Facebook Google+ Twitter

Tomasz Brzyski: Styl jeszcze nie ten [WYWIAD]

O wygryzieniu ze składu Jakuba Wawrzyniaka ("walczyliśmy na równych zasadach"), interpretacji swojej roli na boisku ("muszę mieć przestrzeń, żeby się podłączyć") oraz zmianach, jakie zaszły w Legii za Henninga Berga opowiada Tomasz Brzyski.

 / Fot. Bartek Syta, PolskapresseBartosz Zasławski: Czuje się pan promotorem transferu Jakuba Wawrzyniaka do Rosji? Dzięki pana dobrej grze trafił do klubu z lepszej ligi, gdzie zarobi większe pieniądze.
Tomasz Brzyski: Kubie kończył się kontrakt i chyba nie porozumiał się z władzami klubu, które stwierdziły, że jeśli znajdzie się ktoś, kto wyłoży pieniądze, odpuszczą go. Były dwie strony - on chciał odejść, Legia nie robiła przeszkód. Ja nie mam nic do tego.

Wawrzyniak mówił, że już po pierwszej fazie przygotowań z Henningiem Bergiem był przegrany. Miał pan wtedy wrażenie, że rywalizacja jest rozstrzygnięta?
Nie miałem. Trzeba było pokazać się z jak najlepszej strony nowemu trenerowi, każdy bił się o swoje. Jeśli Kuba tak myślał, że to ja będę grał - OK. Ja obawiałem się o swoje miejsce, bo obaj byliśmy w dobrej dyspozycji od pierwszych dni zgrupowania, walczyliśmy na równych zasadach. Z mojej perspektywy było niewiadomą, na kogo postawi trener.

Jakie są priorytety w pana grze po przyjściu Berga? Z boku wygląda to tak, że proporcje między bronieniem a atakowaniem zmieniły się na niekorzyść tego drugiego.
Od bocznego obrońcy wymaga się kreatywności, rozgrywania piłki, precyzyjnego dogrania. Na początku trener mówił, że oczekuje ode mnie takiej postawy jak w poprzedniej rundzie (9 asyst, najwięcej w zespole - red.), ale dużo zależy od tego, kto będzie grał na moim skrzydle. Henrik Ojamaa ustawiony jest dość szeroko przy linii i trudno mi podłączać się przynajmniej te osiem, dziewięć razy w jednej połowie. Można powiedzieć, że jestem trochę blokowany, ale tak mamy rozpisane zadania. Z pozostałymi skrzydłowymi bywa inaczej, ale muszą zrobić mi przestrzeń, w którą mogę wejść.

Berg jest trenerem, od którego można nauczyć się innych rozwiązań niż od polskich szkoleniowców?
Bardzo dużą uwagę przykłada do taktyki i organizacji gry. Legia ma najlepszych piłkarzy i na polskie realia wystarczało to, co prezentowaliśmy wcześniej. Nasze błędy nie powodowały żadnych konsekwencji. Teraz dużo czasu poświęcamy szczegółom: jak ktoś nie wróci, ustawi się w złej strefie, nie zaasekuruje. W ekstraklasie mało kto wykorzystuje takie sytuacje, ale w europejskich pucharach kończyły się one utratą bramki.

Prezes Leśnodorski nie ukrywał, że zatrudnił norweskiego trenera także po to, żeby zorganizował życie drużyny poza treningami i meczami.
Faktycznie, w tym względzie dużo się zmieniło. Przychodzimy o 8.30. Najpierw mamy ważenie, potem wspólne śniadanie, indywidualne rozmowy ze sztabem trenerskim, odprawy, trening. Czasami spędzamy w klubie cały dzień, ale to normalne. Jeśli jesteśmy trenerowi potrzebni przez dziewięć godzin, musimy zostać.

Legia Berga ma swój styl, czy na razie można mówić tylko o odosobnionych fragmentach dobrej gry?
Na razie kilka schematów pojawia się regularnie, ale jeszcze nie do końca wygląda to tak, jak powinno. Współpracujemy ze sobą trzy miesiące, potrzebujemy więcej czasu. Coraz lepiej rozumiemy trenera i wiemy już, co nam chce przekazać. Jeśli to wdrożymy, efekty przyjdą.

Dusan Kuciak jest dobrym partnerem do dyskusji? Pytam w kontekście waszej ostry wymiany zdań w meczu ze Śląskiem.
Starcie było, nie ma co ukrywać. Jesteśmy mężczyznami, takie sytuacje się zdarzają i nie trzeba ich rozpamiętywać, ale nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Dusan zachowuje się jak dziecko. Nie wita się, nie rozmawia.

Po ostatnich transferach szatnia Legii stała się jeszcze bardziej międzynarodowa, jest grupa polska, słowacka, bałkańska i coraz liczniejsza portugalska. Trudno się porozumieć?
Trener zwraca się do nas po angielsku, potem każda grupa dogaduje się głównie między sobą. To wygląda źle. Moim zdaniem powinno być tak jak Zachodzie - rozmawiasz w języku kraju, do jakiego przyjeżdżasz. Grasz w Polsce, powinieneś mówić po polsku.

Dzięki pracy z fizjologiem rośnie w zespole świadomość nawyków żywieniowych?
Była cały czas. Dziś nie można bagatelizować faktu, że lepsze odżywianie to większa szansa na dobrą grę. Poprzedni dietetyk przygotowywał nam indywidualne menu, teraz też otrzymujemy zalecenia, jakie składniki mogą nam pomóc.

Udowodnił pan, że dobrze prowadzący się piłkarz po trzydziestce może liczyć na nowy etap w karierze klubowej i trafić do reprezentacji. Jako jednemu z dziecięciu zawodników Adam Nawałka wysyłał panu powołania na każdy mecz.
Nie spodziewałem się, że to tak się potoczy, ale ciężką pracą na treningach można dojść wysoko. Marek Saganowski też potwierdził, że starszy zawodnik, który daje z siebie wszystko, zostaje zauważony. Selekcjoner dał mi szansę, bo widział, że na boisku pokazuje charakter. Akurat w ostatnim spotkaniu ze Szkocją najlepiej jej nie wykorzystałem i byłem zły na siebie, że zagrałem gorzej niż potrafię.

Jako nowa postać w kadrze dostrzega pan syndrom przegranego pokolenia? Kolejne porażki nie przytłaczają kluczowych zawodników, którzy w niczym nie przypominają siebie z klubów?

Trudno powiedzieć. To rolą trenera jest dotarcie do piłkarzy i wpojenie im swojego sposobu gry. Jestem nowy, na razie głównie obserwuję. Przyjeżdżam na kadrę tylko na kilka dni zgrupowania i nie we wszystkich sprawach wewnątrz drużyny jestem zorientowany.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.