Pozycja materiału w rankingach:
Szesnastoosobowa grupa Indian Północnoamerykańskich gościła we wtorek na Uniwersytecie Gdańskim. Okazało się, że pozornie radosne i kolorowe życie Indian nie jest wcale beztroskie. Niestety nie jest również fascy
– Dzieje naszego narodu są podobne do historii waszego. My także byliśmy prześladowani i pozbawieni wolności. Naszą kulturę również starano się zniszczyć, a nam odbierano podstawowe prawa. Dopiero teraz odbudowujemy naszą tradycję. Zakładamy szkoły, gdzie dzieci uczą się plemiennych języków, śpiewów i tańców rytualnych - mówił do zebranych wódz Czarnych Stóp.
rezerwatu za drugą rodzinę i nie wyobraża sobie życia bez indiańskiej atmosfery wolności i radości. Zobacz także:
Artykuły
(36)
Galerie
(2)
Średnia ocen
(4.46)
Miejscowość: Sopot | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marek Nowocień 23.11.2006 18:44
Niestety, nie byłem na spotkaniu z Indianami, ale mam wrażenie, że ich starania obijają się o mur niezrozumienia, stereotypów i dziwacznych oczekiwań. Nawet w relacji osoby, która dotrwała do końca spotkania można natknąć się na przekłamania, które trudno zrzucić na profesjonalnego indiańskiego mówcę czy kłopoty z komunikacją.
Stwierdzenie, że "plemiona wciąż żyją w zamkniętych rezerwatach" jest podwójną nieprawdą. Od ponad 70 lat rezerwaty w USA nie służą do izolacji Indian, lecz są autonomicznymi obszarami stanowiącymi pozostałość po dawnych, odebranych im siłą lub podstępem, terytoriach. Indianie zarządzają nimi samodzielnie (rady plemienne to dziś rodzaj samorządu o szerokich nierzadko uprawnieniach), mogą je swobodnie opuszczać (choćby w poszukiwaniu lepszych szkół, miejsc pracy czy opieki zdrowotnej w większych ośrodkach) i wracać do mieszkających tam wciąż członków rodzin, własnych instytucji, stowarzyszeń i ważnych dla wiel z nich świętych miejsc. Jednak ponad połowa amerykańskich Indian mieszka dziś poza rezerwatami i w większości nie różni się na co dzień wyglądem czy zachowaniem od innych Amerykanów.
To, że wielu współczesnych Indian nie przypomina bohaterów z pełnych stereotypowych uproszczeń powieści i westernów nie świadczy wcale o tym, że ich tradycje i kultury (a to ponad 500 różnych kultur tylko w USA!) zaginęły, lub że kultywowane są tylko w jakiejś uproszczonej czy skomercjalizowanej formie. Nie bez powodu - i nie na wyrost - ich taniec i śpiew prezentowany jest z taka powagą, a jego nieoczekiwanie skomplikowane (niemające wiele wspólnego z czymś "chaotycznym i transowym") zasady i elementy przybliżane są zainteresowanym (np. trzy lata temu na Festiwalu w Biskupinie oklaskowało ich 100 tysięcy osób!).
Pozostaje wspólnym - Indian i naszym problemem - jak to bogactwo prezentować i przybliżać w sposób możliwie zrozumiały i atrakcyjny dla tak "egzotycznej" i mało wiedzących o ich świecie naszych rodaków (choć od publiczności uniwersyteckiej można by oczekiwać więcej, niż niecierpliwego oczekiwania na pokaz tańców - bo chyba nie o nich tylko piszą potem swoje prace...). O tym, że wzajemne zbliżenie i zrozumienie jest możliwe, świadczy choćby przykład Bartosza Stranza, który wybrał życie wśród Czarnych Stóp (ale - jako gdańszczanin z urodzenia - nie jest ich "współplemieńcem", a jedynie współmieszkańcem ich rezerwatu). Świadczą o tym także odbywające się co kwartał w Polsce tzw. Pow-wow - festiwale indiańskiego tańca i muzyki, w których uczestniczą nie tylko zafascynowani tubylczymi kulturami Polacy, ale taże coraz liczniejsi indianiści z krajów sąsiednich oraz - jak grupa z rezerwatu Nisqually - autentyczni Indianie zza Oceanu (najbliższy 25 listopada na AWF w Katowicach).
Wyniesione ze spotkania z Nisqually wrażenie, że ich stroje - odpowiadające tradycyjnym regułom, bogate i zróżnicowane w zależności od konkretnego rodzaju tańca - są "mało wiarygodne i sztuczne" w najmniejszym stopniu nie oddaje ich rzeczywistej, jak najbardziej "tradycyjnej" (choć żywej i podlegającej przekształceniom, a nawet modom) funkcji w tubylczej społeczności, kulturze a nawet duchowości. Takie fałszywe przekonanie świadczy raczej o tym, jak niewiele część publiczności zrozumiała z tego, co na ten temat - szczerze i otwarcie (na co nie zawsze się decydują) - mówili sami Indianie. Odbiór jakiejkolwiek obcej kultury - zwłaszcza niemiłosiernie i niesprawiedliwie spłycanej i fałszowanej przez naszą własna kulturę - nie jest zwykle łatwy. Ale na przyszłość warto przynajmniej pamiętać, że na wszystkich indiańskich imprezach na świecie nazywanie tych swoistych i nierzadko cennych dzieł sztuki zdobniczej "kolorowymi przebraniami" traktowane jest jak obraza i xle świadczy o naszej kulturze.
Oczekiwanie na kogoś wyglądającego jak Winnetou, czy jak czerwonoskórzy bracia Tańczącego z Wilkami (którzy zniknęli z prerii przed ponad stu laty), to dziecinna mrzonka świadcząca o tym, jak niewiele wiemy o współczesnym życiu, kulturze i problemach Indian XXI wieku. Szkoda, że tak niewiele umiemy też wynieść z takich ważnych, iteresujących i niecodziennych wciąż spotkań.
Łukasz Stafiej 23.11.2006 16:33
Mirnal - już pisałem, że w paru źródłach widziałem opcję Indian Pólnocnoamerykańskich i tego się trzymam. Analogia do naszego kraju to nie moj wymysl, ale wypowiadajacego sie wodza. Dzieki za nieuzasadnionego minusa;/
p.s. W zasadzie szkoda, ze naszego kraju nie podbila cywilizacja. W Polsce jest sie popychadlem za marne pieniadze iw marnych warunkach. Subtelna roznica. Co nam po "polskiej dumie"? Smiechu ona warta.
Mir Nalezińskí 23.11.2006 15:13
*Indian Północnoamerykańskich * - raczej *północnoamerykańskich Indian*
Podobni do nas? Ich cywilizacja podbiła z dobrym skutkiem, choć były chyba milionowe ofiary (holokaust Indian). My się nie daliśmy Niemcom i gospodarka nasza długo nie doścignie zachodniej. Albo duma albo szmalec. Pewien odłam wybrał jednak to drugie i wyjechał do N. na stałe i w pierwszym pokoleniu jest tam zwykle popychlem, tyle że za dobre pieniadze...
Andrzej Albiniak 23.11.2006 00:47
Widać tradycja ich, jest tak samo sztuczna jak u nas Zespoły Pieśni i Tańca, które z tradycja ludową mają niewiele wspólnego.
Łukasz Stafiej 22.11.2006 22:52
ERRATA do dzialan redakcyjnych: "Niestety nie jest również fascynujące" - w lidzie być powinno w ostatnim zdaniu. Po zmianie tytułu nie oddaje on ogolnych wrazen ze spotkania...
Wystawa kaktusów w Ogrodzie Botanicznym w Łodzi [Zdjęcia]
(odsłon: +409)