Facebook Google+ Twitter

To był surogat szczęścia, Mario!

"Szczęściem jest trwałe, pełne i uzasadnione zadowolenie z życia" - prof. Władysław Tatarkiewicz.

Maria / Fot. Stefania NajsarekJesienią 1946 roku wróciłaś Mario z Bergen - Belsen do domu. Ujrzałaś Warszawę już dźwigającą się
z ruin. Zamieszkałaś z ojcem w ocalałej części domu na Stawkach, dzieląc pokój z dwiema obcymi rodzinami. W pobliskiej szkole znalazłaś zatrudnienie. W początkowym okresie wynagrodzeniem była żywność i symboliczne kwoty pieniędzy. Zmagania z trudami codzienności, przerywały radosne spotkania z ocalałymi z zawieruchy wojennej znajomymi i dawnymi uczniami. Po wielu miesiącach dostałaś prawdziwe, samodzielne mieszkanie, w którym pozostałaś na wiele lat.

Nie wiedziałaś wówczas, że przez Polski Czerwony Krzyż poszukuje cię stryjenka z Chicago i warszawska kuzynka, z którą przed wojną twoi rodzice aspirujący do "wyższych sfer", kontaktów nie utrzymywali.
Nie mogłaś wiedzieć, że po wojnie kuzynka z rodziną osiedliła się na Ziemiach Odzyskanych w opuszczonym przez niemiecką rodzinę domu. Odnalazwszy cię, podzieliła się z tobą zastanym dobytkiem. Niemal równocześnie otrzymałaś list od stryjenki. Uradowana odpisałaś, dzieląc się z nią obozowymiList / Fot. Stefania Najsarek przeżyciami. Na kartkę papieru wylałaś wiele łez, pisząc o doznanych krzywdach i cierpieniach.
Wkrótce, przepełniona smutkiem i goryczą, po wielokroć odczytywałaś słowa odpowiedzi: "Moje dziecko, wojna niesie nieszczęścia i tragedie wielu ludziom, ale nie ulegaj komunistycznej propagandzie i nie pisz takich bredni o Niemcach, bo nikt w to nie uwierzy". W dalekiej Ameryce, nie dawano wiary naocznym świadkom zbrodni niemieckich.

Uwierzyły ci osoby, które przeżyły okrucieństwa wojny, czasy dominacji "rasy panów", panów życia i śmierci milionów ludzi. Opowiadałaś im o przerażeniu jakie towarzyszyło ci od momentu przekroczenia bramy obozu w Ravensbruck. Każdy następny dzień je potęgował. Widok wynędzniałych ludzi, okrutni nadzorcy, głód, brud i ciężka praca - wszystko to uświadamiało ci beznadziejność położenia. Jedynym wyjściem z tego piekła wydawała się klęska Niemiec.

Bergen - Belsen krematorium i wieża strażnicza / Fot. archiwum rodzinne S.NajsarekW skołatanej głowie narodził się szalony, ryzykowny pomysł. Pracowałaś przy produkcji bomb, a bomby niszczyły Polskę. W głębokiej konspiracji, wraz z pracującymi przy taśmie kobietami, postanowiłaś wypuszczać część bomb - niewybuchów. Ty montowałaś zapalniki... Umierałaś za każdym razem, kiedy wyrywkowo sprawdzane pociski trafiały na stanowisko kontrolerów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

Niezwykłe! A jeśli mi, dużemu sceptykowi takich opowiadań, spodobało się, to naprawdę musi być dobre;)
+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.11.2008 12:44

+ wzruszenia odbiera mowę ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ piekna historia, wzruszajaca

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Stefanio,
Kłaniam się pełna uznania i szacunku
B.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ a za oceanem mysleli ze to komunistyczna propagnda...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale historia,jestem pod wrażeniem .
To prawda
... szczęśliwym się bywa...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.