Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18448 miejsce

Tomasz, ach, Tomasz...

Zbliżała się wielka zawierucha wojenna. Wielu polityków tego nie dostrzegało, ale czuli - cóż za paradoks - kabaretowi, rewiowi autorzy tekstów, kompozytorzy i aktorzy. Jednym z nich był Ludwik Sempoliński.

...Ach, powiedz, skąd ty to masz / I skąd u ciebie taki wdzięk?/ Apollo by z zazdrości pękł... To była jedna z jego popisowych piosenek. Znała ją cała Polska. Ludwik Sempoliński – bo o nim mowa – w takich właśnie się lubował: lekko frywolnych, nieco dwuznacznych, pełnych figlarności i wdzięku. „...Tomasz to, co masz/ Ma tylko młody bóg”.
 Ludwik Sempoliński wspominał, że prototypem tego supermana samochwały był prawdziwie findesieclowy bywalec pewnej wileńskiej kawiarni, którego unieśmiertelnił w piosence o Tomaszu. Zainaugurował jego żywot w 1931 roku na scenie warszawskiego teatrzyku „Wesoły Wieczór”. Ale piosenka miała
swój dalszy ciąg.

Sempoliński zaproponował dopisanie pointy tej buńczucznej męskiej opowiastki. „Nie jestem egoistą, więc zeszłego roku w lecie/ Uległem i i oddałem się w małżeńskim tete-a-tecie./ Gdy żona ujrzała poemat mego ciała, / Jak stała – zemdlała, ze śmiechu krztusząc się:/ Tomasz, ach, Tomasz,/ Ach, powiedz, gdzie ty to masz?...”

Dlaczego piszę „W starym kinie” o sławnym niezrównanym, ale przecież artyście estradowym? Z dwóch prostych powodów. Po pierwsze, ponieważ polski przedwojenny film związany był ściśle z kabaretem, teatrzykami rewiowymi, operetką, w których królował m.in. Ludwik Sempoliński. Po drugie zaś, ponieważ występował on również w filmie, tworząc niezapomniane role – epizodyczne, ale prawdziwe perełki, majstersztyki aktorskiego kunsztu. 
Zauważono go w rólce - jako podający się za hrabiego lokaj Kędziorek - w komedii „Jaśnie pan szofer”. W „Manewrach miłosnych” zagrał zramolałego, nieszczęśliwie zakochanego barona von Lampenstein (riposta Sielańskiego – ordynansa udającego arystokratycznego porucznika: „A cóż to za starozakonny książę?!”). Ta rola Ludwika Sempolińskiego przeszła do historii kina.

W „Piętro wyżej” błyszczał, czarował inteligentnym dowcipem jako bon vivant usiłujący zdobyć pannę z dobrym posagiem. W sumie zagrał przed wojną w piętnastu filmach. 
Nie rezygnował jednak z pracy na scenie, bo tam czuł się jak ryba w wodzie. „Chodź pan na Kamienne Schodki,/ Dziś wielki bal jest u Ciotki,/ Jest trochę czystej, trochę słodkiej / I zagrycha prima sort./ Wszyscy tańczą wrzące tango... Lu! Maniusiu, tańczmy na dwa pas/ Nasze tango andrusowskie!.../ Szabasówka – piękna polka,/ Lepsza od niej monopolka,/ Lecz przy tangu – niech ją kolka!...”
Niestety zbliżała się wielka zawierucha wojenna. Wielu polityków tego nie dostrzegało, ale czuli, cóż za paradoks! kabaretowi, rewiowi autorzy tekstów, kompozytorzy i aktorzy. Jednym z nich był Ludwik Sempoliński. Artysta stworzył też kilka przejmujących epizodycznych kreacji w filmach niekomediowych. Do najciekawszych należy ta w filmie „O czym się nie mówi” (1939). Był tu lekkoduchem, ale i prawdziwym przyjacielem nieszczęśliwie zakochanego przyjaciela.

31 maja 1939 roku wykonał w programie teatru małych form „Ali Baba” piosenkę (słowa Mariana Hemara do melodii L. Daniderffa „Titine”), która mogła tragicznie zaważyć na jego życiu. Wykorzystał tu bowiem podobieństwo zewnętrzne Chaplina i Hitlera. „Łachmany, ale tyle gracji,/ Melonik ten, laseczka ta,/ Bez niepotrzebnej prezentacji/ Wiadomo zaraz: tak, to ja.../ I buty, zdarte buty trampa,/ I taki niepokaźny krok./ I wąsik, luksus mój i szyk/ Podkręcam go, a wszyscy w ryk...
Niestety, konkurencja czuwa,.../ Zazdrosny rywal się wysuwa.../ Milczenie me zastąpił wrzaskiem,/ Mój śmiech przemienić pragnie w strach,/ Melonik mój mianował kaskiem,/ Policja także za nim, ach...”


"Ten wąsik” spowodował, że Ludwik Sempoliński musiał opuścić Warszawę, zanim do niej wkroczyli Niemcy, a w Wilnie ukrywał się przez cały czas okupacji.
Po wojnie zagrał m.in. w uroczej komedii „Skarb”, produkcyjniaku „Dwie brygady”, w filmie historycznym o premierze opery „Halka” – „Warszawska premiera”, w socrealistycznej, ale zabawnej komedii „Irena, do domu” i dramacie „Niekochana”.
 Występował też z ogromnym powodzeniem na scenie, ale przede wszystkim dał się namówić na pracę pedagogiczną. Studenci byli zachwyceni. Bohdan Łazuka tak opowiadał: „On miał niebywały dar błyskawicznego przeobrażania się w postać, którą szkicował nam słowami: dosłownie w ciągu kilku sekund sylwetka, ruchy, gesty, mimika, głos Pana Lunia tworzyły a to postać Starego Dorożkarza, a to Cyklisty z ubiegłego wieku, a to przedwojennego Wodzireja. Był przy tym tak sugestywny...” Ludwik Sempoliński wychował całą plejadę naszych znakomitych estradowych aktorów, piosenkarzy. 
Gdzież są tacy aktorzy z tamtych lat?!


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 18.08.2007 13:10

Bardzo ciekawe, gratuluję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.