Facebook Google+ Twitter

T-ME: Legia złapie oddech?

- To dobry moment na przełamanie - mówił na briefingu Jan Urban, ale rację ma tylko w części. To kluczowy moment na przełamanie. O ile porażka z Koroną i remis z Bełchatowem nie przetasowały tabeli, to tym razem strata punktów z dużym prawdopodobieństwem będzie się równać utracie prowadzenia.

Danijel Ljuboja i Marek Saganowski / Fot. PAP/Bartłomiej ZborowskiJeszcze trzy kolejki temu Legia miała 7 punktów przewagi do drugiego Lecha. Porażka ze Śląskiem w ostatnim meczu jesieni została przyjęta ze zrozumieniem. Trzy oczka w jedną czy drugą stronę nie mają znaczenia - powszechnie zaakceptowano wówczas taką interpretację. Dziś okazuje się, że mają i tylko dzięki nieprzewidywalności rywali zespół Urbana nie spadł z fotelu lidera.

Coś zawodzi. Tylko co, skoro badania wydolnościowe nie wykazały niczego niepokojącego...

1. Psychika? Paraliżująca świadomość, że gra wkracza w decydującą fazę? Przecież stawka była znana od początku, a zespół jest mądrzejszy o wydarzenia sprzed niespełna dwunastu miesięcy. Obok coraz liczniejszej młodzieży są doświadczeni Żewłakow, Vrdoljak, Ljuboja, Saganowski, którzy niejedno, dobre i złe, na boisku przeżyli.

W środku tygodnia legioniści rozpoczęli cykl spotkań z tzw. motywatorem sportu. Jego zadaniem ma być wydobycie z piłkarzy dodatkowych pokładów energii, podtrzymanie/odbudowanie wiary we własne umiejętności i oswojenie z presją. W konwersacjach nie uczestniczył nikt ze sztabu szkoleniowego, żeby - jak zapewniano - piłkarze swobodniej mówili o swoich spostrzeżeniach.

2. Fakt, że tylko dwóch z pięciu nowych piłkarzy przepracowało pełny okres przygotowawczy? Może do pewnego stopnia. Tomasz Jodłowiec, kto wie, czy nie najbardziej potrzebny na dziś z tej grupy, doznał kontuzji i do gry wróci w drugiej połowie miesiąca.

3. Kartki? Przy tak szerokiej kadrze, w porównaniu ze znacznie skromniejszą i chudszą kadrowo konkurencją, to kiepska wymówka. Spójrzmy na kalendarz: Legii pierwsze trzy mecze gra(ła) z odpowiednio 13, 16 i 15 zespołem. Starcie Dwaliszwili-Ljuboja-Saganowski kontra wkrótce pierwszoligowy GKS Bełchatów na remis. Niewytłumaczalne. Zamiast dziewięciu punktów będą najwyżej cztery.

Gdzie szukać plusów? Do składu wróci Miroslav Radović, kluczowa postać drugiej linii, jedyny, który potrafił wygrać pojedynek jeden na jeden. Danijel Ljuboja, najczęstszy obiekt pytań i dociekań dziennikarzy, raczej nie miewa długich serii bez bramki (w dodatku te 8 tys. euro...). A że do tej pory irytował równie często, co zachwycał, może nadeszła pora na przebudzenie.

Gdy w 21. kolejce ubiegłego sezonu Legia z trudem wygrała z Góralami po indywidualnej akcji Rafała Wolskiego, mówiono: takimi meczami wygrywa się mistrzostwo. Historia jest zbyt świeża, żeby do niej wracać.

Podbeskidzie, bez zawodzącego Ireneusza Jelenia i bez najjaśniejszej postaci jesieni Kamila Adamka (przeszedł do Korony via Drzewiarz Jasienica), za to z wracającym do ekstraklasy po pięciu latach Dariuszem Kubickim na ławce, w dwóch meczach na wiosnę zdobyło już 2/3 punktów z poprzedniej rundy. W takich sytuacjach mówi się: "nie mają nic do stracenia". Choć niektórzy obserwatorzy węszą spisek - redukcja kosztów, kontrolowany spadek i powrót do ekstraklasy już na nowym stadionie, który wygeneruje większe przychody.

Takimi meczami wygrywa się mistrzostwo? Nie. Takimi meczami mistrzostwo można przegrać.

Zarejestruj się i napisz artykuł

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.