Facebook Google+ Twitter

The Umbilical Brothers - relacja z Poznania

Na ten wieczór warto było czekać - pozostaje tylko nadzieja, że Australijczycy szybko powrócą do Polski. Dziś ostatnia okazja, by ich zobaczyć - w krakowskiej Rotundzie.

Artysci po występnie nie stronili od fanów / Fot. Adrianna PiecykBył to wieczór z dawna oczekiwany. Wystarczyło przekroczyć próg poznańskiego klubu Eskulap, by wyczuć radosną atmosferę oczekiwania. Opowiadano sobie skecze, mówiono o pierwszych spotkaniach z tym niezwykłym duetem i zerkano niecierpliwie na zegarki. Widzów powitała nieźle wygłuszona, czarna scena, którą Dave Collins porównał później żartobliwie do sceny National Theatre.

Jako, że czekanie wzmaga apetyt, publiczność musiała odsiedzieć grzecznie rozgrzewkę przed wielkim wydarzeniem tego wieczoru: krótkie przemówienie konferansjera, kilka skeczy kabaretów Dno i Świerszczychrząszcz. O ile ta druga formacja w nastrój wieczoru, porywającej gry dźwięku i ruchu wpasowała się idealnie, o tyle Dno zrobił krótkie, profesjonalne wejście, trzy skecze, trochę śmiechu i braw, ale bez fajerwerków.

Jeszcze tylko krótka zapowiedź Tomka Grdenia i oto w burzy braw i atmosferze nieokiełznanej wesołości na scenę wkroczył Dave Collins. Czyli połowa australijskiego duetu The Umbilical Brothers, która Polskę właśnie odwiedza po raz pierwszy. W środę powitała ich Warszawa, sobotę spędzili w Katowicach, by w poniedziałek odwiedzić Kraków i ruszyć dalej w trasę po świecie. Trasa nosi tytuł "Don't explain" i rzeczywiście nie ma czego tłumaczyć - są w fenomenalnej formie, zaś oglądanie ich na żywo to sama przyjemność.

Specyfika The Umbilical Brothers tkwi w ich formie scenicznej - nie komentują międzynarodowej sceny politycznej, nie kpią (poza jednym, bardzo ważnym wyjątkiem) z popkultury, skupiają się raczej na tym, w jaki sposób mogą wykorzystać potencjał, który dają im doskonale wyćwiczone ciała oraz niesamowite zdolności naśladowania dźwięków - oni nie potrzebują playbacku - wystarczy mikrofon i odrobina wyobraźni przestrzennej - wyimaginowane konie nagle staną się bardzo realistyczne. Kunszt ich szczególnej odmiany pantomimy można z pewnością porównać do talentu, jakim od wielu lat zachwyca Ireneusz Krosny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 12.08.2010 18:24

Adrianno gdzie jest dalsza część snutej przez Ciebie nici wiadomości?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.