Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10582 miejsce

Tomasz Siemoniak: Nie obracałem żadnymi pieniędzmi

Minister obrony narodowej w "Kontrwywiadzie" RMF przyznaje, że konflikt na Ukrainie jest już wojną. Tomasz Siemoniak omawia też plusy i minusy ukraińskiej strategii, oraz odnosi się w kwestii sensacji poczynionych przez Pawła Piskorskiego.

Minister Obrony Narodowej Tomasz Siemoniak. wiadomosci24.pl http://www.wiadomosci24.pl/artykul/powitanie_zolnierzy_xi_zmiany_pkw_w_krakowie_251651.html licencja: CC3.0 / Fot. Piotr DrabikRozruchy, wystąpienia i ogólne niezadowolenie, które intensyfikowały napięcie na Ukrainie stały się zarzewiem konfrontacji, która obecnie jest już nazywana wojną: "Myślę, że nie ma co do tego wątpliwości." Można analizować sytuację i spierać się, czy mamy do czynienia z wojną w pełnym tego słowa znaczeniu, czy lokalnym konfliktem ześrodkowanym w granicach jakie obowiązywały do niedawna: "Myślę, że to jest wojna domowa z dużymi elementami ingerencji z zewnątrz." Władze Ukrainy utraciły kontrolę nad częścią kraju w stopniu wystarczającym, aby myśleć nad przewidywanym rozwojem wypadków jako o możliwej inwazji z Rosji: "Sądzę, że z elementami tej interwencji w tej chwili mamy do czynienia." Póki co, Rosjanie starają się rozstrzygnąć niespokojny czas na Ukrainie na swoją korzyść z użyciem środków innych, aniżeli otwarte wystąpienie zbrojne.

Tomasz Siemoniak ocenia strategię i taktykę ukraińskich władz jako po części właściwą: "Sądzę, że ukraińskie władze - zresztą myślę, że to jest element ich odpowiedzialności - nie chcą pacyfikowania własnych obywateli na własnym terytorium. Myślę, że starają się działać w sytuacjach, gdy tracą kontrolę nad wszystkim, natomiast nie decydują się na masywne siłowe rozwiązanie." Nie znaczy to, aby minister był zwolennikiem podobnych działań w określonych wypadkach, aczkolwiek dokonując przeglądu sytuacji odnotowuje właściwe posunięcia: "Nie chcę mówić, że przyklaskuję, ale będąc na miejscu ukraińskiego ministra obrony, czy ukraińskich władz, byłbym bardzo ostrożny z kierowaniem oddziałów wojska do miast we własnym państwie. (...) Myślę, że ukraińskie władze zachowują się odpowiedzialnie, starając się pilnować lotnisk, punktów strategicznych, ale nie próbując kierować się przeciwko własnej ludności."

Ewentualna pomoc NATO dla Ukrainy to jeden z ulubionych tematów dziennikarzy. Minister obrony narodowej zwraca uwagę, że Pakt Północnoatlantycki jest zawsze gotowy do działania, ale tego samego nie można powiedzieć o Ukrainie. W chwili obecnej ten kraj musi radzić sobie sam. Większym problemem jest brak zdolności do podjęcia właściwych kroków przez Ukraińców, niż braki w sprzęcie czy ludziach w tamtejszej armii. Stopień dezorganizacji osiągnął już ten poziom, "że wiele ze struktur siłowych właśnie tam przeszło na stronę separatystów: milicja, różne struktury bezpieczeństwa." Polacy zdążyli już odczuć pośrednio pierwsze zaniepokojenie, czy nawet zagrożenie z chwilą, kiedy uprowadzono obserwatorów OBWE. Incydent ma swoją bardziej złożoną genezę: "Sądzę, że było dziełem separatystów, za którymi ewidentnie stoją służby rosyjskie" - nie jest to żadnym domysłem, gdyż wiadomo już o dużo większym zaangażowaniu Federacji Rosyjskiej - "Myślę, że duże wrażenie na różnych państwach zrobiły informacje o rozmowach telefonicznych wysłannika Rosji z liderem tzw. separatystów, pokazujące, że stopień koordynacji i porozumienia jest tutaj duży." W ten sposób Rosja traci w oczach świata co raz bardziej.

Minister Siemoniak został zapytany o swoją przyjaźń z Pawłem Piskorskim (Europa Plus). Zażyłe stosunki zdają się być w większej mierze przeszłością, która posłużyła Piskorskiemu na użytek napisanej przez niego książki: "Myślę, że od kilku lat byliśmy w znacznie luźniejszym kontakcie i każdy poszedł swoją drogą. Myślę, że to są też jakoś sprawy prywatne, nie chcę ich za bardzo komentować. Książki nie czytałem." Oczywiście, dziennikarska dociekliwość zasadza się w temacie rewelacji o niemieckich pieniądzach jakie miały posłużyć do finansowania niegdysiejszego Kongresu Liberalno-Demokratycznego; partia, której liderował dzisiejszy premier Donald Tusk. Tomasz Siemoniak był podówczas szefem biura KLD, więc jego zdanie w całej tej historii jest wielce oczekiwane: "Z tego co przeczytałem w jednym z tygodników, to były sugestie takie, że jakieś sprawy należy wyjaśnić, nie pojawiły się tam jakieś twarde fakty." Twierdzi, że nic nie wie o niemieckich pieniądzach, że nic takiego nie miało miejsca, zresztą: "Nie obracałem żadnymi pieniędzmi." Wystąpienie przeciwko Piskorskiemu na drogę sądową uważa za niezbyt potrzebne i przypomina stanowisko najbardziej zainteresowanych w tej sprawie, czyli Donalda Tuska i Jana Krzysztofa Bieleckiego: "Myślę, że oprócz sądu jest jeszcze opinia publiczna. Sądzę, że gdyby pojawiły się jakieś informacje inne niż tylko ostrożne, przecedzone przez prawników sugestie, to wtedy można by na ten temat bardziej rozmawiać. Wydaje mi się, że oświadczenie premiera Bieleckiego tutaj przecina tę sprawę." Niemniej sensacje Pawła Piskorskiego skutecznie absorbują uwagę opinii publicznej i można silić się na przewidywania jaki wpływ będzie to miało na wynik wyborów do Parlamentu Europejskiego. Wszak każde 0,5 punktu procentowego w oficjalnych sondażach jest już przedmiotem analiz i komentarzy.

źródło: RMF24


(Paweł Jankowski)




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.