Facebook Google+ Twitter

Tomasz Kuszczak: - Chcę być w Manchesterze bramkarzem numer 1!

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-06-16 09:42

Rozmowa z Tomaszem Kuszczakiem, bramkarzem mistrza Anglii – Manchesteru United, reprezentantem Polski.

• Polscy piłkarze urlop spędzają zazwyczaj w ciepłych krajach, a my się spotykamy na wrocławskim Rynku...
– Ja na pewno nigdzie nie polecę. Chcę wolny czas spędzić w kraju. Zaraz po finale Pucharu Anglii dostaliśmy urlop. Na początku odwiedziłem znajomych w Berlinie. A teraz kursuję po Polsce. Byłem w Poznaniu u mojego serdecznego przyjaciela Piotrka Reissa, kilka dni w Łodzi i Warszawie, a teraz we Wrocławiu. Ile? Nie wiem. Mam dosyć planów. Cały rok mam zaplanowany, więc nie myślę o tym. We Wrocławiu mieszkają nie tylko rodzice i brat, mam też wielu kolegów z lat szkolnych. Trzeba odbudować znajomości. / Fot. Tomasz Hołod/Gazeta Wrocławska

• A co z formą?
– Od środy zasuwam. Okres przygotowawczy jest zbyt krótki, by osiągnąć odpowiednią dyspozycję. Wiem co mam robić, nikt nie musi mnie zachęcać do pracy. Nigdy nie musiał.

• Od wielu miesięcy plotkuje się, że Man. Utd sprowadzi kolejnego bramkarza. Teraz mówi się o Argentyńczyku Ustarim. Bierze Pan pod uwagę odejście do innego klubu?
– Dlaczego padło takie pytanie? Czemu my, Polacy, jak widzimy zagrożenie, to uciekamy? Ja, gdy je widzę, to stawiam mu czoło. Jak będzie nowy bramkarz, to będę z nim rywalizował. Na co dzień walczę o plac z jednym z najlepszych na świecie – van der Sarem i nie uciekłem. Po kupnie jakiegokolwiek nowego bramkarza też tego nie zrobię.

• Po dobrych występach w minionym sezonie nie było żadnych ofert?

– Kolejne źle postawione pytanie. Dlaczego mam rozważać propozycje?

• Bo mógł Pan wpaść w oko dobremu zespołowi, gdzie zagwarantowano by grę w pierwszym składzie.
– OK, odpowiem. Nie było żadnych ofert, bo wszyscy wiedzą, że ja i tak nie chcę odejść z Manchesteru. Przecież podpisałem kontrakt na cztery lata. Gdybym chciał odejść po roku, podpisałbym umowę na 12 miesięcy. Ja jestem w stanie zawrzeć z tym klubem kontrakt i na 10 lat, by grać w nim do końca mojej kariery. Przecież to zespół moich marzeń. Zawsze chciałem w nim występować. To prawda, przez rok zagrałem 13 meczów, nie 35, ale jak na pierwszy sezon nie jest to zły wynik. Liczyłem, że różnie to może wyglądać, bo nie szedłem na pierwszego bramkarza. Ale pierwszy sezon minął, a teraz podejmuję walkę i chcę być numerem 1. Zrobię wszystko, żeby nim być.

• Od kogo przez ten rok najwięcej się Pan nauczył?

– Odpowiem inaczej. Trafiłem do Manchesteru z West Bromwich, zespołu, który dwa lata grał w Premiership, miał naprawdę niezłych piłkarzy, oddanych kibiców, ale w Manchesterze zobaczyłem, że są większe góry lodowe, niż mi się wydawało. Manchester to taka góra. By się na nią wdrapać, trzeba się dużo nauczyć. Przychodząc do Czerwonych Diabłów miałem pewne braki, choć w jakimś stopniu byłem już bramkarzem ukształtowanym. Ale dopiero tu nauczyłem się, czym jest presja, zobaczyłem, jak szybko można grać i jak wiele znaczy taktyka.

• Alex Ferguson – jak to angielscy menedżerowie – tylko dogląda treningów, czy sam w nich uczestniczy?
– Przy zespole pracuje cała gama ludzi. Czasem podczas zajęć mamy pięciu trenerów. Ale Ferguson jest zawsze. Przebiera się, kopie piłkę, jest z nami.

• Jakim jest człowiekiem?
– By o nim opowiedzieć, nie starczyłoby nam czasu. Powiem tylko, że bardzo go szanuję. Dla mnie to wielki autorytet – życiowy i sportowy. Traktuje nas jak swoje dzieci, dlatego każdy na boisku oddałby za niego serce.

• Niedawno przyrównał Cię do Petera Schmeichela.

– Tak, to niesamowite. Przecież gdy miałem 12 lat, ten gość wisiał na ścianie w moim pokoju. Potem miałem plakat całego zespołu, a niektórzy z nich: Giggs, Scholes, Neville grają ze mną w jednym zespole. Dlatego tak nie lubię pytań o to, czy odejdę. Bo jestem w klubie, który kocham. Kiedyś moim marzeniem było pojechać na mecz tego klubu, a ja w nim gram!

• Kto najbardziej zachodzi za skórę podczas treningów?

– Nie powiem, że Ronaldo czy ktoś inny, bo prawda jest taka, że wszyscy z tych zawodników wiedzą, o co chodzi w piłce. Trening strzelecki jest dla mnie jedną wielką loterią. Wszyscy uderzają bardzo celnie, łącznie z obrońcami. Ale to duży plus, bo zdaję sobie sprawę, że muszę być szybszy. Gdy chcę przechytrzyć Wayne’a Rooneya, to wiem, że muszę go po prostu czymś zaskoczyć.

• Wróćmy do Ronaldo. Wielka gwiazda, czy...

– Bardzo spokojny i sympatyczny człowiek. W zespole nie ma arogancji czy gwiazdorstwa. Jest równouprawnienie, choć nienarzucone przez kogoś z góry. Mój pierwszy dzień w klubie wyglądał tak samo jak późniejsze. Przyjęto mnie, jakbym tam był już wiele lat.

• Jak wyglądało świętowanie mistrzostwa?
– Nie pamiętam... (śmiech). Alkohol się polał – to normalna rzecz. Każdy pił to, co lubi. Ja piję zawsze sok jabłkowo-pomidorowy (śmiech). Były żarty, śpiewy, jedno spotkanie, drugie. Medal zostawiłem w domu. Leży na półce. Za rok będzie kolejny, by mu nie było smutno.

• Jest czas na przyjaźnie między kolegami z zespołu?
– Gramy niemal co trzy dni, do tego czasami dochodzi kadra. Większość czasu spędzamy w hotelach i na zgrupowaniach. Ciągle ze sobą. Dlatego gdy mam chwilę tylko dla siebie, to staram się ją spędzić w gronie rodziny czy przyjaciół, wyskoczyć gdzieś.

• Dużo Polaków mieszka w Manchesterze?
– O tak. Często spotykam ich na ulicy. Rozmawiamy. Przychodzą na mecze, wieszają flagi – nawet z moim nazwiskiem. To miłe.

• A samo miasto przypadło Panu do gustu?

– Szkoda, że MU nie gra... we Wrocławiu. Bo prawdą jest, że moją pierwszą miłością był Śląsk, to dzięki temu klubowi rozpocząłem karierę. Tu przyjeżdżam i tu lubię być.

• Wróćmy do futbolu. Co z Pana grą w kadrze?

– Staram się zdobyć bilet do kadry, grając dobrze i jak najczęściej. Tylko to mogę zrobić. A to co ja na ten temat myślę, mojej sytuacji nie zmieni. Zaliczyłem 13 meczów, a nie jest łatwo grać dwa mecze, miesiąc na ławie, dwa mecze i znów miesiąc bez gry. Ale te dwa zawsze były na dobrym poziomie.

• Trener Dawidziuk, pracujący w kadrze z bramkarzami, tłumaczył Pana nieobecność tym, że trudniej akceptowałby Pan rolę rezerwowego niż np. Fabiański.
– Tłumaczą się winni.

• Wraca Pan pamięcią do błędu przeciwko Kolumbii?
– Jakiego błędu?! (śmiech) U trenera Janasa byłem drugim, walczyłem nawet o skład i gdyby nie ta wpadka, być może bym grał. Cóż, gdybym ten błąd popełnił na treningu, pewnie nikt by o tym nie wiedział. Ale w niczym mi to nie przeszkodziło i zapłaciłem tylko tym, że moja bramka była drugim najczęściej oglądanym w Polsce filmem w 2006 roku na youtube.com. Żebyś ty zajął to drugie miejsce, musiałbyś połknąć ten aparat wraz z obiektywem (bohater wywiadu do naszego fotoreportera – dop. red.).
Michał Karpiński, Michał Mazur

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.