posiada tak bogatego wachlarza zagrań ani wirtuozerskiej techniki. W jego przypadku potwierdzenie znajduje coraz powszechniejszy tenisowy trend "szybkość i siła". Djoković nie lubi ruszać się z linii końcowej, rzadkie wypady do siatki lub próby drop shotów nie należą do jego firmowych zagrywek. Swoje braki nadrabia dobrym serwisem, wspaniałym przygotowaniem atletycznym, agresją w grze od pierwszej do ostatniej piłki.

Czytaj też: Indian Wells: Djoković kontra Nadal w finale

Tenisista z Belgradu ostatnie cztery sezony kończył na trzecim miejscu rankingu ATP. Pod koniec marca tego roku strącił z pozycji nr 2 Federera, a wedle opublikowanego wczoraj rankingu dystans dzielący Serba od Nadala skurczył się do zaledwie 405 punktów. Jeszcze nikt nie był tak bliski przełamania hiszpańsko-szwajcarskiego monopolu. Rozpoczynający się w przyszłym tygodniu Roland Garros pokaże, czy Djoković rzeczywiście zasługuje na miano pierwszej rakiety świata.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.