Facebook Google+ Twitter

To "Źródło" niech bije!

Najnowsza solowa płyta Marka Piekarczyka, charyzmatycznego wokalisty kultowej grupy TSA, ukazała się na rynku muzycznym już ponad miesiąc temu (24 października 2009 r.), jednak do mnie dotarła niejako w formie prezentu mikołajkowego (tym razem mój Mikołaj miał twarz redakcji Wiadomości 24.pl).

Takie płyty, jak "Źródło" nie są przez krytyków (uwzględniwszy zwłaszcza potoczne tego słowa znaczenie) mile widziane. Nie można sobie bowiem poużywać, brak jest powodów do złośliwości. Można za to niezwykle łatwo popaść w cielęcy zachwyt, niestrawny i piekielnie nudny podczas czytania recenzji. Ale z drugiej strony, chcąc być w zgodzie z własnym sumieniem i odczuwaniem, trzeba oddać "co boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi".
Okładka płyty "Źródło" Marka Piekarczyka. / Fot. materiały promocyjneUwielbiam rzeczy, przedsięwzięcia, które są zwyczajnie (?) dobre, profesjonalnie zrobione, z którymi obcowanie przynosi człowiekowi radość, przyjemność, a może wręcz szczęście... Takim produktem (paskudne słowo) jest właśnie krążek Marka Piekarczyka, na którym znalazło się 13 piosenek. Nie są to premierowe, autorskie utwory lidera TSA, lecz kompozycje z lat 60. i 70.

Na szczęście nie te oklepane na wszystkich możliwych festiwalach hiciory pokroju "Dziwny jest ten świat" Niemena. Piekarczyk wziął bowiem na warsztat przeboje mniej znanych i pamiętanych obecnie, nawet przez "szpetnych - czterdziestoletnich", o młodzieży nie wspominając, takich wykonawców, jak Klan ("Epidemia Euforii", "Automaty", ""Na przekór"); grupa Test ("Wybij sobie z głowy", "Płyń pod prąd", "Testament"); Niebiesko - Czarni z Wojciechem Kordą ("Hej, wracajcie chłopcy na wieś", "Na betonie kwiaty nie rosną", "Chłopcy do wojska"); Michaj Burano ("Całe niebo w ogniu"); Krzysztof Klenczon ("Nie przejdziemy do historii"), Polanie ("Nie zawrócę") i Skaldowie ("Nie widzę Ciebie w swych marzeniach"). Pamiętacie? No właśnie, a zatem jest okazja, by odkurzyć te niesłusznie, moim zdaniem zapomniane, utwory. Zwłaszcza w profesjonalnej interpretacji Marka Piekarczyka. Nawet jeśli ktoś nie przepadał za nim jako wokalistą TSA, to teraz będzie miał sposobność przekonać się, iż to artysta umiejący nadać barwę i klimat każdej piosence w zależności od przesłania, jakie niesie tekst utworu (a wśród tekściarzy na tej płycie pojawiają się nazwiska takich tuzów, jak Bogdan Olewicz, Jacek Grań, Andrzej Bianusz).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Interesująca i twórcza recenzja, świetny styl, dzięki - posłucham i może też kupię płytę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nabrałem chęci. Kupię sobie tę płytę! Tak, o! Albo komuś na gwiazdkę :) Recenzja dostaje 5 i u mnie wędruje na Facebook ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.12.2009 20:11

Za Ewą oraz prośba: mógłby Mikołaj przynieść mi tę płytę pod choinkę.
Do tej pory nie miałem szczęścia do prezentów!.... 5* :-)) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Bo recenzja mnie nie zanudziła a sporo się o płycie dowiedziałam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.