Facebook Google+ Twitter

The Cuts „Syreny nad miastem” - recenzja

"Syreny nad miastem" to fonograficzny debiut The Cuts - grupy z Piły, określającej swoje granie jako electro-rock.

okładka płyty "Syreny nad miastem" zespołu The Cuts / Fot. materiały promocyjne zespołu Muszę przyznać, że miałem pewien zgryz z tym krążkiem. Najprościej byłoby skupić się na słabszych stronach albumu, pochodzącej z Piły grupy. I zaryzykuję tezę, że tak może się właśnie stać w dużej części tej recenzji.

Teksty utworów pokroju "Telefonu" ("więc podnieś słuchawkę i odpowiedz czy kochasz mnie, a jeśli nie, to zabij mnie, nieważne jak, nieważne gdzie") czy "Pokoju na jedną noc" ("w czarnej asyście koronek, pewnym krokiem ruszyła w jego stronę, nad nimi chłodny wentylatora szmer, na ustach szminka koloru bloody girl"), sytuują się niedaleko liryków, chociażby grupy Piotra Kupichy. Z drugiej strony, jest też tu kilka takich utworów i momentów, które sprawiają, że ocena krążka jest niejednoznaczna. Ale może od początku.

Grupa sama określa swoją muzykę mianem elektro-rocka i, jakkolwiek wiele zespołów unika jak ognia wszelkich etykietek, to miano całkiem dobrze definiuje dźwięki, zawarte na "Syreny nad miastem". Gitary są tu na tych samych prawach, co syntezatory czy klawisze.

The Cuts wykazują się pomysłami, jeśli chodzi o partie gitar. "Stars and scars pokazuje", jeden z najmocniejszych punktów płyty, udowadnia, że The Cuts mają talent do naprawdę melodyjnych gitarowych numerów, z rozbudowaną strukturą. Tytułowe "Syreny nad miastem" to zgrabny syntezatorowy temat we wstępie, ustępujący, dochodzącym do głosu w refrenach, partiom gitarowym, ukazując naprawdę udany romans obojga. "Cool Boy" wbrew tytułowi ujawnia bardziej melancholijne oblicze kwartetu. Początek "Kochać cię chcę" przypomina "The Great Commandment" Camouflage, tyle, że w zwolnionym tempie. W taneczny beat świetnie wpasowują się gitary, ocierające się nieco o Placebo, chociażby ze "Special K", całość jednak niestety znów osłabiają teksty. Singlowy "Pokój na jedną noc" zmierza niebezpiecznie w rejony, które mogą przypaść do gustu tej części melomanów, preferującej dokonania grup pokroju Akcent czy Boys. "Linda" z gościnnym udziałem wokalistki Anny Wilczyńskiej, może swym klimatem przywodzić na myśl Portishead czy Massive Attack.

The Cuts na "Syreny nad miastem" lawirują między elektroniką, synthpopem i new-romantic lat osiemdziesiątych, próbując ożenić to z gitarowym graniem. Najwyraźniej szukają swojego miejsca pomiędzy tymi biegunami. Myślę, że w tym przypadku, dopiero drugi album może pokazać, na co tak naprawdę stać kwartet z Piły. Tymczasem można zapoznać się z krążkiem, jeśli nie mamy nic przeciwko flirtowi new romantic z rockiem, a warstwa tekstowa nie jest dla nas najistotniejsza.

Oficjalna strona The Cuts
SP Records

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.