Facebook Google+ Twitter

The Rolling Stones nie zagrają w Kijowie

The Rolling Stones przyjadą do Polski. No fajnie! Ale nie przyjadą za to do Kijowa. To grozi rewolucją!

The Rolling Stones. / Fot. AKPASą ludzie, którzy żyją z cudzych nieszczęść. Na przykład dostają pracę w sklepie w miejsce pracownicy, która złamała nogę. Nie potrafią unieść się honorem i załatwić sobie godne warunki życia samemu. Liczą na potknięcia innych, by je natychmiast wykorzystać. Ale zwykle nie mają złych zamiarów, nie są czarownikami, którzy nakładają klątwy, w niewyjaśniony sposób ranią i zabijają swoich potencjalnych rywali. Dramaty ludzkie dzieją się bez ich udziału, więc chyba mogą być usprawiedliwieni.

Kijów cieszył się na przyjazd Micka Jaggera i spółki. Wszak obejrzeć zespół, który jest żywą legendą, a wokalista, mimo sześćdziesiątki na karku nie jest żywym trupem, to coś niesamowitego. Tym bardziej, że zespół tak naprawdę formalnie zakończył karierę. Któż nie pamięta ich ostatniego koncertu kilka lat temu w Pradze. To miało być pożegnanie ze Stonesami. Nikt nie przypuszczał, że wszystko dopiero się zaczyna, więc Kijów był wniebowzięty, a Polska smutna.

Jednak dzisiaj zamieniliśmy się rolami. Zespół zagra w Polsce, już chyba nieodwołalnie. Wszystko przez zamieszki w Kijowie. Na Ukrainie stosunek na linii zwykli ludzie-politycy jest bardziej radykalny niż w Polsce. Prezydent Juszczenko nie chce rozwiązania tamtejszego parlamentu i nowych wyborów, czego domaga się duża część społeczeństwa, które wyszło na ulice. Sytuacja jest na tyle niepokojąca, że opozycyjny premier Janukowycz poprosił o mediację Austrię i Polskę. Wcale się więc nie dziwię The Rolling Stones, że nie chcą pakować się w to ukraińskie piekło. Tylko, że ta decyzja może sprawić, że u naszych wschodnich sąsiadów dojdzie do eskalacji napięcia społeczno-politycznego. Przypomnę, że przyjazd Stonesów do Polski w 1967 roku wzbudzał takie emocje, że musiał być, łagodnie mówiąc, kontrolowany przez milicję. A co dopiero odwołanie koncertu, i to z powodów politycznych. To grozi rewolucją!

W meczu piłki nożnej, gdy zawodnik czyjejś drużyny leży na boisku, drużyna przeciwna wybija piłkę na aut, po czym - w ramach sprawy honoru - dostaje ją od przeciwnika z powrotem. Szkoda, że to boiskowe prawo nie ma zastosowania w innych, niesportowych sprawach. Bo to trochę nie fair zabierać Ukrainie koncert Stonesów tylko z powodu zamieszek. To trochę jak nieuszanowanie tego leżącego na boisku piłkarza, granie dalej. Ale Polska jest już takim specyficznym krajem, gdzie wiele rzeczy udaje się osiągnąć tak zwanym “cwancykiem”, korzystając tam, gdzie dwóch się bije. W tym przypadku bije się dosłownie. Nie możemy choć raz zrobić czegoś od A do Z na własny rachunek, bez udziału i szkody innych, oficjalnie i zgodnie z prawem. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby finał mistrzostw Europy, który w 2012 roku ma się odbyć w Kijowie, został przeniesiony - z powodu zamieszek lub z innej przyczyny - do Warszawy. Jednak o ile nasz partner, współgospodarz Euro 2012 przymknie oko na koncert Jaggera i spółki, to finału nam nie podaruje.

Jednak jak się nie cieszyć z tego muzycznego szczęścia Polaków, chociaż jest czyimś nieszczęściem? Nie potrafię. Na koniec, wiedziony doświadczeniem Ukrainy, proszę o jedno - by do dnia koncertu The Rolling Stones w Polsce nie wszczynać żadnych burd, zamieszek, marszów równości i nierówności, pikiet, powstań, rewolucji, bo okaże się, że legenda rocka pakuje walizki i przenosi koncert z Warszawy do... Kijowa, bo tam już będzie cicho i spokojnie. A my zostaniemy bez pracy i bez Stonesów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.