Facebook Google+ Twitter

To co dobre, czyli subiektywny przewodnik telewizyjny cz. 2

W tym tygodniu telewizja serwuje nam dość sporo filmowych smakołyków, jednak z gradu naprawdę niezłych obrazów, pozwoliłam sobie wyłowić dwa - dramat i komedię.

"Przełamując fale" (niedziela)
TV 4, 0:00

Jeden z najbardziej poruszających filmów ostatnich dwudziestu lat. Treść, forma, aktorstwo - oto czynniki, które złożyły się na powstanie tak niezwykłego obrazu, obok którego nie można przejść obojętnie.

Sympatyczna i nieśmiała Bess (absolutnie znakomita Emily Watson) wychowywała się w duchu surowych zasad religijnych, gdzie wszystko na Bogu się rozpoczynało i na nim też kończyło. Do czasu. Dziewczyna poznaje robotnika z platformy wiertniczej - Jana (Stellan Skarsgård) i wychodzi za niego za mąż. To on z szarej, cichej Bess, wydobywa kobiecość i ukazuje jej piękno życia intymnego. Ich wspólne szczęście nie potrwa jednak długo - Jan w pracy ulega wypadkowi, po którym zostaje człowiekiem całkowicie sparaliżowanym. Mąż zwalnia swą żonę z przysięgi małżeńskiej wierności i namawia do miłości z innymi mężczyznami, a następnie dzielenia się z nim swoimi wrażeniami.

Prowokacja? Na pewno. Ośmieszenie religii? Chyba nie. To opowieść o miłości. Miłości w absolutnie najczystszej postaci. Bezwarunkowej, ślepej, szczerej. Prostoduszna Bess sądzi, że oto jest jej ofiara, jej posługa, którą musi spełnić wobec chorego męża. Nie trzeba również dodawać, jak na całą rzecz zapatruje się społeczność, głęboko tkwiąca w żelaznych zasadach moralnych i religijnych.

Lars von Trier (reżyser) wiele ryzykował, tworząc podobny film. Bardzo ciekawym zabiegiem, który zastosował, a który warto przytoczyć, jest dogma, czyli "brudne", surowe ujęcia, nierzadko kręcone z ręki, czasem zwykłą kamerą cyfrową. Stylizacja ta ma na celu uzyskanie efektu filmu paradokumentalnego, a przede wszystkim - jeszcze bardziej realistycznego, pokazującego niezwykłą więź łączącą Bess z Janem.

Na ogromne brawa zasługuje wielka Emily Watson, która w największej bodaj mierze przyczyniła się do sukcesu, a przede wszystkim wiarygodności filmu. To naprawdę wielka kreacja i choćby dla niej warto "Przełamując fale" obejrzeć. Wstrząsający obraz, który nie pozostawi nikogo obojętnym, a może i zmieni podejście do wielu spraw. To po prostu trzeba zobaczyć.

"Annie Hall" (wtorek)
TCM, 19:00

O ile "Przełamując fale" nie należy do filmów łatwych i przyjemnych, to "Annie Hall" jest wyśmienitą, inteligentną rozrywką, nie tylko dla fanów Woody'ego Allen'a.

Alvy Singer i Annie Hall. On, nowojorczyk, komik i intelektualista, którego zjada wręcz strach przed śmiercią. Ona, młoda, zagubiona, dobrze wychowana dziewczyna, stawiająca pierwsze kroki w zawodzie piosenkarki. Przypadkowe spotkanie, chwila emocji i tych dwoje postanawia być razem. Darzą się miłością, a jednak i Annie i Alvy, boją się stałego, poważnego związku. Tak więc się rozchodzą. I wracają. I znów rozstają.

Fabuła znana. Niczym słaby, łzawy melodramat, lub kolejny z odcinków bezkońcowego serialu. Ale nie tutaj. Przecież to dzieło mistrza! Zdarzenia nie następują po sobie w porządku chronologicznym, tak więc od początku wiemy, jaki jest finał wspólnego życia tej egzotycznej pary. Związek Annie i Alvy'ego ukazany jest w formie krótkich skeczy, dzięki którym znamy najważniejsze fakty i dogłębnie poznajemy bohaterów. To niezwykle szczera, ale także zabawna i ironiczna opowieść o trudach związku kobiety z mężczyzną.

Film jest przezabawny (bóle brzucha zagwarantowane!) a jednak ciężko uwolnić się od poważniejszego spojrzenia na miłość oraz zastanowienia nad wszelkimi "zawiłościami", "zgrzytami" i problemami, które są nieuniknione, kiedy żyjemy w parze z drugą osobą.

Zasłużony grad nagród (m.in. Złoty Glob, Oscar, BAFTA), genialna reżyseria Allena, urocza Diane Keaton. Krytycy filmowi uznają "Annie Hall" za najlepszy film Woody'ego. W pełni potwierdzam. Lektura absolutnie obowiązkowa!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Mariko, dobra rzecz! Ja w TV oglądam tylko mecze, ale może mnie namówisz na jakiś film.. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po "Przałamując fale" przez kilka dni nie mogłam dojść do siebie. Ten film zdominował moje mysli na wiele tygodni. Po reakcjach tych którzy go widzieli śmiem powiedzieć, że "Przełamując fale" się kocha albo nienawidzi. Ja kocham...
"Annie Hall" nie oglądałam więc z przyjemnością rzucę na niego okiem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na Przełamując fale, jakieś wieki temu, ryczałam jak bóbr, potem, po paru latach, jakoś mnie znudził, natomiast Annie Hall, absolutny klasyk, uwielbiam w tym filmie strjoe D. Keaton;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.