Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1408 miejsce

"Terminator: Genisys" - nawet Arnold nie ocalił tego filmu (recenzja)

Arnold Schwarzenegger powraca w piątej odsłonie "Terminatora". To jednak już nie jest to. Z legendy Jamesa Camerona nie zostało prawie nic.

 / Fot. materiały prasowe„Hasta la vista, baby” – tymi słowami powinienem zacząć i mógłbym zakończyć tę recenzję. Mało kto po wyjściu z kina był usatysfakcjonowany obrazem, który przed chwilą zobaczył. „Terminator: Genisys” w rękach Alana Taylora miał odmłodzić serię i nadać jej nowy bieg. Zamiast tego otrzymaliśmy jednak odgrzewanego kotleta, który składa się ze zlepków historii opowiedzianych w poprzednich częściach filmu, nie wnosząc nic nowego. Podróże w czasie, które wcześniej były wykorzystywane w umiarze, tym razem są wyeksploatowane do granic możliwości. Przyszłość, teraźniejszość, przeszłość przeplatają się z alternatywną rzeczywistością, znacząco utrudniając widzowi odnalezienie w tym „dziele” jakiegokolwiek sensu.

Świat opanowany przez roboty. John Connor (Jason Clarke), stojący na czele rebelii przeciwko Skynetowi, wysyła w przeszłość, do 1984 roku swojego kompana Kyle’a Reese’a (Jai Courtney). Jego zadaniem jest ochrona Sary Connor (w tej roli znana z „Gry o tron” Emilia Clarke) przed terminatorem. Historia znana jest z pierwszego filmu. Na miejscu okazuje się jednak, że Kyle znalazł się w alternatywnym roku 1984, gdzie matka Johna jest pod opieką oddanego terminatora T-800, którego nazywa Pops (Arnold Schwarzenegger). Teraz „Dzień sądu” będzie miał miejsce nie w 1997, ale dziesięć lat później, gdy Skynet planuję zagładę świata za pomocą systemu operacyjnego Genisys. Znajduje się on na wszystkich urządzeniach.

Terminator, grany przez Arnolda Schwarzeneggera przywołuje wspomnienia o pierwszych dwóch częściach hitu. Wnosi do obrazu Taylora znane z nich poczucie humoru i łapie za serce nostalgicznych widzów. Bez wątpienia ta postać ratuje „Genisys” przed sięgnięciem dna. To jednak za mało, by mieć przyjemność z oglądania filmu. Najlepszy zwrot akcji, jakim mogło być zdemaskowanie czarnego charakteru, został ujawniony w zwiastunie. Trzeba też szczerze przyznać, że John Connor bardzo odstaje od brutalnego Schwarzeneggera z pierwszego „Terminatora” i Roberta Patricka jako ciekłometalicznego T-1000 z kontynuacji.

Najgorszym jednak grzechem „Terminatora: Genisys” jest wiejąca zewsząd nuda. Nie brakuje tu akcji, są sceny walki, pościgi, wybuchy, ale przez cały czas ma się wrażenie, że to już było. Nie jeden, nie dwa, ale setki razy i to w dużo lepszym wydaniu. James Cameron, odpowiedzialny za pierwsze dwa filmy, uczynił je nowatorskimi. Alan Taylor powiela zaś wyczerpane już schematy.

Czytaj także: Na co do kina w drugim półroczu? Sprawdź najciekawsze premiery kinowe


„Terminator: Genisys” nie tylko nie zaskoczył, ale nie wprowadził do serii nic nowego. Z kultowego obrazu nie zostało się prawie nic. Pops na ekranie powtarza wiele razy „Jestem starszy, ale nie przestarzały”. W odniesieniu do „Genisys” nie jest to prawdą, a na rzucone na końcu (kultowe zresztą) „I’ll be back” mogę odpowiedzieć tylko „Nie dziękuję”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Jak powiedziano-każdy może śpiewać-to teraz,każdy może ględzić!! jednemu podoba się laska (dziadka też ) a drugiemu śpiew skowronka,ludzie? skąd u was takie przekonanie,że macie rację w swoich opiniach.Lekce-waże sobie wasze kategoryczne osądy -to dobre a tamte beeee.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Film jest bardzo przeciętny. Nie ma tu nic nowego ani zaskakującego. Początek niezły a później już tylko gorzej. Zatem kino można sobie darować. Szkoda pieniędzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ups, nadzieja umiera ostatnia :-) Autor mnie przekonał, nie wybieram się...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to nie spieszę się na projekcję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.