Facebook Google+ Twitter

To okropne społeczeństwo!

Dzisiaj w polityce nikt się już nie spieszy. Najlepszym przykładem są ostatnie koalicyjne negocjacje. Może ów brak pośpiechu wynikał z przeświadczenie, że celebrowanie politycznego rytuału oddali podejrzenia o śmieszność.

Politycy to, jak powszechnie wiadomo, cudowni ludzie, którzy z nadzwyczajnym poświęceniem pracują dla dobra wspólnego, często zresztą od ust sobie odejmując, a to kawior, a to homara.
Gdyby tylko chodziło o banalne ograniczanie jedzenie. Oni tracą dla nas swój cenny czas, a czasami nawet życie, umierają bowiem jak wszyscy, ale znacznie wcześniej. I cóż z tego, że ich wrzody żołądka i dwunastnicy leczone są w nieco lepszych szpitalnych warunkach, a żylaki od stania przy sejmowej mównicy operują najlepsi chirurdzy. Ten szalony, wyczerpujący tryb życia, jedzenie w nędznych sejmowych restauracjach, ciągłe oddalenie od ukochanej rodziny nie jest w ogóle przez społeczeństwo doceniane. A przecież oni, jak każdy normalny człowiek, potrzebują odrobiny współczucia, a przede wszystkim wdzięczności za swój nadludzki wysiłek służenia sprawie.

Nigdy nie zapomnę obrazka z epoki późnego Gierka, kiedy przypadkiem znalazłem się obok partyjnego budynku. Właśnie wybiegał z niego urzędowy rewolucjonista. Rozwiane włosy i powiewające poły płaszcza zdradzały nadzwyczajny pośpiech, a dwa zapalone papierosy w ręce zdradzały prawie całkowite psychiczne zagubienie. Gdzieś tam w Polsce, a konkretnie w Łodzi, trzeba było gasić społeczne niepokoje. Samochód czekał z włączonym silnikiem, kierowca czujnie trzymał mocarną nogę na gazie i kiedy tylko trzasnęły drzwi samochód z piskiem opon ruszył. Każda sekunda była ważna, system socjalistyczny wprawdzie miał przetrwać wieki, zgodnie z doktryną, ale wróg nie spał i każdy brak rewolucyjnej czujności mógł się okazać wodą na jego młyn. A do tego nikt, kto choć trochę znał się na młynach wodnych, nie mógł dopuścić.
Wspominam o tym, gdyż socjalistyczni politycy mieli jednak poczucie upływającego czasu. Wiedzieli, że dodanie straconych sekund daje minuty, te z kolei godziny, a potem jest już gabinetowy przewrót i oddanie władzy z powodów zdrowotnych.

A dzisiaj w polityce nikt się już nie spieszy. Najlepszym przykładem są ostatnie negocjacje, których celem było zbudowanie nowej, starej koalicji. Może ów brak pośpiechu wynikał z przeświadczenie, że celebrowanie politycznego rytuału oddali podejrzenia o śmieszność. W końcu kilka tygodni temu współpraca koalicyjnych partnerów skończyła się wyzwiskami. Z jednej strony padły oskarżenia o warcholstwo, druga odpowiedziała zgrabnie i dyplomatycznie zarzutem o chamstwo. Dodatkowo na pewnym, sławnym już wiecu w Stoczni Gdańskiej, kolebce tamtej „Solidarności”, pojawiły się zapewnienia o nienegocjowaniu z ludźmi o marnej reputacji. To było jednak kilkanaście dni temu, a więc na tyle dawno, że społeczeństwo zajęte codziennością powinno tym zapomnieć.

Co jednak zrobić z niewdzięcznikami, którzy ciągle pamiętają, co powiedzieli partyjni przywódcy? Oni za nic mają argumenty, że tu nie chodzi o utrzymanie władzy, (cóż to za niski i banalny zarzut), ale jak zawsze o Polskę. Szkoda tylko, że ona, jak zwykle, o tym nie wie. Tyle razy wycierano sobie nią twarz, że już nie ma siły słuchać o poświęcaniu się dla niej małych ludzi.
Najgorsze jest jednak to, że strasznie pamiętliwi są dziennikarze. To zresztą wyjątkowo wredne typy. Na szczęście nie wszyscy. Są wśród nich jeszcze porządni, dobrze wykształceni, którym chodzi o obiektywne przedstawienie prawdziwych, polskich problemów. Ci wiedzą, że Polska jest najważniejsza. Wprawdzie i oni czasami zadają mało wygodne pytania o spełnienie obietnic przedwyborczych, czy brak programowej dyskusji. Niestety, nawet co pewien czas jakiś, w gorącej wodzie kąpany, z niepokojem wypomni niedostatek w tych programach spójnej cywilizacyjnej wizji, ale to tylko mało ważne incydenty. Najważniejsze, że wierzą. A tamci czepiają się drobiazgów, ciągle – na przykład - pytają o Leppera w rządzie, jak by nie było ważniejszych spraw. I szkodzą, szkodzą. Och jak szkodzą słusznej sprawie!

A część zagubionego społeczeństwa ich jednak słucha. I dlatego jest ono okropne. Szkoda, że nie można wymienić je na inne. Jakieś porządniejsze przecież by się znalazło. Mało to społeczeństw na świecie, jest w czymś wybierać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Nie mam zamiaru osądzać, która z akcji zasługuje na dofinansowanie ze strony miasta (oczywiście, racjonalnie myśląc - dożywianie). Chciałem tylko zwrócić uwagę na to, że wraz ze zbliżaniem się wyborów, z każdego wydarzenia, w którym mają szansę zaistnieć politycy, robi się ową kiełbasę wyborczą. Akcja o której piszesz, gdyby media rozdmuchały teraz temat, na pewno nie pozostałaby bez echa ze strony polityków. Niestety dożywiania chyba nikt w poprzednich wyborach samorządowych nie obiecywał (bądź nie pamiętam).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do Strzelaca - chcesz mi powiedzieć, że miasto daje 5 baniek na podgrzewaną murawę, a szkoła robi akcję "bank drugich śniadań"? Ktoś powariował? Niech pilkarze sobie kupują murawę za sprzedzane bilety! Pewnie, że murawa to konkretny czyn, a pełniejsze brzuszki dzieciątek to nie rzucają się w oczy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na całe szczęście ostał się jeszcze cały zastęp rodaków, którzy pamiętają obietnice wyborcze i co jakiś czas mają czelność przypomnieć politykom ich zapewnienia. Ileż było zapluwania się na wiecach wyborczych. A teraz? A teraz wyszła, jak to się potocznie mówi, lipa. Dziś jednak doszedłem do wniosku, że programy wyborcze z kampanii parlamentarnej, które "jeszcze" nie zostały zrealizowane przez rządzących, wracają jak bumerang przed zbliżającymi się wyborami do samorządów. Oczywiście są to obietnice w skali mikro, co wcale nie znaczy, że można je później pominąć. Nie trzeba daleko szukać przykładu - ot, choćby w Łodzi, gdzie do ostatniej chwili radni czekali z podjęciem decyzji, na temat przyznania 5 mln złotych dla dwóch łódzkich drużyn pierwszoligowych, które miały być przeznaczone na budowę podgrzewanych muraw. Dziwne, że wrócił ten temat na parę tygodni przed wyborami. Dziwne, że wszyscy politycy z tego miasta jak jeden mąż twierdzą, że pieniądze są niezbędne dla zapewnienia bytu obu klubom w ekstraklasie - jeszcze wiosną mało kto z rady miejskiej uważał taki wydatek za konieczny. Pan prezydent, jaśnie nam panujący Jerzy Kropiwnicki, także potwierdził swoje zaangażowanie w tej sprawie mimo, że wcześniej był za tym, by kluby same tą inwestycję sfinansowały. Dziwne, że ta nadaktywność ma miejsce przed wyborami. Ale czy to faktycznie takie dziwne? W zasadzie nie. Przecież to chodzi o masy wyborców, którzy sympatyzują z jednym bądź drugim klubem. Decyzja radnych może być traktowana jak kiełbasa wyborcza. To tylko jeden przykład wybiórczej pamięci programowej. Im bliżej wyborów, tym więcej będzie się działo. Jak zwykle. I jak zwykle praktycznie nic nie zostanie zrealizowane.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ta zagubiona część społeczeństwa to Ci, którymi łatwo manipulować. Niestety nasze społeczeństwo jst wciąz na tyle nieoswiecone, ze nie che się ludziom glosowac, albo na podstawie sondazy przedwyborczych uznaja, ze i tak ich przedstawiciele nie wygraja i na nich nie glosuja. W efekcie jest tak jak jest teraz. Nie wiem, jaki bedzie w koncu los rzadu, ale polecam wszystkim Łodzianom glosowanie w wyborach na prezydenta Lodzi, to moze chociaz w Łodzi nam sie lepiej bedzie żylo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie tak, a wtedy wszyscy będą na wzór i podobieństwo dwóch takich, co ukradli księżyc!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.