Facebook Google+ Twitter

The Amazing Snakeheads - W obronie rock'n'rolla

To nie Boa, który dusi cię na śmierć, a następnie ma po tobie poważną niestrawność. To raczej typ węża narkomana, który wstrzykuje truciznę nieprzypadkowym fanom muzyki i dzieli się z tobą swoim towarem na każdym kroku.

 / Fot. mat. prasowe Koniec roku tradycyjnie sprzyja różnorakim podsumowaniom, które powodują ostre bóle głowy ze względu na ustalanie TOP 5, TOP 10, czy TOP 100. Każda dziedzina życia zostaje prześwietlona, poddana rozmaitym analizom, a wszystko po to, by odnaleźć "numer jeden". Muzyka, film, książka, osobowość, drużyna, sportowiec, polityk, prostytutka, urządzenia AGD i RTV, przybory szkolne i dentystyczne. Podejrzewam, że wśród fanów sado-maso pojawia się również ranking na najlepszy pejcz roku 2014. Oczywiście takie zestawienia są zbyt subiektywne, żeby w ogóle traktować je poważnie, są często przesadzone i w ogóle niepotrzebne. Odczytuję je raczej na zasadach ciekawostki. Ale taka już nasza natura, że lubimy sobie wszystko uporządkować, dlatego nie mam zamiaru się na to obrażać. Nic z tych rzeczy. Sam mimowolnie zbieram sobie w głowie rzeczy, które wywarły na mnie największe wrażenie w ostatnich 12 miesiącach. Bez konkretnej listy od najsłabszego do najlepszego, tylko ogólna zbieranina fajnych i interesujących mnie spraw. Np. pojawiło się bardzo wiele świetnych płyt, których jakiekolwiek wartościowanie byłoby dla mnie grzechem. O jednej z nich postanowiłem wyrazić swoje zdanie. To prawdopodobnie jedyna taka recenzja. Bo kto z was słyszał o zespole The Amazing Snakeheads?
W tym momencie pewnie kusi was by mi zarzucić, że jestem jakimś hipsterskim blogowiczem, który na swej stronie internetowej recenzuje płyty, o których nikt nie słyszał, czyta to pięć osób, w tym moja tresowana małpa i że zespół, o którym wspominam, jest niegodny waszej uwagi, bo zapewne to kolejna kopia, kopii, kopii, kopii czegoś tam innego… Albo to w stylu Disclosure? Otóż nic z tych rzeczy. Głowię się dlaczego „Węże” nie są w ogóle popularne w naszym kraju. Nagrywają pod skrzydłami ambitnej wytwórni Domino, która ma w sowich szeregach takie zespoły jak Arctic Monkeys, Franz Ferdinand, czy Wild Beasts. To popularne i znane u nas nazwy. Dlatego aby dotrzeć do nowego, debiutującego bandu, jakim jest The Amazing Snakeheads, nie trzeba mieć długiej brody, workowatego swetra i dużo zarezerwowanego czasu na koczowanie w sklepie z muzyką lub na last.fm w poszukiwaniu nazw nikomu nic nie mówiących. Według mnie wystarczy odrobina chęci i ogarnięcia. Oczywiście jeśli interesuje Cię ciągłe poszukiwanie dobrej muzyki. Powszechnie znana wytwórnia i jej "wychowankowie" są tego gwarantem. Także o żadnym hipsterstwie nie ma mowy, spadajcie hejtować gdzie indziej. Poza tym, chcę wam delikatnie przybliżyć zespół grający rock'n'rolla, a tu nie ma miejsca na fałsz i pozerstwo. Na pewno zgadzacie się ze mną, że to muzyka najbardziej uniwersalna do wyrażania emocji. Gniewu, radości, smutku, miłości, czy jazd związanych z przedawkowaniem narkotyków. A The Amazing Snakeheads to esencja, „stara szkoła” rock'n'rolla, bez mizdrzenia się i kalkulowania.
Dale Barclay, lider grupy w jednym z wywiadów, który można obejrzeć na YouTube, mówi swym niezrozumiałym, szkockim akcentem, trzymając w grabie drinka, że grają rock’n’rolla. Nie żadnego rocka, tylko właśnie rock’n’rolla. Podkreśla to dosyć stanowczo. Po przesłuchaniu płyty pt. „Amphetamine Ballads” okazuje się, że gościu mówi prawdę. I chociaż jego wywód bardziej wyglądał na próbę mówienia po angielsku, to przecież nie jego wina, że jest z Glasgow, z miasta doskonałej muzyki, gdzie podobno jest więcej świetnych zespołów grających dla zwykłej radości tworzenia, niż gdziekolwiek indziej na tej planecie (w tym kontekście wtrąciłbym jeszcze Łódź), to wiem dokładnie, co ma na myśli. Gitara, bas, perkusja i saksofon. Prosty zdaje się zestaw, który przenosi nas w dźwięki pulsacyjne, kołyszące, melodyjne a zarazem odpowiednio agresywne, z dużą dawką wężowego jadu, który gdy dostanie się do naszego organizmu, to powoli paraliżuje, uzależnia, rozkazuje nam w jednym momencie krzyczeć, tupać nogą i tańczyć. To nie Boa, który dusi cię na śmierć, a następnie ma po tobie poważną niestrawność. To raczej typ węża narkomana, który wstrzykuje truciznę nieprzypadkowym fanom muzyki i dzieli się z tobą swoim towarem na każdym kroku. A Ty zawsze wracasz po więcej. Gdyby The Stooges byli młodsi, to jestem pewien, że chcieliby nagrać taki album. Bo to według mnie tego typu liga jeśli chodzi o wrażliwość, prawdę i agresję. Piosenki tworzą doskonały klimat, zadymionych, westernowych barów, wypełnionych amfetaminą ulic z kobietami i miłością w tle. Są tu typowo koncertowe wyjadacze, takie jak „Here it Comes Again”, czy „Where is My Knife?” (zespół na żywo to prawdziwa petarda, o czym można przekonać się na filmikach w Internecie, wypruwają wręcz z siebie te wszystkie dźwięki, co jest wielką demonstracją autentyczności. Nadzieja w Rojku żeby zobaczyć ich w Polsce?) i sączące się ballady: „Every Guy Wants to be Her Baby”, "Heading for Heartbreak" albo całkowicie akustyczne „Tiger by the Tail”. Wszystkie kompozycje podsycane są charakterystycznym i zadziornym wokalem Dale’a, jego gitarą, rytmicznymi, prostymi partiami basu i „popierdującym” gdzieniegdzie, wspaniałym saksofonem. Nie tylko „Amphetamine Ballads” udowadniają, że są świetni w tym, co robią. Epka „Can’t Let You Go”, czy inne piosenki, którymi raczą swoich fanów co jakiś czas na wydawanych singlach, pokazują, że nie są wydmuszką, ani bohaterami jednego hitu, czy sezonu. To autentyk, jakiego dawno nie było. Czysty rock’n’roll bez półśrodków. W empiku tej płyty nie znajdziecie, ja na swoją czekałem pewnie ponad miesiąc, ale absolutnie było warto, bo to klasyk, bez słabych punktów, najmilsze odkrycie tego roku. Teraz zajmuje honorowe miejsce na półce.
Bohaterów moich wypocin poznałem w audycji „Puszcza Piosenki” Kuby Wandachowicza (CKOD, NOT, Tryp), którą prowadzi w Radiu Łódź. Podejrzewam, że to jedyne miejsce w polskich mediach, gdzie można ich co jakiś czas usłyszeć. Serdecznie polecam. Na portalach muzycznych i w rankingach ich nie będzie. Ach, wybaczcie! Jest jeszcze magazyn „Twój Styl”, który przywłaszczył sobie okładkę albumu, wykorzystując ją do kalendarzyka na przyszły rok (autentyk!). Dziękuję za promocję w imieniu zespołu! To chyba dowód na to, że nie jest tak słabo, jak mi się wydaje!
Ostatnio w innym radiu słyszałem właśnie jedno z tych podsumować rocznych, gdzie to dziennikarka wspomniała coś o tym, że nie ma ciekawych gitarowych debiutów w naszym kraju. Niestety coś w tym jest. Większość młodych artystów wybiera elektronikę lub ambitny pop, generalnie łagodne brzmienia. Mam też nieodparte wrażenie, że ci którzy swój debiut mają już dawno za sobą i kojarzeni są z muzyką gitarową, modlą się teraz cichaczem, aby ich kolejny album wyprodukował Marcin Borys. Oczywiście nic w tym złego, ich sprawa, ale zastanawia mnie, czemu mało kto chce grać w stylu, dajmy na to Psychocukru? Albo Komet? Czy rock’n’roll w naszym kraju umiera? A jeśli tak, to kiedy odrodzi się na nowo? Bo na pewno tak się stanie! Przecież odpowiednia gra na gitarze zapewnia długowieczność, ta muzyka się nigdy nie starzeje. Nie pyta się czasu: "mogę już zaistnieć? Przepraszam, to teraz moja kolej... mogę coś powiedzieć?". Jak rock'n'roll jest dobry, to zawsze jest jego czas. Może ratunkiem na ten stan rzeczy jest częstsze lansowanie takich kapel, jak The Amazing Snakeheads, bo trendy z zachodu prędzej, czy później, są u nas przyswajane i stają się inspiracją. Niedawno sam Jack White i The Jesus and Mary Chain zaprosili ich na swoje trasy koncertowe, także coś się u nich dzieje, wypływają na szersze wody, pora żeby zaczęło dziać się i u nas. Dlatego, moi mili! Słuchajcie – a jak się spodoba – udostępniajcie i zadręczajcie swoich znajomych muzyką „Węży”. Czuję, że zaowocuje to w przyszłości debiutem na miarę „zbawców polskiego rock’n’rolla”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.