Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

181729 miejsce

To co w Gatlifie najlepsze, czyli „TranSylwania” i „Exils”

W pewnym momencie zastanawiałam się czy przypadkiem nie pomyliłam sal (i zapewne kin), bo ilość osób wskazywała raczej na chęć odkrycia w co ubiera się Belzebub, albo inny Czort, a nie podróż po krainie Drakuli.

TranSylwiania. Fot. GutekfilmWarszawskie kino Muranów. 27 października 2006. Długo oczekiwana „TranSylwania” i niespodziewane tłumy widzów. W pewnym momencie zastanawiałam się czy przypadkiem nie pomyliłam sal. Gdyby główna rola przypadła Keanu Reevesowi, a wszystkim zarządzałby Coppola to bym się nie dziwiła. Wątpliwości rozwiał człowiek informujący, że to pokaz premierowy (18 zł za bilet), po którym każdy dostanie lampkę czerwonego wina. Tak więc byłam na premierze!

TranSylwiania. Fot. GutekfilmReżyser Tony Gatlif znany jest polskiemu widzowi z filmu „Exils”, który mogliśmy oglądać dwa lata temu. Niektórzy oceniają, że „TranSylwania” jest niezła, ale zbyt podobna do wcześniejszego dziełka. Jak dla mnie zbieżne są dwie kwestie. Po pierwsze w obu filmach bohaterowie podróżują skądś-dokądś, a podróże są symbolami ich wewnętrznych przemian. Jednak cele i przyczyny wyruszenia w drogę są całkiem inne. Zano i Naima („Exils”) wyruszają z Francji, przez Hiszpanię i Atlantyk do Algieru. Chcą dowiedzieć się kim są naprawdę, poznać swoje korzenie (ich rodzice wiele lat temu wyemigrowali z Algieru do Francji), odnaleźć samych siebie. Nie czują się w pełni Francuzami, Europejczykami, chociaż tu się wychowali i nawet nigdy nie widzieli na własne oczy ojczyzny przodków. Dążą więc do określonego punktu.

Bohaterka najnowszego filmu Gatlifa także wyrusza z tego samego miejsca. Jej ojczyzną są jednak Włochy. Do Rumunii podąża za swym ukochanym, który został deportowany z Francji, w której pracował nielegalnie jako muzyk. Do Transylwanii jedzie wraz ze swoją przyjaciółką, z która zgodnie są w stanie przemierzyć cały świat, aby go odnaleźć. Jak wszyscy już wiedzą, książę jednak nie kocha królewny i brutalnie ją rzuca. Zrozpaczona dziewczyna rozpoczyna podróż swego życia. Dokąd zmierza? Nie wiadomo. Jedynym jej celem staje się podróż sama w sobie.

TranSylwiania. Fot. GutekfilmWszystkim wspomnianym bohaterom Toma Gatlifa, od początku do końca towarzyszy muzyka, która jest wspomnianym drugim podobieństwem. Jest niezwykle porywająca, absorbująca, idealnie dopasowana do konkretnych sytuacji. W niezwykły sposób oddaje nastroje i uczucia bohaterów, dzięki czemu widz mocniej wszystko przeżywa.

Ciężko jest ocenić, który z tych filmów jest lepszy. Łączą je jeszcze piękne ujęcia i widoki, które ze względu na całkiem inne krainy geograficzne są całkiem różne. Jak porównać magiczną Algierię i jej meczety, z tak bliską, a jednocześnie daleką Rumunią?

TranSylwiania. Fot. GutekfilmCałkiem odmienne są także ukazane historie, a także wymowa każdego z tych dwóch filmów. To, że i tu i tu mamy motyw drogi, nie sprawia, że filmy są o tym samym. Wręcz przeciwnie - reżyser udowodnił jak ten stary temat, który znamy już z literatury antycznej, jest bogaty i pełen niewykorzystanych jeszcze wątków. Polecam więc udanie się do kina na „TranSylwanię”, a jeśli się spodoba, to w drodze powrotnej zahaczenie o wypożyczalnie i zaopatrzenie się w kasetę lub płytę z „Exils”. Może po takich dwóch seansach i Wy zapragniecie wyruszyć w podróż swego życia?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Byłem w Rumunii, więc pójdę na ten film.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak recenzja pierwszorzędna, zachęciłaś mnie Agnieszko!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.