Pozycja materiału w rankingach:
Theyyam to jeden z ciekawszych obrzędów religijnych, jakie można zobaczyć w Indiach. W tym niezwykłym misterium, aktorskim popisom towarzyszą krwawe ryty i hipnotyczne tańce.
Kerala, stan na południu Indii, jest regionem, w którym zachowało się wiele niezwykle interesujących form tradycyjnej kultury. Lokalne, keralskie tradycje religijne mogą poszczycić się oryginalną obrzędowością, mającą swe korzenie w tantrze, praktykach szamańskich i kulcie bohaterów. Theyyam to jeden z ciekawszych obrzędów religijnych, jakie można zobaczyć w Indiach: historia bohaterów i bogów jest motywem przewodnim owego misterium, w którym prócz bardów biorą udział: aktorzy biegli w tradycyjnych, indyjskich sztukach performatywnych, muzycy i czciciele bogini. Elementami theyyam są: melorecytacje, hipnotyczne tańce, krwawe ofiary, a niekiedy nawiedzenia.
Theyyam stał się popularnym widowiskiem rejonu Kannur w Kerali. Wielu turystów nęci mistyczna atmosfera całonocnych występów, niezwykła scenografia i oczywiście bajeczne maski i stroje aktorów. Jednak theyyam jest czymś więcej niż tylko spektaklem granym ku uciesze gawiedzi. Tradycja tej religijnej dramy łączy się nierozerwalnie z kultem bohaterów i bogiń, dlatego też często obrzęd ów nazywany jest kaliyattam, czyli „taniec bogini Kali”. Kali to jedna z głównych bogiń hinduskiego panteonu, jest ona także ucieleśnieniem śakti – żeńskiej, twórczej energii, która przenika i tworzy świat. Głównym i najbardziej spektakularnym elementem ceremonii jest thira, misterium opowiadające o dziejach bogini lub lokalnego herosa. Theyyam pełnił również funkcję społeczną: jednoczył ludność danej wsi (thera), która przygotowywała obrzęd w głównej świątyni regionu. Z tego powodu uroczystość ta znana jest również jako „therayattam”.
Gdy przybyłem do Kannur, znałem kaliyattan z historycznych esejów i nielicznych relacji. Interesowała mnie wielość tradycji o antycznym rodowodzie, które określa się wspólnym mianem theyyam. Najmniej ciekawiły mnie na wskroś współczesne spektakle, będące jedynie adaptacją głównych motywów therayattan, pozbawione oryginalnego, religijnego wymiaru. Takie bowiem, przygotowane specjalnie dla turystów, najczęściej można zobaczyć w stolicy regionu. Uciekając od miejskiego zgiełku skierowałem się w pierwszej kolejności do podmiejskiej świątyni poświęconej Bhadrakali. Otoczony masywnymi murami kompleks tonął w ciszy, którą zmącił na chwilę warkot odjeżdżającej rikszy.Zobacz także:
Artykuły
(11)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 30 | Miejscowość: Krakow | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Maciej Karasinski 24.01.2009 14:48
jezeli chodzi o język to w tamtej czesci Indii - malajalam, zwlaszcza na prowincji. A co do nastawienia miejscowych, to spedzilem wsrod nich dosc duzo czasu, poznalem ich lepiej a oni mnie. To podstawa zaufania.
Barbara Chocianowicz-Markiewicz 24.01.2009 14:38
no tak się zachwyciłam, że zapomniałam o plusie:)
Barbara Chocianowicz-Markiewicz 24.01.2009 14:38
+ niesamowite, wspaniała przygoda! Szkoda tylko, że tak mało zdjęć. Interesuje mnie jeszcze w jakim języku porozumiewałeś się z napotkanymi ludźmi.
Agata Rucińska 24.01.2009 13:54
Fascynujące! To naprawdę musiało być magiczne przeżycie. Niesamowite, że miejscowi nie mieli nic przeciwko dopuszczeniu kogoś obcego do rytuału.
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +6811)