Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

32519 miejsce

T-Mobile Ekstraklasa. Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:0

Przy komplecie publiczności na stadionie przy ul. Reymonta, miejscowa Wisła wygrała jedną bramką z aktualnymi mistrzami kraju. Trafienie na wagę zwycięstwa w "Derbach Polski" zdobył napastnik "białej gwiazdy", Paweł Brożek.

Selekcjoner Legii, Jan Urban podczas meczu z Zagłębiem Lubin, 6 kwietnia br. / Fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-newsBardzo doba dyspozycja na początku tego sezonu podopiecznych Franciszka Smudy oraz zdobycie w tym roku przez stołeczny zespół mistrzostwa Polski sprawia, że konfrontacja Wisły i Legii znów budzi duże zainteresowanie. Skutkiem tego, było osiągnięcie rekordowej frekwencji na stadionie „białej gwiazdy”. Tymczasem, Jan Urban i zawodnicy warszawskiego zespołu przyjechali do Krakowa po bolesnej przegranej w Lidze Europy. To dla nas duży cios. Nie spodziewaliśmy się takiego rezultatu. Boli tym bardziej, gdy wiemy, że to był słabszy zespół od nas – mówił po przegranej 0:1 z Apollonem selekcjoner Legii. O ile na krajowym podwórku „wojskowi” stanowią bezapelacyjną elitę, to w starciu z europejskimi drużynami nie potrafi znaleźć sposobu na zwycięstwo. Przed niedzielnym spotkaniem, w obozie „białej gwiazdy” nie brakowało pełnej mobilizacji. Chcemy wygrać nie tylko dla kibiców, ale też dla siebie, by udowodnić wszystkim, na co nas stać – podkreślał czołowy napastnik Wisły, Paweł Brożek.

Niedzielny mecz rozpoczęła seria rzutów rożnych dla gości ze stolicy – nie wykorzystali oni jednak potencjału stałego fragmentu gry. Role szybko się odwróciło, ale Brożek ostatecznie został zatrzymany przez Dossa Juniora. Tymczasem podopieczni Franciszka Smudy nie poradzili sobie z rzutem wolnym, ponieważ Stjepanović trafił tylko w mur. A brak pracy przy bramce nie narzekał Miśkiewicz, który raz po raz ratował swoich kolegów z groźnych sytuacji. Dla potwierdzenia tych słów, można przypomnieć sytuację z 23. minuty, gdy golkiper „białej gwiazdy” zatrzymał strzał Koseckiego kilka metrów do bramki. Jęk zawodu ponad 32 tysięcy kibiców Wisły na stadionie, pojawiał się dość często – gospodarze nie potrafili postawić kropki na „i” na połowie rywali, a pod swoją bramką zbyt łatwo oddawali inicjatywę „wojskowym”.

Arkadiusz Głowacki podczas spotkania z Legią Warszawa, 13 kwietnia br. / Fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-newsGdy w 38. minucie wydawało się, że Brożek zapewni swojej drużynie prowadzenie, futbolówka trafiła prosto w rękawice Skaby. Kilka chwil później, szczęścia próbował Sarki, ale próba przelobowania bramkarza Legii nie zakończyła się po myśli pomocnika „białej gwiazdy”. W międzyczasie, podopieczni Jana Urbana wciąż nie znaleźli patentu na dobre rozegranie rzutów wolnych czy rożnych, przez co ich ataki prędko przecinała obrona Wisły. W pierwszej połowie spotkania na szczycie Ekstraklasy nie brakowało efektownych akcji, ale żadna z drużyn nie potrafiła przekuć prowadzenia na murawie w bramkę. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że więcej błędów popełniali gospodarze – tylko raz trafili w światło bramki rywali.

Po powrocie na murawę, więcej odwagi nabrali zawodnicy z białą gwiazdą na koszulkach. W 53. minucie po rzucie rożnym wykonanym przez Gargułę, piłka trafiła pod nogi Boguskiego, który tuż przed linią bramkową uderzył w... poprzeczkę. Kilka chwil wcześniej, Skaba znów skutecznie zatrzymał w porę szarżującego w jego stronę Brożka. Gdy goście z Warszawy szukali okazji do kontrataku, podopieczni Franciszka Smudy znów stworzyli sobie dogodną sytuację. Donald Guerrier, który moment wcześniej zastąpił na boisku Chrapka, efektywną główką posłał piłkę kilka centymetrów od bramki Legionistów. „Wojskowi” na dobre obudzili się w 63. miucie gdy Dwaliszwili uciekł obrońcom Wisły i oddał bardzo groźne uderzenie – Miśkieiwcz tylko dzięki akrobatycznym umiejętnościom uratował kolegów z drużyny od straty.

Podczas spotkania Wisła Kraków - Legia Warszawa 13 kwietnia br. / Fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-newsGruziński napastnik, znów miał okazję do zaprezentowania swoich umiejętności strzeleckich kilka minut później, ale tym razem zatrzymał go mur obrońców. Niesiona niespotykanym dotąd dopingiem Wisła, wciąż pukała do drzwi pola karnego rywali. Najskuteczniej robił to Paweł Brożek, który w 82. minucie strzelił bramkę dającą „białej gwieździe” prowadzenie. Napastnik Wisły idealnie wykorzystał podanie od Garguły i w konfrontacji oko w oko ze Skabą zachował do końca zimną krew. Szczera radość wiernych fanów krakowskiego zespołu, wpadających sobie w ramiona po strzeleniu bramki nad odwiecznym rywalem, to chyba najlepsza nagroda, jaka mogła spotkać Pawła Brożka. Goście ze stolicy do końca spotkania nie byli w stanie konstruktywnie zagrozić bramce „białej gwiazdy” - a krakowska drużyna mimo prowadzenia nie traciła wiatru w żagle. W doliczonym czasie gry, Guerrier wyrwał się obronie „wojskowych” ale ostatecznie jego samotna akcja nie zmieniła wyniku spotkania. Podopieczni Franciszka Smudy zasłużenie zdobyli trzy punty i wciąż pozostają niepokonani w rodzimych rozgrywkach. Natomiast stołeczna Legia udowodniła, że wciąż zmaga się z kryzysem formy, również na boiskach Ekstraklasy.

Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:0 (0:0)
Bramka: 1:0 Brożek 82’;
Wisła Kraków: Miśkiewicz – Burliga, Głowacki, Chavez, Bunoza – Stjepanović, Chrapek (59’ Guerrier), Sarki (59’ Małecki), Garguła, Boguski – Brożek (89’ Stolarski);
Legia Warszawa: Skaba – Brzyski, Junior, Rzeźniczak, Broź – Jodłowiec, Furman (84’ Pinto), Żyro (84’ Wawrzyniak), Łukasik, Ojamaa (46; Michał Kucharczyk) – Dwaliszwili;
Żółte kartka: Żyro, Broź (Legia), Burliga (Wisła);
Sędzia główny: Szymon Marciniak (Płock);
Widzów: 32 458 osób (rekord frekwencji).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.