Facebook Google+ Twitter

T-ME. Lech goni Legię. W polskiej lidze coraz mniej znaków zapytania

Rozłożona na pięć dni wielkanocna kolejka przyniosła kilka odpowiedzi: Śląsk i Polonia wypisały się z wyścigu o tytuł, Lech ciągle w grze, dla dzielnych wiosną Bełchatowa i Podbeskidzia nie ma ratunku przed strąceniem do pierwszej ligi.

 / Fot. PAP/Bartłomiej ZborowskiCzy w jakiejkolwiek poważnych rozgrywkach na zachód od Odry możliwy jest taki scenariusz: jedna z dwóch ewidentnie najsłabszych drużyn nie traci bramek w pięciu kolejnych meczach, w tym z liderem, wiceliderem (na wyjeździe) i mistrzem kraju? Do tego po 1/3 piłkarskiej wiosny zdobywa więcej punktów niż przez całą jesień, a prowadzi ją trener, którego poprzednio zwolniono po dwóch miesiącach od rozpoczęcia ligi i przekwalifikowano na dyrektora sportowego.

Tyle tylko, że ta mocno folklorystyczna panorama niebawem roztopi się w Bełchatowie niczym kwietniowy śnieg, bo przewaga Ruchu (po kim jak po kim, ale po Niebieskich trudno było oczekiwać pogoni z 0:2 na 3:2) nadal jest niezagrożona. Sezon temu na własnej skórze podobny bieg wydarzeń (beznadzieja jesienią, próba ratunku wiosną) bez efektu przetestowała Cracovia. W epoce przedmultitransferowej nic bardziej nie działało na wyobraźnię zawodnika niż perspektywa gry klasę niżej, ale dziś to archaizm.

Oto cała uroda Śląska - stać go na zwycięstwa z Legią, Polonią i Lechem, dwa remisy z Podbeskidziem i porażkę z Bełchatowem. Sebastian Mila nie jako pierwszy sprawia wrażenie, że o motywację łatwiej przez złożeniem podpisu na kontrakcie niż po. Tylko co było naprawdę aktem desperacji ze strony Stanislava Levy'ego - zdjęcie go z boiska czy wpuszczenie Mateusza Cetnarskiego? Trzymanie na ławce Przemysława Kaźmierczaka czy 66 minut Dalibora Stevanovicia? Czeski przemysł kinematograficzny ma kolejny materiał z cyklu "z życia wzięte".

Estetyka obiektu przy Konwiktorskiej odjęła rangi i tak przeciętnym derbom Warszawy. Polonia i Legia - wiadomo, i w kwestii infrastruktury, i modelu zarządzania dwie rzeczywistości. W pierwszej, odznaczającej się samobójczą tendencją przyciągania egzotycznych właścicieli, już nawet nie wiąże się końca z końcem. Tymczasowość stała się jej cechą strukturalną, brak środków na koncie - codziennością. Akcje należącej do Ireneusza Króla grupy energetycznej Ideon przez ostatnie dwanaście miesięcy straciły na wartości 52 proc. Gdyby ktoś życzyłby sobie je nabyć w trakcie dzisiejszej sesji, musiałby wyjąć z portfela 7 groszy za sztukę.

Trener Piotr Stokowiec pewnie nienawidzi okien transferowych - po dwóch ostatnich musiał układać nowy zespół ze zdesperowanych zawodników, niektórym szukać nowych pozycji (Gołębiewski), dać szansę tym, którzy w normalnych okolicznościach nie wstaliby z ławki (Kiełb). Polonia coraz bardziej przypomina warsztat, w którym złożono Skodę Felicję z części od Fiata Punto, Seatu Ibiza i Volkswagena Polo. Samochód jako taka jedzie, ale tarcze hamulcowe coraz mocniej zaciskają się na kołach, a i kierowca (Paweł Wszołek) coraz bardziej zniechęcony. Jedyne co nie zawodzi, to Sebastian Przyrowski - on zawsze gwarantował nieprzewidywalność.

Legia - w naszej szerokości geograficznej firma o największej wiarygodności finansowej, z dynamicznym prezesem i niezaspokojonym głodem udźwignięcia ciężaru tytułu, pod którym dopiero co boleśnie upadła. Wielu prezesów w wielkosobotnie południe nie zawracałoby sobie głowy sprawami klubu, a Bogusław Leśnodorski opatulony w puchową kurtkę na mrozie i wietrze oglądał na bocznym boisku przy Łazienkowskiej derby w Młodej Ekstraklasie.

Wracając na Muranów, różnica między obiema ekipami była na pewno mniejsza niż dysproporcje budżetowe. Zmiana akcentów w grze Legii to już nie tylko wrażenie, a docierający się schemat - dzięki Miroslavovi Radovicowi (derby akurat takie sobie) i Bartoszowi Bereszyńskiego na sile zyskała prawa strona. Przypomnijmy - to właśnie jemu z zimowych nabytków wróżono najdłuższą kolejkę do wyjściowego składu, wiele mówiło się o tym, że jego transfer nie znaczy nic więcej niż demonstracja siły w stosunku do Lecha.

Ale nie umiejętności, a psychologia, nie nogi, a głowa, zdecydują o tym, czy portret Jana Urbana zawiśnie w klubowym muzeum. Jeśli archiwum przy Łazienkowskiej dysponuje płytą DVD z wiosny ubiegłego roku, sztab szkoleniowy mają potężny materiał do analizy. Legioniści mówią, że są mądrzejsi o tamtą historię i nie wypuszczą szansy, gdy na horyzoncie coraz wyraźniej widać metę. Od słów do czynów daleka droga.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.