Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1908 miejsce

To widać, słychać i czuć!

O swojej przygodzie z muzyką opowiada Zbigniew Żabowski. Gra rocka i bluesa.

 / Fot. Wiktoria DurajZbyszku, proszę opowiedz nam o swoich początkach z muzyką.
W moim rodzinnym domu, zawsze były instrumenty muzyczne: fortepian, mandolina, harmonijki ustne, gitara... Jako nastolatek nauczyłem się kilku akordów na gitarze, ale później nie kontynuowałem tej nauki. Do czasu... Na jednej z lekcji wychowawczych w średniej szkole, wyraziłem swoją (negatywną) opinię o szkolnym zespole, którego mogłem posłuchać parę dni wcześniej na szkolnej zabawie. Wychowawca zwrócił się do mnie tymi słowy: „Żabowski, jak jesteś taki mądry, to zagraj lepiej!” Odpowiedziałem: „Dobrze... zajmie mi to kilka miesięcy...”
Na najbliższej przerwie wytypowałem trzech chłopaków z klasy, z którymi założyłem zespół o wdzięcznej nazwie: „Musical Frogs” Ćwiczyliśmy 3 razy w tygodniu, a ja dodatkowo każdą wolną chwilę w domu. Nauczyłem się grania z nut, przerobiłem kilka podręczników do nauki gry na gitarze, dodając do tego fakt, że prawie nie słuchałem polskich audycji, w których puszczano dosyć mierną muzykę, za to wieczorami „nasłuchiwałem” Radia Luxemburg oraz kilka innych progresywnych stacji – stworzyło to dobry przyczynek do grania dużo nowocześniejszego, niż „konkurencyjny” szkolny zespół. I rzeczywiście, po paru miesiącach ciężkiej pracy, kolejna szkolna zabawa, nie wiem dlaczego, ale nas już poproszono o zagranie jako drugi zespół. Pamiętam, że stary zespół zaczął polską piosenką „Hej Piotr”, my natomiast zaczęliśmy ostrym utworem grupy The Troggs: „Wild Thing”, co zostało owacyjnie powitane przez szkolną społeczność. Na najbliższej lekcji wychowawca powiedział do mnie: „Zgadzam się, zagrałeś lepiej...”
A kiedy zaczęła się gra w zespole?
To był początek.... szybko zauważono mnie i poproszono o granie w dobrym, znanym zespole, który już za całkiem niezłe pieniądze muzykował we wrocławskich studenckich klubach, kupiłem sobie dobra gitarę i dobry wzmacniacz, co nie było na początku lat 70-tych takie proste... Po kolejnych zmianach personalnych, zespół złożony został z czołowych wrocławskich muzyków i miał prawo nazwać się: „Wrocławska Super Grupa: Made in Poland”. Grupa wygrywała przeróżne konkursy zespołów muzycznych i grała na dużych imprezach, nie tylko we Wrocławiu. Nagrała dla Polskiego Radia Wrocław – 9 utworów. Ciekawostka: w 1972 roku na Dniach Wrocławia, przed nami zagrała bardzo znana wtedy grupa Test, z Wojciechem Gąssowskim i (aktualnym gitarzystą Perfektu) Darkiem Kozakiewiczem... My, byliśmy „na deser”... ;-) Później nastąpiła „zmiana klimatu”... gdy w 1973 roku naszego basistę powołano do wojska, zespół się rozwiązał - ja w tym samym czasie dostałem propozycję z Częstochowy, żeby zasilić muzyczny zespół do grania w Teatrze muzycznej sztuki Agnieszki Osieckiej: „Apetyt na Czereśnie”. Przearanżowaliśmy tak nowocześnie piosenki tego „musicalu”, że stała się rzecz nieoczekiwana... świecący pustkami Teatr, pękał w szwach i to głównie za sprawą młodzieży, która zwykle unikała teatru! Po zakończeniu wystawiania tej sztuki, dostałem propozycje grania w jednym z najlepszych częstochowskich klubów. Kolejna ciekawostka: gdy mnie usłyszał gitarzysta z zespołu grającego w tym klubie, powiedział: „Bardzo bym chciał z Tobą grać, ale nie ma miejsca dla dwóch gitarzystów, wobec tego ja będę grał na basie... Nasz 3-osobowy zespół przybrał nazwę: „Best”. Wygrywaliśmy przeglądy zespołów, a Klub również pękał w szwach, zawsze brakowało biletów... Minimum godzinę wcześniej przed koncertem trzeba było ustawiać się w długiej kolejce po bilet... Powołanie tym razem perkusisty do wojska, położyło kres działalności grupy, gdyż ja uważałem, że Jego nikt godnie nie zastąpi. Ale zastoju nie było... Uformowała się nowa jazz-rockowa grupa „Chorus” w której śpiewała popularna wokalistka: Danuta Morel. Zespół koncertował w wielu miastach, dokonał nagrań radiowych i telewizyjnych.
Posłucham chętnie o grupie rockowej "Projekt" i o powrocie do Wrocławia
Pewnego dnia w 1977 roku, przyjechała do mnie „delegacja” z Wrocławia i poprosiła o przyłączenie się do bardzo dobrej rock'owej grupy: „Projekt” (śpiewał w niej m.in. wokalista Stanisław Wenglorz, który został później skaperowany do grupy Skaldowie”) Chętnie wróciłem do Wrocławia... Zespół należał do polskiej czołówki, koncertowaliśmy po całej Polsce, w wielu prestiżowych klubach Warszawy, Krakowa... Jeździliśmy na wspólne trasy z zespołem Wawele.
Ciekawostka, grając na stadionie w Zielonej Górze, jako nasz support, wystąpiła mało jeszcze wówczas znana, grupa Maanam... Będąc u szczytu popularności zespół rozwiązał się z powodu odejścia basisty (do Ireny Santor). Gitarzysta i perkusista, stworzyli później bardzo znaną grupę Bank. Na szczęście Wrocław obfitował w wiele dobrych zespołów, a zmiany składu, powodowały możliwości znalezienia się w innym. Trafiłem wspaniale, do najsłynniejszego, obecnie mówi się kultowego, wrocławskiego zespołu: „Romuald & Roman”. Grywaliśmy fantastyczne imprezy..1978 aż do kwietnia 1980 roku. Zespół dokonał nagrań kilku nowych piosenek dla Radia Poznań i... rozwiązał się na dobre - i to niestety z mojego głównie powodu... Otrzymałem propozycję grania w Iraku, za bardzo dobre pieniądze... Muzykowałem tam aż do wybuchu wojny: Irak / Iran – działalność muzyczna i artystyczna była wstrzymana. Wróciłem do Wrocławia i mając obiecany kontrakt do Finlandii, założyłem grupę mającą sprostać wymaganiom kontraktu. Niestety... kontrakt w „niewyjaśnionych okolicznościach” trafił do innego zespołu... Korzystając z chwilowego zawieszenia działalności, Janek Borysewicz wziął ode mnie perkusistę i basistę, założył zespół Lady Pank i niebawem grupa była bardzo znana. Cóż było robić... Kontynuowałem więc granie, jak to się teraz mówi: „coverów” na kontraktach zagranicznych. Przez 3 kolejne lata większość roku muzykowałem w Jugosławii. Wspaniałe to były chwile: Mieszkanie w luksusowych apartamentach nad Adriatykiem, spędzanie większości dnia nad morzem, spotykanie się z ciekawymi ludźmi z całego świata...
Później przyszła kolej na granie w Niemczech, po kilkumiesięcznym muzykowaniu w Koeln, przeniosłem się do Monachium, gdzie przemieszkałem prawie 3 lata, grając w zespole coverowym oraz w rockowym. Ciekawostka: na jedną z naszych prób zespołu rockowego: „Coma”, przyszedł jakiś facet i zaproponował nam serię koncertów, chociaż repertuar nie był jeszcze gotowy, okazało się, że jest to znany impresario, a nasza muzyka przypadła mu do gustu, gdy idąc ulicą doszły go dźwięki z naszej sali prób...
Czas na powrót do Polski.
Ze względów osobistych wróciłem do Polski. Współpracowałem z wrocławską grupą „Terra”, z której wyszło kilku dobrych muzyków, że przytoczę choćby: Jose Torres.
Pół roku muzykowania w Hiszpanii na Costa Brava i... rzadsze muzykowanie z przeróżnymi zespołami.
Przyszedł rok 2006... Przyszedł do mnie Edek Kluczewski, który od kilkunastu lat prowadził zespół Old Wave, z bazą w Sławkowie i zaproponował mi granie muzyki, którą grałem na samym początku: rocka i bluesa. Z wielką przyjemnością „wróciłem do korzeni”... Gram w tym zespole ponad 8 lat i nigdy jeszcze nie miałem takiego apetytu na granie! Nagraliśmy 3 płyty, czwarta jest w fazie wydawania. Grywaliśmy i grywamy w całej Polsce, a że tak bardzo chce nam się grać, to ponoć na koncertach „widać, słychać i czuć”!

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.