Facebook Google+ Twitter

To była zbrodnia! Szokujące ustalenia w sprawie katastrofy w Halembie

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-06-05 22:00

W rudzkiej kopalni Halemba przed listopadową tragedią doszło do karygodnych zaniedbań. Za nic miano bezpieczeństwo. Wiedzieli o tym ci, którzy kopalnią zarządzali. Wiedzieli też szefowie firmy zewnętrznej MARD. To oni posłali górników na śmierć. Liczyły się zyski. Życiem zapłaciło za to 23 górników. Jeden z nich okazał się, niestety, współwinnym dramatu.

Zdjęcie z pogrzebu ofiar katastrofy w kopalni Halemba. / Fot. Witold JanowiczMówi o tym raport, powołanej w celu wyjaśnienia przyczyn katastrofy specjalnej komisji Wyższego Urzędu Górniczego. Zostanie ogłoszony dopiero w środę. Jednak Dziennik Zachodni dotarł do jego ustaleń. Są szokujące. Wynika z nich, że winę za tragedię ponosi głównie ówczesne kierownictwo kopalni. Nieoficjalnie wiadomo, że podczas przygotowywania raportu i jego końcowych wniosków nie było zgody wśród członków komisji.

DZ ustalił, że w rejonie tragedii zamontowanych było co najmniej sześć kws-ów, czyli kopalnianych wyłączników stycznikowych, połączonych z urządzeniami mierzącymi poziom metanu. Gdy poziom tego gazu podnosi się powyżej dopuszczalnych 2 proc., kws powinien odcinać dopływ energii do wszystkich maszyn. Niestety, kws-y nie miały atestów. Były „zmostkowane”. Rozkręcono je i odłączono sygnał blokujący z metanomierzy. To mogła być bezpośrednia przyczyna tragedii, mówi informator DZ, jeden z członków komisji.

Do kopalni doświadczalnej Barbara w Mikołowie po wizji lokalnej trafiły próbki pyłów ze strefy zero. Normy mówią, że w kopalniach zagrożonych metanem stosunek pyłu węglowego do kamiennego powinien wynosić 20:80. Tymczasem w jednym miejscu pyłu kamiennego było zaledwie 9 proc.! W innych — 20-35 proc. O wiele za mało, by zapobiec wybuchowi.

Szyb kopalni Pokój w czasie żałoby. / Fot. Witold JanowiczWizja lokalna potwierdziła także, że w chodnikach prowadzących do likwidowanej ściany, stały zdemontowane urządzenia. To mogło spowodować zakłócenia w obiegu wentylacji. Sam „rabunek” (demontaż) obudowy był prowadzony bez zachowania zasad bezpieczeństwa. – Górnicy, którzy tam pracowali opowiadali, że codziennie dziękowali Bogu, za to że wyszli z życiem – opowiada informator DZ.

Inżynier, przy którego ciele znaleziono aparat Draegera, jest zdaniem śledczych współwinnym śmierci kolegów. Ekspertom udało się odczytać zapisy z urządzenia. Normy poziomu metanu były znacznie przekroczone. Inżynier o tym wiedział. Mimo to, nie wycofał górników. – To smutne, ale w czasie, kiedy oni rozbierali obudowę, przebywał w najbardziej bezpiecznym miejscu. I to nie uchroniło go przed śmiercią – mówi informator DZ.


Aldona Minorczyk-Cichy

Emerytowany górnik: Wskazania czujników metanu od dawna są fałszowane.

Witold Janowicz: Nadzieja umiera ostatnia
Dziś, o trzeciej w nocy, nadzieja umarła jako ostatnia...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jaki kryptonim ma cała sprawa?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.