Facebook Google+ Twitter

Testament Sybiraczki. Wołanie o pamięć

Irena Panczyj została 10 lutego pochowana w rodzinnym grobowcu na cmentarzu Agrykola w Elblągu. Stało się to w siedemdziesiątą drugą rocznicę wywózki na Sybir. Jej testament to wołanie o pamięć.

Irena Panczyj (pierwsza z lewej ) podczas jednego z opłatków Sybiraków / Fot. Grażyna WosińskaMiałam szczęście wiele godzin spędzić z Ireną Panczyj i słuchać jej wspomnień. Nie było w nich żalu czy nienawiści. Pomimo że głodowała, śmierć kilka razy zaglądała jej w oczy zachowała pogodę ducha. Dopóki zdrowie pozwalało działała w Związku Sybiraków w Elblągu.

Jej testamentem duchowym, jaki nam zostawiła, było wołanie o pamięć, szczególnie o tych, którym nie dane było wrócić z zsyłki na Sybir. Nie zapomnę jak dziękowała Bogu, że razem z rodzicami wróciła do Polski. W mojej pamięci zostanie Panią Irenką: pełną miłości do ludzi, drobną, kruchą, ale jaka w niej była siła i wola walki, by przetrwać na przekór tym, co gnębili. Wiele razy sowieci mówili jej, że do pańskiej Polski nie wróci. Nie wierzyła, wbrew wszystkiemu, pewnie dlatego wróciła po wojnie, by dać świadectwo prawdzie.

Koniec dzieciństwa


10 lutego 1940 roku skończyło się szczęśliwe dzieciństwo 15-letniej Irenki w majątku w Derażnie, województwo nowogródzkie. - Około drugiej w nocy zbudziło nas walenie do drzwi. Wszyscy, rodzice, młodsi bracia i ja
poderwaliśmy się na równe nogi - wspominała pani Irena. - Funkcjonariusze NKWD poinformowali nas, że mamy szybko spakować się i natychmiast wyjeżdżamy. Gdzie, po co i dlaczego te pytania pozostały bez odpowiedzi. Ojciec nie stracił przytomności umysłu. Nie wiem jak to zrobił, ale udało mu się przedłużyć czas pakownia. Tłumaczył to odnalezieniem ważnych dokumentów i ich zniszczeniem. Nie wiem dlaczego, ale sowieci uwierzyli.

Zabójcze warunki życia


Zaradność ojca uratowała rodzinie życie. Zdawał on sobie sprawę, że zsyłki, tam gdzie warunki życia są zabójcze lub bardzo trudne, są tradycyjnym sposobem walki sowietów z ludnością cywilną. Wiedział, co należy zabrać ze sobą, by przeżyć.

- Zapakował zabitego świniaka i kury, wszystkie ciepłe rzeczy do ubrania oraz cenne przedmioty, jak srebrne platery - opowiadała Irena Panczyj. - Po załadowaniu dobytku na furmankę, wyruszyliśmy do najbliższej stacji kolejowej. Tam czekały wagony z pryczami, kozą, czyli metalowym piecykiem. Mróz był trzaskający. Na całe szczęście nikt z naszego wagonu podczas długiej podróży nie zginął. Na stacjach, gdzie się zatrzymywaliśmy, mężczyźni mogli dostać węgiel. Mogliśmy ugotować rosół z kury. Dzieliliśmy się z rodzinami, które nie zdążyły niczego zabrać.

Praca w kopalni złota


Miejscem pobytu na prawie 6 lat było Bestiubie w Kazachstanie. Każda rodzina zamieszkała w lepiance. Tam było tylko jedno pomieszczenie, służące za kuchnię, sypialnię i łazienkę. Nie było mowy o kontynuowaniu nauki, trzeba było pracować i to ciężko w kopalni złota.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Henryk Mongiało
  • Henryk Mongiało
  • 11.02.2012 11:05

Dziekuje za artykuł w imieniu Społeczności Sybiraków

Komentarz został ukrytyrozwiń
kazik
  • kazik
  • 11.02.2012 10:28

Bardzo współczuje tym ludziom którzy przeżyli to piekło i obecnie jest ich coraz mniej tacy ludzie to byli naprawdę patriotami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wołanie o pamięć, to wołanie tysięcy polskich rodzin, które podzieliły los Ireny Panczyj. A, "Czy dziś jesteśmy w stanie tę radość zrozumieć?". Nie sądzę, gdyż może to zrozumieć tylko ta osoba, która doświadczyła podobnych przeżyć. Bardzo dobry materiał, pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.