Facebook Google+ Twitter

Toksycznie czyli normalnie. "Toksymia" Małgorzaty Rejmer

Od kartek debiutanckiej powieści Małgorzaty Rejmer - "Toksymia" wieje chłodem. Każdy bohater zostaje przedstawiony z imienia i nazwiska, z przeszłości i teraźniejszości.

 / Fot. J. LepiorzTakie przedstawienie bohatera sprawia, że wchodzimy z buciorami w jego świat i czujemy się zrośnięci z jego historią. Wszystko jest bowiem opowiedziane tak po prostu, krótko zwinnie, celnie. Z odległości tak niewielkiej, że aż trzeba otwierać szerzej powieki. Odsłonięte nagle oczy marzną w obliczu rzeczywistości analizowanej na zimno i drobiazgowo aż do bólu.

Chorą pajęczynę zależności ludzi podobno zdrowych na umyśle ulokowała autorka na warszawskiej Pradze. Dodaje to kolorytu lokalnego, ale też właściwie niczego nie zmienia. Czytając o losach mieszkańców jednej kamienicy, uświadamiamy sobie, że mogłyby one toczyć się w dowolnie wybranym zakątku Polski. A może nawet świata? Zdajemy sobie sprawę, że tak po prostu jest. Takie jest życie skrzywionych córek ojców, którzy mają depresję. Tramwajarzy z przetrąconymi marzeniami i żonami nie rozumiejącymi ich świata. Starsze panie naprawdę przecież noszą brudne, zsuwające się z nóg bandaże i zaczepiają z okna cały świat, który ma je w głębokim poważaniu.

Przewracając kolejne kartki, wchłaniając losy, które wywołują zgrzyt niczym piasek między zębami, zaczynamy rozumieć, że wokół nas czają się te same obsesje i paranoje, które ujawniają bohaterowie "Toksymii" i nie wiadomo co o tym wszystkim myśleć.

Może tak jak autorka, Małgorzata Rejmer, ucinać je refleksjami w krótkich, wyciosanych z samych namacalnych faktów zdaniach? Oglądać skrupulatnie krok po kroku, czynność po czynności losy ludzi obok nas, powyginanych w koleinach okoliczności? Możemy. Jednak musimy pamiętać, że Małgorzata Rejmer w tę z pozoru jedynie sprawozdawczą opowieść wplata podsumowania, groźne jak jadowite żmije. Pointuje, udając że opowiada, co sprawia, że pointy przełykamy gładko, po chwili orientując się, że mieliśmy do czynienia z wartościowaniem. Wspaniale brnie się w tę z każdą chwilą coraz bardziej kompletną i stanowiącą samą dla siebie punkt odniesienia historię. Wątki zazębiają się, co jednak jeszcze mocniej uwypukla fakt, że to wszystko, co opisuje autorka, mogłoby się wydarzyć całkiem blisko nas. Życie tak się cudownie splata, że odsłania wszelkie ludzkie słabości i tworzy dogodne pole do niezdrowego rozwoju nieprawidłowości umysłu.

Książka jest genialną konstrukcją - każde zdanie i akapit jest tak nasycony skondensowaną treścią, że obdzielić można by nią trzy kolejne powieści. Nie ma tu skłonności do wielosłowia, bo co też tu jest wielce do gadania. Ot, samo życie. Takie, które najtrudniej uchwycić i opisać. Małgorzacie Rejmer udało się to na 300 proc.

Jeśli ktoś się zastanawia, czy warto czytać młodych, polskich, debiutujących prozaików odpowiem, ze nie warto się nawet zastanawiać. Czytajmy Małgorzatę Rejmer, może nawet jako poradnik -
żeby przypadkiem, bokiem, chyłkiem nie zadomowiła się w naszej prywatnej historii jakaś zamaskowana toksymia.


Pięć kroków - jak dodać materiał do serwisu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Ja myślę, że jest bardzo dobrze :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzeczywiście, bardzo interesująca (5). Ja czytam debiutujących prozaików i poetów. I myślę, że nie jest źle.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo interesujaca recenzja./5/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.