Facebook Google+ Twitter

T-Mobile Ekstraklasa. Wisła Kraków - Pogoń Szczecin 2:0

W kolejnym spotkaniu piłkarskiej elity, podopieczni Tomasza Kulawika na własnym boisku pokonali szczecińską Pogoń 2:0. Bramki dla gospodarzy zdobyli Radosław Sobolewski i Cewtan Genkow.

 / Fot. PAP/Jacek BednarczykMusimy stwarzać więcej sytuacji, bo jest ich stanowczo za mało (...) Robimy jakieś zagrożenie po stałych fragmentach gry, ale zbyt rzadko uderzamy na bramkę rywala, dochodzimy do zbyt małej ilości klarownych sytuacji - podkreślał przed niedzielnym spotkaniem z Wisłą Kraków, drugi trener szczecińskiej Pogoni Grzegorz Mokry. Jego zaniepokojenie formą prowadzonego zespołu, było całkowicie uzasadnione. Trzynaste miejsce w ligowej tabeli i dorobek 19 punktów, to trudna pozycja wyjściowa do walki o utrzymanie w piłkarskiej elicie. Ale nikt o tych kłopotach przed meczem z "białą gwiazdą" nie myślał - liczyła się tylko walka o jak najwięcej punktów w grodzie Kraka. A zagrożenia z Pomorza Zachodniego w żaden sposób nie ignorował szkoleniowiec drugiej strony mówiąc, że Pogoń nie "przyjeżdża się tylko bronić". Wychodząc na przeciw fanom krakowskiego zespołu, trener po raz kolejny zapewnił o dołożeniu wszelkich starań, aby Wiśle zapewnić jak najlepsze miejsce w tabeli T-Mobile Ekstraklasy.

Jeszcze przed początkiem spotkania, kibice gospodarzy spore nadzieje wiązali z dobrą formą Patryka Małeckiego. Ten dał o sobie znać w 13. minucie, gdy lewą stroną starał się oszukać obrońców Pogoni - ci jednak zdołali go zatrzymać w drodze do bramki. Po krótkiej przewadze zawodników "białej gwiazdy", do głosu doszli goście. Ale Adam Frączczak po otrzymaniu piłki od kolegów z drużyny, oddał strzał kompletnie niezagrażający pozycji Pareiko. Natomiast w 19. minucie, arbiter główny spotkania nie uznał bramki dla podopiecznych Tomasza Kulawika - jego zdaniem przed oddaniem strzału Rafał Boguski znajdował się na spalonym. Ta sytuacja o dziwo, wyzwoliła w piłkarzach Wisły niepoznane pokłady determinacji do zdobycia prowadzenia. Najpierw, rajd po całym boisku przepuścił Małecki, zagrał do Boguskiego - ten niecelnie trafił w bramkę strzeżoną przez Dusana Pernisa i znów dobitki nie wykorzystał Iliev. 60 sekund później, Julien Tadrowski o mało co nie zdobył by trafienia samobójczego, po tym jak trafiona przez niego futbolówka trafiła w poprzeczkę.

Fani "białej gwiazdy" w końcu jednak doczekali się prowadzenia, a w stan euforii wprowadził ich Radosław Sobolewski. Zawodnik gospodarzy idealnie odnalazł się w polu karnym rywali, czego wynikiem było uderzenie piłki pod takim kątem, aby przekroczyła linię bramkową Pogoni. Jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą część meczu, w czystej sytuacji znalazł się Cezary Wilk, ale oddany z odległości kilku metrów strzał nie zaskoczył portowców. Goście przez 45 minut sprawiali poczucie nieśmiałych, którym z trudnością przychodzi ofensywa na bramkę "białej gwiazdy". Warto w tym momencie przypomnieć, że niedzielne spotkanie na stadionie przy Reymonta 22 należał do płci pięknej - zaprezentowała się kobieca eskadra Wisły a w przerwie między połowami spotkania, Panie mierzyły się w biegu z piłką. Po powrocie na murawę, piłkarze obu zespołów ostrożnie i bez fajerwerków tworzyli sobie dogodne sytuacje. Nadal dobrą formę prezentowali Iliev z Małecki, ale brakowało im szczęścia do wykończenia akcji na swoją korzyść.

W 61. minucie, za faul na Jovanowiciu żółty kartonik od sędziego otrzymał Frączczak (co było jedyną kartką dla zespołu Pogoni - natomiast ich rywale "wywalczyli" aż cztery). Kilka dłuższych chwil później, szybsze bicie serca u kibiców portowców spowodował Takafumi Akahoshi, którego uderzenie z rzutu wolnego koniuszkami palców wyłuskał Pareiko nad poprzeczkę. I tutaj potwierdza się teoria punktu kulminacyjnego - po tym jak minie, emocje opadają do zera. Praktycznie do końca meczu, goście z północy nie zagrozili pozycji "białej gwiazdy". A ci natomiast, w 82. minucie potwierdzili świetną formę kolejnym celnym trafieniem. Tym razem, znów pokazał się Sobolewski podający do Małeckiego, który biegnąć lewą stroną zdołał zagrać na trzeci metr do Genkowa. Zawodnik Wisły nie miał innego wyjścia, jak podwyższyć prowadzenie dla swojej drużyny. Słabą grę portowców najlepiej dokumentowała sytuacja na dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego, gdy fani Pogoni opuścili trybuny. Podopieczni Artura Skowronka wracają do Szczecina z bardzo kwaśnymi minami, z kolejnymi straconymi ligowymi punktami. Natomiast gospodarze nadal pozostają niepokonani w rundzie wiosennej, pnąc się w tabeli ekstraklasy.

Wisła Kraków – Pogoń Szczecin 2:0 (1:0)
1:0 Sobolewski 37’
2:0 Genkov 82’

Wisła Kraków: Pareiko – Jovanović, Głowacki, Bunoza, Jaliens – Wilk, Sobolewski – Małecki, Iliev (67’ Genkov), Burliga (46’ Kosowski) – Boguski (84’ Chrapek)

Pogoń Szczecin: Pernis – Tadrowski, Dąbrowski, Noll, Pietruszka – Golla (75’ Kolendowicz), Rogalski – Budka, Andradina, Lewnadowski (59’ Akahoshi) – Frączczak

Żółte kartki: Sobolewski, Iliev, Jaliens, Wilk (Wisła) – Frączczak (Pogoń)
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów: 11 184 osób

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.