Facebook Google+ Twitter

The Stroj - koncertowa konieczność w Słowenii

The Stroj to oczywiście nie zespół, ale kolektyw. To nie tylko "destroy", "niszczyć", ale i po słoweńsku "maszyna". Nie komplikując polskimi znaczeniami. To wreszcie polityczne pomysły i słoweńska legenda. I niezły koncertowy popis.

Nazwą The Stroj można bawić się do woli, tworząc całe filozoficzne teorie konstrukcyjno/destrukcyjne, bo biorąc pod uwagę wyraźne polityczne zaangażowanie jej lidera i mistrza, Primoža Oberžana, jakoś trudno ten artystyczny koncept uwolnić od skojarzeń. Grupa działa od 1997 roku - została założona w miejscowości Laško (słynne z browara, które piją fajni ludzie, i który smakuje tam samo, jak ten dla niefajnych ludzi, z grubsza niefajnie) i przeszło przez nią wiele postaci. Na dzień dzisiejszy gra w The Stroju 9 bębniarzy - z których ośmioro, bo jedną bębniarkę, miałam szansę zobaczyć na żywo w Kinie Siska w ubiegłym tygodniu.

Grupa ta owiana jest legendą i otoczona uwielbieniem wśród słoweńskich melomanów. Grający na wszystkim-co-popadnie-przekształconym-w-perkusjonalia muzycy są też uosobieniem lewicowych poglądów i krytyki kapitalizmu. Lider grupy w swoich pobocznych projektach zajmuje się poetycką filozofią siedzenia na śmieciach i opowiadania o skutkach ubocznych najlepszego systemu, jaki do tej pory stworzono. Dekadenckie. Ale już sam pomysł konstruowania własnych instrumentów, składających się z plastiku, metalu, drewna, maszyn do pisania, tarcz, przycisków, kluczy, strun i cokolwiek akurat wydaje się odpowiednie, bardzo przystaje koncepcji uwolnionej od rynku sztuki, która powstaje na zgliszczach konsumpcji, potrafi je twórczo przemienić w coś dobrze brzmiącego.



Do tego oczywiście dołożyć trzeba kompozycje brzmiące bardzo industrialnie, mechanicznie - w końcu jest to maszyna. Anachroniczny koncept w świecie usług. Osiem osób za wielkimi, spektakularnymi bębnami (niektórych konstrukcji nie powstydziliby się Swansi), oświetleni białym światłem na czarnej scenie Katedrali, rzucający intrygujące cienie na ścianę albo opatrzeni wizualizacją z w roli głównej - to faktycznie robi wrażenie. Miałam ogromne szczęście, że po długiej przerwie i ciszy trafiłam na moment, w którym The Stroj postanowił wrócić do gry i wydać nowy, czwarty album "Metafonik", co oznacza koncerty promocyjne. Mogłam przeżyć ten cały legendarny rytuał razem z tutejszą publicznością. I nie zawiodłam się - jest to spektakl, który dobrze się ogląda i przeżywa.

Koncert składa się nie tylko z hipnotyzującego bębnienia, które przypomina trybalną rozrywkę, plemienny rytuał - ale to przecież oczywista oczywistość. To także wstawki różnych elektronicznych bitów, które mieszczą się gdzieś w rejestrze pomiędzy techno a drum'n'basem, oraz instrumentarium należące do laboratorium filozofa-lidera: maszyny do pisania, tereminy, cymatyki z płynów i prochów, oraz od czasu do czasu oświecone słowo. W ten sposób skomplikowany krytycyzm uzyskuje atrakcyjną formę zabawy, a maszyna obrasta w całe spektrum znaczeń, od ludycznej przydatności po instrumentalną konieczność. Dostajemy od The Stroj żonglerkę pełniącą jednocześnie rolę pouczenia i zabawy. Legendarność jeszcze mnie nie dopadła, ale z drugiej strony mitotwórstwo dwumilionowej społeczności to wciąż materia, której nie ogarnęłam. I tu nie bez znaczenia jest nieznajomość języka. Podskórnie jednak czuję, że sporo z treści, które werbalnie przekazuje Primoz, trafiłoby do mnie bez trudności.

Polecam waszej uwadze świeżutki album zespołu - http://thestroj.bandcamp.com/.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.