Facebook Google+ Twitter

To się po prostu należy

Nie wiem jak w tej chwili wygląda państwowa opieka nad ciężarną. W czasach mojego macierzyństwa, pierwsza wizyta u specjalisty miała na celu przede wszystkim potwierdzenie ciąży. Dalsze – tak zwane prowadzenie i jej dokumentację.

Wiem, że teraz, kiedy stwierdzenie odmiennego stanu nie wymaga wizyty, bo każda kobieta może samodzielnie wykonać test – wizyta u ginekologa jest ze strony przyszłej matki wyrazem dbałości o mające się narodzić dziecko.

Pod warunkiem, że ona tego dziecka pragnie, chce ciążę nosić i urodzić zdrowego potomka. Z kolei od lekarza, pod którego opiekę przyszła matka się oddaje, powinno się wymagać uwagi, troski i serdecznego
zaangażowania w sprawę doprowadzenia ciąży do pomyślnego końca – fizjologicznego porodu lub w przypadkach zagrożenia – sprowadzenia na świat dziecka inną metodą.

W ostatnich dniach ogłoszono, że pani minister zdrowia wpadła na genialny pomysł do walki z podziemiem aborcyjnym metodą administracyjną; metodą niezawodną ma być zapisywanie – zapewne w specjalnie zaprogramowanym rejestrze – kobiet w stanie błogosławionym.

Co również ma wzmóc opiekę nad nimi, aczkolwiek nie dostrzegam związku między rejestrem a dobrostanem przyszłej matki, lub eleganckim i troskliwym jej traktowaniem przez służby medyczne. Nie wierzę w to wzmożenie opieki nakazem administracyjnym, bo jak kobieta nie zechce z niej skorzystać, to – konsekwentnie – trzeba będzie ją do tego zmusić przy pomocy środków przymusu: np. na wyznaczoną wizytę będzie odstawiał oporną ciężarną policjant. Tylko – z jakiej racji?

Rzecz jasna rejestr ciężarnych ma służyć swoistej księgowości: powinna się zbilansować ilość ciąż z ilością porodów minus poronienia (naturalne i sztuczne z przyzwolenia sądowego). Tymczasem, rozbieżność w ocenie ilości wykonywanych nielegalnie aborcji jest znamienna."Według Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny każdego roku dochodzi w Polsce do 200 tys. nielegalnych zabiegów przerwania ciąży. Z kolei ruchy obrońców życia szacują liczbę nielegalnych aborcji na 7-13 tys. rocznie."

Jak widać, nikt prawdziwego rozeznania w przedmiocie nie ma, bo przecież aborcje nielegalne, jak sama nazwa wskazuje wykonywane są nielegalnie, a wiec w sposób ukryty, niepoliczalny. Dochodzą do tego jeszcze te wykonywane poza granicami kraju.

Jak znam życie i determinację kobiety, która ciążę chce usunąć – pomysł rejestracji ciężarnych należy do gatunku beznadziejnie głupich. Ponieważ kobieta pójdzie do lekarza i zostanie zarejestrowana tylko w przypadku, jeżeli zechce matką zostać.

Kobieta, które nie zechce – do lekarza przed upływem czasu dopuszczalnego dla wykonania aborcji po prostu nie pójdzie. Bo niby kto ją ma do tego zmusić?

I tu pojawia się całkiem inny aspekt sprawy: zawsze i wszędzie egzystują wśród nas tak zwani „ życzliwi”. Jeśli "życzliwa i doświadczona" z sąsiedztwa, skojarzy mini spódniczkę, bladość dziewczyny, a nie daj Panie wzdęty po sałacie brzuch jako objaw ciąży, o czym w trosce o poczęte doniesie gdzie trzeba, otoczona bezimienną 'życzliwością" osoba będzie miała przechlapane nie na żarty.

Będzie musiała udowodnić, że w ciąży nie była i skrobanki nie robiła. Uruchomienie w tym celu administracyjnej machiny będzie na tyle czasochłonne i głośne, że etykieta się przylepi i odium pozostanie.

Ktoś powie w tym momencie, że mam chorą wyobraźnię i kreślę czarne scenariusze. Nie sądzę. Czego jak czego, ale donosicieli ci u nas dostatek. Przy każdej władzy i na każdą okoliczność. Po tylu latach życia, pracy w służbie zdrowia i obserwacji ludzkich zachowań tam, gdzie dla donosicieli otworzy się pole do popisu - sytuacja taka nabiera cech prawdopodobieństwa. Dlatego pomysł stworzenia specjalnego rejestru ciężarnych, jak wszystkie pomysły typu „pieczątka na łeb” uważam za beznadziejny. Państwo powinno otoczyć opieką przyszłe matki bez dodatkowych rejestrów, urzędów i pilnowaczy; to się kobietom w wieku rozrodczym po prostu należy!

Przepisów, reguł i procedur mamy pod dostatkiem. Tworzenie nowych, zawierających w podtekście restrykcje, pociągnie za sobą powoływanie kolejnych, uprawnionych urzędów do ich egzekucji. Czy to poprawi opiekę nad przyszła matką? Przypuszczam, że wątpię. Poprawi wyłącznie samopoczucie ministerialnych urzędników.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Należy się jak psu buda i basta!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Naga prawda!
Plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Od rejestru ciąż już tylko krok do rejestru "sprawców ciąż". Bo niby czemu tylko kobieta ma być rejestrowana? Dalszy krok to usystematyzowanie materiału rozpłodowego. Wtedy ministerstwo będzie wiedziało dokładnie kto z kim kiedy i jak często. A co z in vitro, które nie zawsze się przyjmie, a lekarz musi zarejestrować zabieg. Ma Pani słuszność Pani Jadwigo co do donosicielstwa ale to tylko część problemu. Przecież wszystkie kobiety nie będące w ciąży, a będące w wieku sprzyjającym będą "podejrzane". Chyba trzeba będzie je jakoś sprawdzać sprawdzać, nadzorować by oczyścić z tych podejrzeń. Inaczej taki spis inwentarza istotnie jest bez sensu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ a ja myślałam, że "cudowne" pomysły rodzą sie tylko tutaj ( we Włoszech)... :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.