Facebook Google+ Twitter

„To jest dobrze prosperująca maszyna” – wywiad z zespołem Gram

Z zespołem Gram po raz pierwszy spotkałem się na Śliwka Fest 2013 w Chmielnikach koło Bydgoszczy. Zrobiliśmy wtedy krótki wywiad i umówiliśmy się do Torunia na ich koncert na Rynku Staromiejskim i kolejne spotkanie.

 / Fot. Fot. Marek WiśniewskiZa drugim razem umówiliśmy się na nieco dłuższe spotkanie w Toruniu. Rozmawiałem z Asią, Łukaszem i Krzysztofem na temat samego procesu tworzenia muzyki i jak ważna dla nich jest ta więź przyjaźni, jaką można między nimi zauważyć.

Marek Wiśniewski: Opowiedzcie coś o sobie, o zespole i o tym jakie emocje towarzyszą muzyce, którą gracie.

Łukasz: Powiem Ci jak powstał zespół Gram. To nie jest jakiś projekt, który my założyliśmy aby robić kasę. Zespół Gram powstał z tego, że Krzychu miał swoją kapelę, a ja swoją, Aśka też się gdzieś udzielała. Z Krzychem znaliśmy się parę lat i stwierdziliśmy kiedyś, że chcemy coś wspólnie zrobić muzycznie, ale zrobić to tak, aby było fajnie dla nas, fajnie duchowo. Myśleliśmy nad muzykami, bo mamy w mieście naprawdę fajnych muzyków, my jednak chcieliśmy ludzi, którzy czują to samo, albo podobnie i wchodzą w te uczucia.

 / Fot. Fot. Marek WiśniewskiKrzysztof: Nie chodzi tylko o warsztat, ale też o specyficzne podejście do muzyki. To jest ważne kiedy robimy kawałki. My bardzo dużo improwizujemy, a Łukasz po prostu do takiej improwizowanej muzyki śpiewa tekst, który powstaje pod wpływem chwili, emocji. Próby są nagrywane. To co zagraliśmy, a Łukasz zaśpiewał, potem odtwarzamy i spisujemy. Łukasz nie napisze tradycyjnie tekstu, ale go zaśpiewa zainspirowany improwizacją. Potrzebne jednak jest to serducho każdego z nas. Każdy z nas, jeden za drugim, podąża gdzieś tam. Cała dynamika, wszystko co jest w utworze ważne jest wytyczną osobowości każdego z nas z osobna. W momencie gdybyśmy zamienili któregoś muzyka i to mógłby być zawodowy muzyk, ale nie czułby tego co my, to byśmy nie zrobili żadnej piosenki.

Łukasz: Na koncertach jak gramy to ja wiem kto w tym momencie tego kawałka nie czuje, lub czuje go mniej. Ja nie muszę nawet na nich patrzeć, bo oni i tak zawsze są za moimi plecami. Jak gramy, to ja wiem kto ma gorszy dzień i nie leży mu ten kawałek.

Krzysztof: Doszliśmy kiedyś do tego, że cały czas musimy pamiętać jakie emocje towarzyszyły danemu kawałkowi. Złapaliśmy się na tym, że po półtora roku grania spotkaliśmy się na próbie i nagle zaczęliśmy się zastanawiać, czy grać utwór, który jeszcze niedawno nas tak kręcił. Wtedy uświadomiliśmy sobie, jak ważne jest wkładanie serca w każdą piosenkę, tak jakby wykonywało się ją pierwszy raz.

 / Fot. Fot. Marek WiśniewskiMarek: Czy na koncertach gracie utwory, których nie lubicie, ale wiecie, że są one lubiane przez publiczność?

Łukasz: Nie... My zawsze gramy to, co chcemy grać, a nie to co ludzie nam mówią, że im się podoba. To nie jest tak, że jak się ludziom coś nie podoba, to my tego nie gramy.

Krzysztof: Najlepszym przykładem jest utwór „Wspomnienia”. Jest to bardzo osobisty utwór Łukasza. Graliśmy go i wielu ludzi uwielbiało ten utwór, faworyzowało go jako numer 1. Ale ten utwór się zdezaktualizował.

Asia: Ja go cały czas lubię i żałuję, że już go nie gramy.

Krzysztof: Łukasz powiedział, że go nie czuje już.

Łukasz: My ten numer graliśmy od 10 lat. To nie jest tak, że ja tego numeru nie czuję, po prostu nie mam ochoty go śpiewać na razie. Może do niego kiedyś wrócimy. Ludzie w życiu mi różne rzeczy mówili o tym co śpiewać i robić, ale najważniejsze, żebym ja sam był do czegoś przekonany. To jest kwestia ducha, bo jeśli czujemy te kawałki, to je gramy. Jeżeli ludzie to odbierają, to fajnie, a jeżeli nie, to trudno.

 / Fot. Fot. Marek WiśniewskiKrzysztof: Ja myślę, że muzykę można podzielić na dwa typy. Pierwszy zajmuje się produkowaniem hitów jako głównym swoim celem, drugi zajmuje się tworzeniem muzyki wynikającej z emocji. Bardzo podziwiam wokalistę Ryśka Riedla, bo nie sądzę, żeby mu przez głowę kiedykolwiek przeszło „stworzę hita”. On po prostu śpiewał to co miał w sercu, a ludzie to chłonęli.

Asia: Ta prawdziwość jest najważniejsza. Ja nawet spotkałam się z takimi opiniami na nasz temat gdy ktoś tam słuchał naszej muzyki, że „no spoko, ale szału nie ma”. Przyszedł na koncert i zupełnie inaczej tą muzykę odebrał. Muzyka na żywo ma w sobie coś niesamowitego.

Marek: Kiedy Wam się lepiej gra, jak nagrywacie utwory czy na koncertach?

Łukasz: Myślę, że gramy lepiej na żywo, niż na płycie. Ale to jest proste, bo jak nagrywasz płytę, to jest stres. Jak byśmy byli razem, to podejrzewam, że byłaby inna moc. Każdy jednak wchodzi osobno i coś tam dłubie. Może z tego to wynika, że łatwo jest stracić tą energię.

 / Fot. Fot. Marek WiśniewskiAsia: Tym bardziej się człowiek pilnuje, jak się go nagrywa. Nie ryzykuje się w jakiś tam momentach. Zawsze podstawa jest ta sama, choć w solówkach chłopaki różne emocje przekazują.

Krzysztof: Na każdym koncercie jest inna solówka. Zależy od dnia i od tego w co Łukasz mnie wprowadza w utworze. Zależy jak on mnie wprowadzi, tak ja zagram solówkę. Następnie ja go z tą solówką wyprowadzam i potem on śpiewa tak, jak ja zagrałem.

Łukasz: Bo widzisz, to jest bardzo dobrze prosperująca maszyna. Jeżeli oni nie będą czuć numeru, to ja go dobrze nie zaśpiewam. Działa to też w drugą stronę. Tu nie chodzi o technikę, tylko o emocje.

Asia: W dodatku wszystkie teksty są bardzo osobiste.

Łukasz: W większości teksty są o moim życiu, te teksty są prawdziwe, one nie są zmyślane. Muszę wiedzieć o czym śpiewam, czuć to. Tak samo jak Jacek lub Krzysztof napiszą tekst, to ja też muszę w to wejść.

Marek: W jaki sposób powstają Wasze nowe utwory? Jak je tworzycie?

Krzysztof: Nowe utwory często powstają z improwizacji. Zaczyna tworzyć się jakaś melodia, ale z tekstem od razu śpiewanym przez Łukasza. Ja się jeszcze z czymś takim nie spotkałem, że improwizując tworzy się cały, gotowy tekst. To jest po prostu ewenement, bo zazwyczaj jak muzycy improwizują, to śpiewają po tak zwanym flamandzku, czy coś angielsko podobnego, ale ze słowami, które nic nie znaczą. A u Łukasza jest inaczej, rzadko trzeba coś poprawiać.

 / Fot. Fot. Marek WiśniewskiŁukasz: Żeby zrozumieć, co Krzysztof mówi, trzeba przesłuchać ostatni kawałek na naszej płycie, który w ten sposób właśnie powstał.

Krzysztof: Była taka sytuacja, że już kończyliśmy próbę i wszyscy się pakowali. Zacząłem grać jakąś tam bzdurkę i Asia doszła na bębnach. Potem Łukasz zaczął śpiewać. Cały ten utwór trwa 11 lub 12 minut i jest to od początku do końca improwizacja. Kiedyś próbowaliśmy go zagrać jeszcze raz, to się nie udało.

Łukasz: Naprawdę, to jest od początku do końca improwizacja. Mamy rejestrator i całą próbę nagrywaliśmy. Chcieliśmy posprawdzać niektóre numery, jak brzmią, co poprawić... Nie zamierzaliśmy nic więcej nagrywać. Ta improwizacja była całkowicie spontaniczna. Jak składaliśmy płytę, to stwierdziliśmy, że ten utwór się na nią dostanie. Tytuł płyty „Głupie myśli” jest też od tego numeru. W tym tekście zawarłem dużo rzeczy, o których chciałem opowiedzieć. Nie było czasu na przemyślenia nad tekstem. To były spontaniczne emocje i wyśpiewałem je. Ale ja takie jazdy właśnie mam w głowie i cieszę się, że w zespole oni też to czują. To jest bardzo fajne, bo jedziemy razem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.