Facebook Google+ Twitter

Tenisowy rok 2011 - podsumowanie

Długo zastanawiałem się, jaki przymiotnik będzie pasował najlepiej do określenia minionego sezonu tenisowego. Im więcej o tym myślałem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że jego najtrafniejsze określenie to po prostu: dziwny.

World number one Novak Djokovic of Serbia. / Fot. EPABo jak inaczej określić rok, w którym Novak Djoković notuje serię 41 meczów bez porażki, zgarniając ponad 10 milionów "zielonych"? A sezon kończy ze statystyką bagatela 70:6. Jak inaczej określić rok, w którym Roger Federer po raz pierwszy od ośmiu lat nie wygrywa turnieju wielkoszlemowego? Jak wreszcie określić sezon, w którym trzy lewy Wielkiego Szlema padają łupem tenisistek sięgających po takie trofeum po raz pierwszy w karierze, a liderka rankingu WTA (okupująca pozycję nr 1 od przeszło roku) Caroline Wozniacki ponownie musi obejść się smakiem?

Trójkąt niekoniecznie równoboczny


Rok temu mniej więcej o tej samej porze sądziłem, że jestem szczęśliwcem, bo przyszło mi żyć w erze dwóch tenisowych geniuszy. A tu się okazało, że "do tanga trzeba trojga". I to nie kto inny tylko ów trzeci grał w mijającym sezonie główną rolę. Wielu zastanawiało się nawet, czy ten uwijający w iście sprinterskim tempie na linii końcowej, przebijający niemożliwe piłki facet to nie Rafael Nadal w przebraniu... Jeśli zapytacie mnie o najważniejsze 'wydarzenie' minionego sezonu, bez cienia wątpliwości odpowiem: zmiana podejścia mentalno-psychologicznego Novaka Djokovica. Chimeryczny zawodnik, niejednokrotnie kreczujący z byle powodu, nazywany w kuluarach tenisową baletnicą, przeszedł prawdziwą transformację.

Przecierałem oczy ze zdumienia oglądając 6 tegorocznych finałów, w których Djoković dawał bezlitosne lekcje tenisa samemu Nadalowi. W tym dwa razy na korcie ziemnym. Nie do pomyślenia. Serb wcale nie zmienił swojego stylu gry. Do dotychczasowego poziomu dołożył po prostu "mentalną cegiełkę", której tak brakowało we wcześniejszych latach. W tym roku wisienka na torcie była, więc i uczta smakowała wyśmienicie.

Umarł król?


Roger Federer / Fot. EPA"Roger Federer się skończył". Ile razy słyszeliście podobne opinie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy? Zgoda, ten sezon nie był dla Szwajcara szczególnie udany. Przyzwyczaił nas przez lata, do sukcesów, zatem i oczekiwania były nieco inne niż w przypadku reszty stawki. Zaliczył kilka niespodziewanych wpadek. Szczególnie bolesne były porażki na Wimbledonie i US Open. Oba te spotkania przegrał mimo prowadzenia 2:0 w setach.

W Londynie ograł go Jo-Wilfried Tsonga. W Nowym Jorku uczynił to Djoković. Sytuacja taka zdarzyła się Federerowi po raz pierwszy w karierze. Na jego tenisie odciska się nieubłagane piętno czasu. Szwajcar nie jest już tak pewny jak dawniej, zwłaszcza z backhandowej strony. Na monolicie pojawiły się pęknięcia. Niewątpliwie jednak pogłoski "śmierci" mistrza były mocno przesadzone. Udowodnił to wygrywając w końcówce sezonu Paryż i World Tour Finals (po raz 6 w karierze). Czy stać go na jeszcze jeden zryw? Mam wątpliwości. Ale to zweryfikują już niebawem Nadal z Djokovicem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.