Facebook Google+ Twitter

To był dopiero spektakl

Prymas Polski wygłosił brawurową obronę człowieka, który w przeszłości służył złej sprawie, a w ostatnich tygodniach i dniach dał się poznać jako wyrafinowany kłamca. - pisze specjalnie dla Wiadomości24.pl - Roman Graczyk, publicysta zajmujący się problemami Kościoła w Polsce.

Niedzielne wydarzenia wokół niedoszłego ingresu abpa Stanisława Wielgusa mają, moim zdaniem, podwójne oblicze. Z jednej strony rezygnacja była jedynym możliwym – choć bardzo spóźnionym - zażegnaniem narastającego skandalu. Z drugiej jednak strony kazanie kard. Józefa Glempa relatywizuje wymowę gestu arcybiskupa, o ile jej całkowicie nie niweczy.

Prymas Polski wygłosił brawurową obronę człowieka, który w przeszłości służył złej sprawie, a w ostatnich tygodniach i dniach dał się poznać jako wyrafinowany kłamca. Przecież opis faktów sprzed 30 lat w ustach abpa Wielgusa zmieniał się z wypowiedzi na wypowiedź – nawet w ciągu jednego dnia. Trudno sobie wyobrazić mniej fortunnego kandydata na urząd arcybiskupa warszawskiego niż Stanisław Wielgus. Trudno sobie wyobrazić biskupa mającego mniej moralnego autorytetu niż on. W imię czego kard. Glemp podjął się jego obrony i to w takich okolicznościach (po przyjęciu rezygnacji przez Papieża)? Jedyna sensowna odpowiedź, jaka przychodzi mi na myśl, jest taka, że kard. Glemp nie toleruje sytuacji, w której instytucjonalny Kościół (biskupi) został poniekąd zmuszony przez świeckich wiernych i przez prasę do zmiany powziętej decyzji personalnej. Myślę, że historia oceni kiedyś tę presję na instytucjonalny Kościół jako błogosławioną, bo ratującą twarz Kościoła – poniekąd wbrew niemu.

Przebieg całej tej gorszącej afery pokazuje jeszcze jedno. Biskupi chcieli  załatwiając sprawę we własnym gronie uniknąć wywlekania jej na widok publiczny. Swoim postępowaniem doprowadzili jednak do w najwyższym stopniu żenującego widowiska. Abp Wielgus w katedrze warszawskiej zmuszony odczytać akt rezygnacji, biskupi zmuszony do wysłuchania zdumiewającego kazania Prymasa, a wszystko to wśród okrzyków radiomaryjnych bojówek i na oczach milionów Polaków przed telewizorami   – to był dopiero spektakl. Chyba nie o to chodziło tym, którzy chcieli załatwić sprawę w zaciszu gabinetów.

Roman Graczyk, publicysta 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A na zasadzie "konia podkuwali, żaba łapę podstawiała" - ciąg dalszy spektaklu funduje pan Giertych oburzając sie na pana Jurka o nieobecność na ingresie-nieingresie. Żałosna licytacja na temat klęczący, klęczniejszy, najklętszy.
Wszystko razem żałosne, gorszące, prymitywne, tragikomiczne; w przemówieniu prymasa Glempa zabrakło mi "kundelków" które tak ubogaciły jedno z jego słynnych przemówien. Do kogo by się teraz to barwne określenie odniosło? Z ducha tej mowy ,chyba do tych, którzy bili brawo?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.