Facebook Google+ Twitter

To wszystko twoja wina!

„Mamo, chcę tę lalkę! Słyszysz? Chcę lalkę. No kup mi!” - krzyczy mała dziewczynka, ciągnąc mamę za rękaw płaszcza. „Kochanie, mamusia dziś nie ma tylu pieniążków. Kupię ci następnym razem” - urywa matka.

„Ale ja chcę!”. Kobieta groźnie spogląda na mężczyznę stojącego obok, kierując do niego słowa: „No zrób coś z nią”. Stoję w kolejce i kątem oka obserwuję całą tę sytuację, a w myślach krzyczę: nie wymiękaj! Nie teraz! Ale moje rozpaczliwe, skryte błagania przerywa suchy płacz dziecka, które w sekundę zmienia obiekt żebrania. „Tatooooooooooooo!!! Ja chcę lalkę!” - zaczyna wrzeszczeć mała istota i rzuca się po podłodze sklepu kopiąc w półki przepełnione towarem. „No dobrze, którą chcesz?” - od razu załatwia sprawę troskliwy tatuś.

Wychodzę, wracam do domu, siadam na kanapie i myślę. Moją głowę zajmują wszelkie problemy związane z wychowywaniem dzieci. Oto przed krótką chwilą udało mi się uchwycić najczęstszy obraz współczesnej rodziny typu dwa plus jeden na zakupach. Jak to możliwe, że jeszcze jakiś czas temu prawie każda rodzina była wielodzietna, a rodzice nie mieli tylu problemów z utrzymaniem na wodzy swoich potomnych. Dziś małżonkowie decydują się na co najwyżej jedno dziecko, ewentualnie psa. Nie ukrywajmy, że w dzisiejszych czasach państwo jakoś szczególnie nie wspiera młodych ludzi w utrzymaniu potomstwa. Po pierwsze wszędzie napotykamy problem ze znalezieniem pracy, po drugie, kiedy już uda się ją znaleźć, wypłata ledwo starcza na zapłacenie rachunków i zakupienie żywności. Za śmieszną kwotę zasiłku rodzinnego, która oczywiście nie przysługuje każdej rodzinie, można kupić co najwyżej paczkę pampersów. Dla jasności - niestety nie wystarcza ona na miesiąc.

Wracając jednak do głównego problemu wychowywania dzieci, chciałabym nakreślić najważniejszą przyczynę nieporadności rodziców wobec swoich potomnych. Przede wszystkim górę bierze zaprzeczanie samemu sobie, okłamywanie dziecka, obiecywanie tak zwanych gruszek na wierzbie. Jeżeli nie jesteśmy w stanie spełnić zachcianki pociechy, to nie warto owijać w bawełnę, tylko od razu powiedzieć, że to nie jest możliwe. „Mamo mogę podlać trawę?” - pyta dziecko. „Nie, bo kran się zepsuł” - kłamie matka. „A tatuś mi pozwolił, mówił tylko, że woda jest zimna i mogę się rozchorować”. Bardzo często zdarzają się sytuacje, kiedy matka lub ojciec początkowo nie zgadzają się na coś, a potem ulegają bądź odwrotnie, najpierw pozwalają, a potem rygorystycznym tonem zabraniają, np. dalszej zabawy portfelem, bo nagle urwał się suwak. Oczywiście sytuacja taka nie kończy się happy endem, a wręcz przeciwnie, niepohamowaną rozpaczą dziecka. Również rozbieżność zdań matki i ojca bardzo korzystnie wpływa na rozwydrzenie ukochanej córuni czy synka, którzy z łatwością wyłapują, u którego rodzica mają większe szanse na wyżebranie nowej zabawki. Szczegół, że po pięciu minutach będzie ona leżała w kącie pokoju, a w telewizji zostanie zaprezentowana kolejna nowość, którą koniecznie ich pociecha musi posiadać. O ileż to razy rodzice skarżą się na swoje dzieci, twierdząc, że nie mają pojęcia, czym spowodowane jest takie ich zachowanie. Nieprawda, oni doskonale rozumieją dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej, pragną tylko z całych sił zamaskować błędy przeszłości, które teraz ciężko naprawić. „Ja jej tak nie wychowałam!”, „Ja też nie!” - krzyczą jedno przez drugie. Wzajemnie się obwiniają, ciskając w przeciwnika argumentami typu: „Kiedy ja jej zabroniłam grać na komputerze, ty oczywiście pozwoliłeś, bo nie chciało ci się jej pilnować! Ale odpowiedź jest już dawno przygotowana: „Nie musiałaś wtedy malować paznokci, mogłaś to zrobić, kiedy mała by już spała".

Konflikt zaostrza się, prowadzi do kłótni, potem małżonkowie obrażają się na siebie, po jakimś czasie zawieszają broń, nie wyciągając żadnych wniosków i tak kołowrotek kręci się powtarzając te same sytuacje, przechodzące nieraz do tradycji rodzinnych. Mała rada - zanim zabronicie lub pozwolicie swoim dzieciom na cokolwiek, ustalcie jedną wersję. Kompromis lekiem na wszelkie problemy.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ha! Tylko, że w proces wychowania dziecka z butami wchodzi filozofia państwa opiekuńczego ze sztandarem, na którym jest wypisany slogan "Dobro dziecka najważniejsze", a praktyka jest daleka od głoszonego przesłania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wychowanie dzieci jest bardzo trudnym i odpowiedzialnym zadaniem. Dziecko to nie zabawka, powód do lansu, ani prywatna własność. Od zawsze istniały różne teorie na temat wychowania dzieci , przy czym XX wiek przyniósł rewolucję w tym zakresie.Poprzednie metody wychowawcze oscylujące wokół tresury, ochoczo zastąpiono "bezstresowym wychowaniem" , które teraz z perspektywy praktyki jego stosowania okazało się porażką, produkując armię małych samolubów, terroryzujących swoich rodziców.
Jak zawsze w takich sytuacjach najlepszy jest kompromis. Tresurze lub wolności absolutnej : stanowcze NIE ! , zamiast tego stanowcze wychowanie, szanujące dziecko i jego potrzeby. I najważniejsze w tym wszystkim : MIŁOŚĆ W RODZINIE.
Gdy jej zabraknie, żadne poradniki wychowania jej nie zastąpią. Niski poziom dochodów nie jest żadną przeszkodą w kochającej się rodzinie. Zabrzmi to banalnie, lecz to bogactwo czasami potrafi ludziom nieźle namieszać w głowach (woda sodowa uderza) .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.