Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

55 miejsce

"The Square" - walka klas w Sztokholmie

Ironiczny szwedzki film o kontaktach bogactwa, zamkniętego w nobliwej galerii sztuki współczesnej, z wysiadującą pod sklepami lub zamkniętą w blokach biedą. Od dziś w kinach.

The Square, materiały dystrybutora, GutekFilm / Fot. The Square
Ponieważ nagrodzony Złotą Palmą w Cannes film Rubena Östlunda nie ma ambicji totalnych, nie chce zbawić świata i faktycznie widzem nie wstrząsa, delikatnie natomiast ociera się o rzeczy ważne. Jest jak skrupuł, czyli uwierający "kamyk w sandale".

Christian (Claes Bang) jako dyrektor artystyczny prestiżowej sztokholmskiej galerii chce zaprezentować światu wystawę, jakiej nikt nie widział, w której w jednym miejscu zawarty byłby problem solidarności całego świata. Do tego celu zaangażowani są różni twórcy, w tym artysta, który wymyśla tytułowy kwadrat, "Square". Podobnie jak w Hyde Parku, gdzie każdy może stanąć i wygłosić własne zdanie, tak tam, w wyznaczonym białymi liniami na bruku kwadracie, każdy może stanąć niczym w loży trybuna i poprosić innych ludzi o pomoc, która na zasadzie tak wymyślonej nowej umowy społecznej, zostanie mu udzielona.

"Square" jest więc pewnego rodzaju utopią, wizją lepszej przyszłości, gdzie głos wykluczonych jest słyszalny, gdzie ubogi może zwrócić się do zamożnego i nie odejdzie bez odpowiedzi. Od tej wizji zdecydowanie odbiega jednak rzeczywistość zastana - gdzie, co krok na ulicy widać ubogiego, a pod sklepem żebraka, którzy proszą o pieniądze, a zmęczeni nimi ludzie już przestają reagować.

Tutaj można napomknąć, że Szwecja, która od lat mówiła o wycofaniu płatności gotówkowej miała plan zlikwidować m.in. tego typu problem, (razem z łapownictwem i nielegalnym zatrudnieniem), ale wycofała się z tego rakiem i zamiast zlikwidować banknoty i monety, wypuściła nowe wzory, o czym mógł się przekonać każdy, kto był w Szwecji po 1.07 ze starą, nieważną już gotówką.

Christian sam jednak postawiony zostaje w niekomfortowej sytuacji - trójka sztokholmskich kieszonkowców pozbawia go portfela za pomocą wyuczonej sztuczki z wołaniem o pomoc i zaczepianiem przechodniów. Christian zetknięty bezpośrednio z realiami, podburzony przez znającego się na informatyce asystenta, namierza telefon po sygnale i GPS-ie w konkretnym bloku. Nie znając dokładnego numeru mieszkania, wrzuca do skrzynek wszystkich mieszkań list w którym wzywa złodzieja do oddania telefonu i portfela w sklepie Seven Eleven (lokowanie produktu).
Tutaj zaznaczę, że zdradzam istotny element fabuły , której i tak nie ma zbyt wiele, w każdym razie Christian skonfrontowany zostaje po raz kolejny z przypadkowym chłopcem, który czuje się tym wezwaniem osobiście obrażonym i nie chce się od Christiana odczepić. Jakby tego było mało, koło Christiana dość natarczywie kręci się zakochana w nim ekscentryczna Anne (Elisabeth Moss znana z seriali HBO), przyjeżdżają na czas z ojcem córki, kampania medialna promująca wystawę wymyka się spod kontroli, a performerskie działania artystów zaczynają żyć własnym życiem.

Tak, są to trochę Problemy Pierwszego Świata. Nazwanie Christiana Hiobem byłoby sporym nadużyciem - zgubiony portfel, opieka nad córkami, czy zbytni rozgłos wokół wystawy to nie katastrofa, Östlund filmuje jednak tę intensywną kumulację w taki sam sposób, jak rodzinną sprzeczkę w swoim poprzednim filmie, "Turyście" - tak, że ma się wrażenie, że poza nią w danej chwili nie ma świata - trzeba najpierw uporać się z nią, zanim wróci się do swoich zwykłych spraw.

Jest w "The Square" wiele różnych, drobnych, niepozornych scenek z życia codziennego, które osobno wydawałyby się zwyczajne, ale w połączeniu tworzą osobliwe uniwersum, świat chaosu. Zarówno scenki rodzicielskie (wyprawa na zakupy ze zgubieniem dzieci), jak wizyta ojca z płaczącym dzieckiem w pracy - w trakcie finalnej prezentacji kampanii promocyjnej - czy performans Olega sprawiają, że Östlund zmierza w stronę groteski w stylu późnego Bunuela (czytaj - dobrej). Przy ich oglądaniu lepiej jednak wyzbyć się syntetycznych sformułowań na temat Szwecji, czy kondycji stanu krajów socjaldemokracji - krytyka reżysera nie ma politycznego, czy ideologicznego akcentu, wizja załamania się świata wewnętrznego Christiana jest czysto osobista, świat nie zmierza ku upadkowi. Gdyby bowiem odbierać wizję Östlunda serio należałoby stwierdzić na opak - że źle się dzieje w Szwecji, z powodu realizacji jakiegoś czarnego scenariusza społecznego. I tak jak przy jego jeszcze wcześniejszym filmie "Play" o osobliwych problemach małej grupki imigrantów można było (na wyrost) wyrokować o problemach z asymilacją, tak tutaj końcowa ekspiacja Christiana w monologu video jest przerysowana; kurator trochę żałuje swojej postawy, trochę sam nie wie za co, trochę przeprasza, że żyje. Östlund jest jednak właśnie tym rozchwianiu bohatera na wskroś szwedzki - krytykuje samego Christiana, jako Szweda, pokazuje jego nieprzystosowanie, ale nie znęca się nad nim, poprzez jego codzienne problemy i próby mierzenia się z chaosem raczej nas go ku niemu przybliża niż oddala. Wizja świata, w którym nikt nie musi indywidualnie udzielać nikomu pomocy, bo sprawnie działa system społecznej pomocy to też być może motto samego reżysera (a po części, każdego z nas).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.