
Sceneria co najmniej romantyczna, ale temat wcale nie jest ckliwy. Thomas McCarthy po raz kolejny podejmuje problem samotności. Nieco inaczej niż w debiutanckim "Dróżniku" i nieco wbrew mentalności samych Amerykanów.
"Spotkanie" zyskało trzy nominacje do Oscarów Niezależnych, zapewne także za oryginalną opowieść o różnych wymiarach samotności.
Samotność człowieka- samotność narodówWalter Vale (Richard Jenkins), profesor ekonomii na uniwersytecie w Connecticut, bezduszny wobec młodzieży, oschły dla kolegów z pracy, spędza popołudnia wpatrzony smętnie w okno.
Przyjąwszy niechętnie propozycję udziału w konferencji w NY, po dwóch miesiącach nieobecności pojawia się w swym nowojorskim mieszkaniu. Tu okazuje się, że nie jest już jedynym jego mieszkańcem...
W dość niejasnych okolicznościach rozgościli się w nim bowiem Tarek (Haaz Sleiman) i Zainbab (Danai Jekesai Gurira). On z Syrii, ona z Senegalu, oboje przebywają w Stanach nielegalnie.
Z czasem to pierwsze spotkanie zaowocuje przyjaźnią i wspólną pasją, z którą Zainbab i Tarek podzielą się z Walterem. Rytmiczna muzyka wydobywana z bębnów, będąca dla Afrykańczyków sposobem na życie, stanie się także szansą dla Waltera. Dzięki niej oderwie się od monotonnej codzienności.
Rytm filmu wyznacza samotność: samotność Waltera, który nieoczekiwanie zyskuje ludzkie oblicze osoby poszkodowanej przez los, samotność imigrantów, pragnących żyć w kraju wolności i braterstwa oraz samotność matki Tarka - Mouny (Hiam Abbass), wdowy po dziennikarzu więzionym i prześladowanym w Syrii, również przebywającej w USA.
Mistrzowska realizacja filmu o nieco komercyjnym wymiarze"Spotkanie" Thomasa McCarthy'ego to film perfekcyjnie zrealizowany pod względem artystycznym. Światło, zdjęcia, gra aktorów - to przykład realizacji w najlepszym wydaniu. No i fenomenalna muzyka, skomponowana przez przebywającego w Stanach Jana A.P. Kaczmarka.
Lojalnie przestrzegam, że film ten nie jest jednak całkiem wolny od komercji, typowej dla wielu amerykańskich produkcji.
Jest to wprawdzie komercja z nutką refleksji i niewątpliwymi walorami artystycznymi, niemniej dostrzegalna. Analiza osobowości bohaterów jest dość powierzchowna, a ich zachowania w pewnym momencie stają się przewidywalne. Wprawdzie Thomas McCarthy sprawnie włada emocjami widzów, ale w "Spotkaniu" brak miejsca na subiektywną interpretację.
Dodam jednak, że mimo dostrzeżonego przeze mnie dość pobieżnego potraktowania tematu, film mnie zwyczajnie "kupił". Chyba za sprawą ostatniej sceny, w której Walter przełamuje wrodzoną sobie drętwość i w rozchełstanej koszuli, wydobywa energiczną i głośną muzykę z bębna, pozostawionego mu przez afrykańskich przyjaciół. A to wszystko dzieje się w samym centrum zatłoczonego peronu metra w Nowym Jorku.
Komercyjny film w dobrym wydaniu polecam wszystkim, chcącym spędzić czas przed ekranem z barwną i dość refleksyjną opowieścią o przyjaźni profesora ekonomii z imigrantami z "trzeciego świata".
"Spotkanie" Thomasa McCarthy'ego w kinach od 16 stycznia.