Facebook Google+ Twitter

The Australian Pink Floyd zagrał w Bydgoszczy

Uznawany powszechnie za najlepszy tribute band na świecie, zespół dał 25 stycznia kolejny koncert z nowej trasy Pink Floyd`s "Greatest Hits World Tour 2011".

 / Fot. Agnieszka PawłowskaKapela, jak sama nazwa wskazuje, grająca utwory legendy rocka Pink Floyd, już czwarty raz odwiedza nasz kraj, gdzie tym razem da 7 koncertów. We wtorek wieczorem cover band po raz trzeci zawitał do Hali Łuczniczka, gdzie i tym razem dał z siebie wszystko.

Założona w 1988 roku formacja składa się z miłośników muzyki Pink Floyd, którzy dwadzieścia lat temu, postanowili stworzyć grupę wykonującą tylko i wyłącznie przeboje jednej z najważniejszych kapel wszech czasów. Kiedy członkowie prawdziwego zespołu z powodu nieporozumień nie grali już razem, cover band okazał się wspaniałą okazją do usłyszenia nieśmiertlenych piosenek Pink Floyd na żywo. Choć kapela do tej pory ma swoich przeciwników, którzy uważają, że działalność The Australian Pink Floyd Show to zwykłe i do tego słabe kopiarstwo, rekomendacji zespołowi udzielił sam David Gilmour - gitarzysta, kompozytor i wokalista Floydów.

I słusznie, bo band, choć oczywiście nigdy nie zastąpi oryginału, pokazuje na żywo czym jest fenomen Pink Floyd. I takie też jest pierwotne założenie TAPFS. 20 lat wytężonej pracy nad utworami legendy rocka psychodelicznego oraz show na żywo, doprowadziło The Australian Pink Floyd niemalże do perfekcji. Niezwykle efektowne zaplecze całego show od strony wizualnej, jak i dźwiękowej, a przede wszystkim doskonała wręcz technika muzyków, powala nieraz najbardziej zatwardziałych fanów Floydów, którzy słyną z upartości i zawziętości w swoich poglądach na temat muzyki. Francuski Le Monde kilka lat temu nie bez powodu wzywał fanów Pink Floyd ''do nie uderzania pięściami w powietrzu''.

Jedyne czego brak tej formacji, to kontakt z publicznością, o który prawdziwi Floydzi dbali skrupulatnie. Choć na jednej z najbardziej znanych i głośnych tras ''The Wall'', postawili przed publicznością mur, który oddzielał ich od muzyków, fani wspominali występy jako jedne z najbardziej niezwykłych przeżyć. Fenomen i twórczość Pink Floyd to jednak zjawisko, którego nie sposób wyjaśnić w kilku zdaniach. TAPFS starają się przybliżyć swoją działalnością geniusz oryginału. I bez względu na to, jak wielkim miłośnikiem Pink Floyd się jest, pokłon cover bandowi oddać trzeba, bo każdy z nas może usłyszeć na żywo przeboje, których być może nigdy nie będzie mógł usłyszeć na żywo. Poza tym faktem, jest też popularność i świeżość, jaką dzięki koncertom TAPFS, nadają oryginałowi. Jak mówił w jednym z wywiadów klawiszowiec The Australian Pink Floyd Show, Jason Sawford ''wydaje mi się, że ich muzyka cieszy się dziś nawet jeszcze większym powodzeniem niż w przeszłości, a to dlatego, że stała się ona powszechnie znana i jest kochana teraz na całym świecie''.

Sądzę, iż fan spragniony usłyszenia na żywo takich perełek jak ''Time'', ''Another Brick In The Wall Part II'' czy ''Shine On You Crazy Diamond'', z czego ostatni utwór to chyba najlepsze wykonanie TAPFS, chętnie przyjdzie na koncert. Dla najbardziej wybrednych zostają też kwadrofoniczny dźwięk i efekty świetlne doskonale komponujące z muzyką. No i kilka ciekawych niespodzianek, które The Australian Pink Floyd Show już wcześniej zapowiadali. A do zobaczenia cover bandu zostało jeszcze trochę czasu, bo zespół zagra w przeciągu najbliższych dni w Warszawie, Lublinie i Katowicach.

''Coming Back To Life''

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

KS
  • KS
  • 29.01.2011 19:45

To był mój trzeci koncert TAPFS (drugi w Bydgoszczy) i muszę niestety napisać, że najsłabszy. Zespołowi zdecydowanie nie wyszły na dobre zmiany personalne. Nowy gitarzysta (ten z długimi włosami) grał w stylu zupełnie nieprzystającym do muzyki PF. Zbyt ostro, zbyt hard-rockowo. A nowy wokalista, żywcem wyjęty z jakiegoś boys-bandu, to zupełna pomyłka. Facet śpiewał za wysoko i aranżacja niektórych kawałków musiała zostać zmieniona pod jego (nie)możliwości wokalne, co zupełnie położyło na łopatki np. taki "czołg" jak "Wish You Were Here".

Pierwszy mój koncert TAPFS (2009) - ogromne zaskoczenie, że chłopaki grają każdą nutę znanych mi doskonale kawałków. Każdą nutę we właściwym czasie.
Drugi koncert (2010) - potwierdzenie nieprawdopodobnej klasy muzyków.
Trzeci - niestety, w wielu miejscach tylko flojdopodobne granie sprawnej kapeli.

Najmniej ucierpiały chórki. Szkoda, że nie zobaczyliśmy tym razem Oli Bieńkowskiej, ale muszę przyznać, że "Great Gig..." w wykonaniu jej następczyni był chyba najjaśniejszym punktem tego pokazu.

PS. Dla niewtajemniczonych dopiszę, że muzycy, których odejście z TAPFS tak mocno, moim zdaniem, obniżyło klasę zespołu, założyli własne przedsiębiorstwo koncertowe pod nazwą "The British Pink Floyd Show" i po serii koncertów w UK ruszają w drugim półroczu na tournee po Europie. Kto wie, może zobaczymy ich (wraz z Olą) także u nas.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A gdzie pan stał na koncercie? Bo jeżeli na płycie przed sceną to sądze, że nie byłoby aż takiego problemu z dźwiękiem. Ja jestem zawiedzona, że nie było ''High Hopes'' czy ''The Gunner`s Dream''. Cudowne utwory, które powinny znaleźć się w set liście. Cóż może grali je w innych miastach, bo z tego co czytałam na tej trasie mają kilka set list.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Marek Sosiński
  • Marek Sosiński
  • 27.01.2011 13:35

Koncert był bardzo głośny-w takim przypadku musi być idealna akustyka i idealna separacja dźwięku. A taka nie była przez co odbiór muzyki był trochę męczący.Myślę , że jakby było szczyptę ciszej to odbiór byłby lepszy. Tym bardziej ,ze oryginalni Pink Floyd byli w sprawie dźwięku pedantami.Ale może w tej hali nie da się lepiej. Repertuar w I części dość kontrowersyjny .Większość numerów z wyjątkiem pierwszego Shine On Your Crazy Diamond mniej znana , albo raczej mniej popularna przez co mogło tej części koncertu towarzyszyć lekkie uczucie niedosytu. No nie były to hiciory z pierwszej linii. Nadrobili to w II części. Być może tak był ułożony repertuar bo to był ich trzeci występ w Bydgoszczy i nie chcieli się w 100% powtarzać. Dlatego bardzo byłem rozżalony gdy po Money nie przeszli łagodnie w przepiękną balladę Us And Them. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do tego ,że niektóre utwory występowały zawsze w pewnej sekwencji ,że dla mnie to był cios,że tego nie zrobili , a zagrali kilka utworów bez których ten koncert mógł się obyć. W ogóle Dark Side Of The Moon jest takim majstersztykiem , że zawsze traktuje się go jako całość więc powinien być grany po kolei ,bo tak wrył się w pamięć wszystkim fanom, a nie lecimy pierwszą stronę potem nie wiedzieć czemu gramy jakieś 2 numery, a potem wracamy do Money no i opuszczamy Us And Them na koniec. No ale ja byłem pierwszy raz na nich , nie widziałem poprzednich występów więc miałem jakieś tam swoje oczekiwania. No i wokal- to chyba ich najsłabszy punkt. Nie wiem jak brzmią studyjnie , ale tu kilka razy wokal odstawał od instrumentalistów na szczęście był dobry chórek , który wszystko ładnie wygładzał.Reasumując grają bardzo sprawnie , dość wiernie ale zła akustyka sali może zabrać dużo z przyjemności- lasery i światła to rzecz gustu. Ja wolę bardziej stabilnie i nastrojowo , ale wielu młodych woli światła dynamiczne i takie też były.

Komentarz został ukrytyrozwiń
janusz nowakowski
  • janusz nowakowski
  • 27.01.2011 01:04

bylem na wszystkich trzech koncertach w BYDGOSZCZY i mam wrazenie ze pierwszy w 2009 byl najlepszy, byl lepszy kontakt z publicznoscia,nie oszczedzano na oswietleniu, pieknie podswietlona perkusja W 2010 odnioslem wrazenie ze bylo przeglosnione i nie zamontowano wszystkich swiatel i efektów Koncert który mamy niestety za soba byl swietny , muzyka PINK FLOYD jest ponadczasowa i broni sie sama Australijczycy sa swietni w tym co robia NAJPOWAZNIEJSZY mankament to zapowiadanego tak mocno wszedzie efektu 3D nie widzialem byc moze jest to wina tego ze siedzialem z boku sceny , no i oczywiscie cena biletów przesadzona w koncu to cover band No i sprawa równie wazna nie bylo problemów z parkingiem bo zabraklo na szczescie pomyslodawcy aby snieg z polowy miasta skladowac przy luczniczce DZIEKUJE I POZDRAWIAM WSZYSTKICH FANów PINK FLOYD W SZCZEGULNOSCI MARKA WALCZAKA ktury zaszczepil we mnie ta muzykie

Komentarz został ukrytyrozwiń
Łukasz Gojke
  • Łukasz Gojke
  • 26.01.2011 20:17

Byłem wczoraj wraz z żoną na koncercie TAPFS w Bydgoszczy w Hali Łuczniczki i stwierdzam, ze kapela jest świetna. Jak się zamykało oczy to prawie słyszało się oryginał bezwzględu na to jaki kawałek grali. Technikę opanowali do perfekcji a i wkładanego serca w grę nie żałowali, co szczególnie było czuć przy Shine On You Crazy Diamond. Otrzymane owacje słusznie się zespołowi należały, za co odpłacili słuchaczom potrujnym bisem. Efekty wizualne również oceniam bardzo wysoko. A kwadrofoniczny dźwięk przy muzyce tego typu robi niesamowite wrażenie. Jak następnym razem przyjadą do Polski to również pójdziemy z żoną naq ich koncert. Naprawdę warto i gorąco polecam. Pozdrawiam fanów zarówno oryginału czli Pink Floid jak i super kopistów TAPFS.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.