Facebook Google+ Twitter

To był futbol totalny. Arsenal pokonał Bracelonę 2:1!

Wczoraj Arsenal pokonał wielką Barcelonę 2:1 w 1/8 finału Ligi Mistrzów sezonu 2010/2011. W bramce londyńczyków bardzo dobre spotkanie rozegrał reprezentant Polski - Wojciech Szczęsny. W drużynie Barcelony zawiódł natomiast "boski" Messi.

Symbol Ligi Mistrzów / Fot. Kieran Lynam/http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Beginning_Arsenal_Sevilla.jpg&filetimestamp=20070924160215Ruszyła machina, już nikt nie zatrzyma jej!

We wtorek rozgrywki wznowiła piłkarska Liga Mistrzów. W ciągu dwóch dni (wtorek, środa) rozegrano cztery spotkania, w których padło 11 goli. Każde spotkanie zapowiadało się jako piłkarska uczta. Wszyscy jednak najbardziej czekali na pojedynek Arsenalu z Barceloną. To właśnie na Emirates Stadium zwrócone były oczy wszystkich kibiców w Europie. Dzisiaj można powiedzieć, że warto było czekać, aby zobaczyć takie spotkanie. To był futbol totalny, galaktyczny, to były "gwiezdne wojny". Tym bardziej, cieszy fakt, że na murawie obejrzeliśmy bardzo dobry występ Polaka, pierwszy od 2006 roku w meczu o taką stawkę.

Szczęsny jak Schmeichel

"Cóż to była za noc?" - można było dzisiaj przeczytać na łamach angielskiego "The Sun". Młodzi zawodnicy Arsenalu dokonali, wydawałoby się rzeczy niezmożliwej, zatrzymali wielką Barcelonę. Jaka jest tajemnica sukcesu podopiecznych Arsene Wengera? Na pewno świetne spotkanie w obronie rozegrali: Johan Djourou, Laurent Koscielny i Wojciech Szczęsny. Nas sczególnie powinna cieszyć postawa w bramce "the Gunners" młodego Polaka. "Bramkarz zachowywał się bardzo spokojnie. Występ 20-latka przed meczem mógł budzić niepewność, ale wytrzymał presję i wyróżnił się swoją postawą" - pisze inny angielski dziennik "The Independent". Hiszpańskie media przed spotkaniem, porównały 20-letniego reprezentanta naszego kraju do legendy wśród bramkarzy - Petera Smeichela. Obserwując wczorajszą grę Wojtka, można było dostrzec duże podobieństwo w stylu gry obydwu panów. Jedno jest pewne, wczoraj "chłopcy" Wengera stali się mężczyznami.

Jeżeli chodzi o Barcelonę, na pewno bardzo dobrze zagrał Messi, co w przypadku tego zawodnika nie można uznać za komplement. Przyzwyczailiśmy się, że to właśnie za sprawą m.in. tego zawodnika Balugurana "przenosiła" nas, kibiców w inny wymiar. Oczywiście, nie można zapominać, że to z podania Argentyńczyka, padła jedyna bramka dla Barcelony, strzelona przez Davida Villę. Jednak wczoraj to było za mało na rozpędzony Arsenal, który na gola mistrza Hiszpanii odpowiedział dwukrotnie. Pierwszy na listę strzelców wpisał się Van Persie, który strzałem z ostrego kąta pokonał źle ustawionego Valdeza. Zawodników Guardioli "dobił" wprowadzony w drugiej części spotkania Arszawin. Rosjanin golem zakończył piękny kontratak, wyprowadzony po starcie piłki przez Messiego, przed polem karnym Szczęsnego. Po meczu ręce same składały się do oklasków, obie drużyny stworzyły piękne widowisko.

Kto ma pilota, ten jest w niebie

To, że po zimowej przerwie wreszcie wystartowała Liga Mistrzów, to doskonała wiadomość. Po pracy, można spokojnie usiąść przed telewizorem, wziąść pilot w rękę, nacisnąć odpowiedni guzik i ... już się jest w "piłkarskim niebie". Krótko mówiąc, wczoraj za sprawą Arsenalu i Barcelony rozpoczęło się nasze "sportowe" katharsis.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.